Skansen komunizmu w Muzeum Narodowym
Muzeum Narodowe w Warszawie bezprawnie przetrzymuje i nie chce zwrócić
zrabowanych po wojnie dzieł sztuki z bazyliki Mariackiej w Gdańsku. Co więcej,
dyrektor muzeum Agnieszka Morawińska żąda, aby to proboszcz bazyliki, ksiądz
infułat Stanisław Bogdanowicz, oddał bezcenne dzieła, odzyskane przez władze
kościelne w wyniku wcześniejszych porozumień i ustaleń z Ministerstwem Kultury i
Sztuki. W razie odmowy przewiduje złożenie pozwu do sądu przeciwko bazylice
Mariackiej, bo – jak twierdzi rzecznik Muzeum Narodowego Katarzyna Wakuła –
muzeum jest prawnym właścicielem zabytków. Zapomniała jednak dodać, że jeśli w
ogóle jest ich właścicielem, to na mocy Bierutowskiego dekretu z 1946 roku.
Powoływanie się na komunistyczne prawo jest z gruntu nieuczciwe. Możemy
podpowiedzieć pani dyrektor jeszcze inne zarządzenie, które mówi dokładnie o tym
samym, co dekret z 1946 r., i jest podobnej proweniencji… A mianowicie,
zarządzenie Hermana Goeringa z 1939 r., na mocy którego Główny Urząd Powierniczy
Rzeszy konfiskował wyposażenie zamykanych kościołów. Pozostaje mieć nadzieję, że
kolejnym spadkobiercom Bieruta nie przyjdzie do głowy powoływać się np. na
dekret o nacjonalizacji czy kolektywizacji.
Dyrekcja muzeum twierdzi, że zabytki sztuki z bazyliki Mariackiej są mieniem
poniemieckim. Zapomina jednak, że na przestrzeni tysiąca lat swojej historii
Gdańsk tylko przez trzy wieki nie należał do Polski, i to zawsze w wyniku
zaborów (krzyżackiego i pruskiego). – Bazylika jest wizytówką polskiej kultury –
wyjaśnia ks. infułat Stanisław Bogdanowicz – a więc twierdzenie, że wyposażenie
bazyliki jest mieniem poniemieckim, stanowi zniewagę dla Gdańska. To są zabytki,
które zostały ufundowane dla tego kościoła, a przy okazji upamiętniają dziś
wielkie gdańskie rody, np. Ferberów, Bahrów czy Winterfeldów. Ponadto gdyby
nawet przyjąć ten dekret o majątkach poniemieckich i opuszczonych, to i tak nie
można go w tym wypadku zastosować, bo zanim wszedł on w życie, Rada Miasta
Gdańska 29 stycznia 1946 r. przekazała bazylikę polskiemu Kościołowi
katolickiemu – wskazuje ksiądz infułat.
Tymczasem Muzeum Narodowe w Warszawie żąda zwrotu 18 bezcennych dzieł sztuki, co
wiązałoby się z ich demontażem, czyli np. wyrywaniem ich ze ścian świątyni.
Bazylika Mariacka jest tak znana i ceniona w świecie, że w ciągu ostatnich
trzech lat na jej renowację zostało przekazane Kościołowi ponad 3 mln euro z
funduszy europejskiego obszaru gospodarczego. Ksiądz infułat Stanisław
Bogdanowicz stara się także o grant z funduszy europejskich na renowację murów
świątyni, w wysokości 10 mln euro. O takich subwencjach Muzeum Narodowe nie może
nawet marzyć.
Powolne dźwiganie się z ruin
Górująca nad Gdańskiem bazylika Mariacka, widoczna z każdego krańca miasta, jest
nie tylko perłą w jego koronie, ale także rozpoznawalną na całym świecie
wizytówką grodu nad Motławą. Przez ponad 150 lat gdańszczanie wznosili tę
wspaniałą bazylikę, a przez wieki wyposażali jej wnętrze w budzące zachwyt
kolejnych pokoleń dzieła sztuki. Większość wyposażenia kościoła pochodzi z
okresu, kiedy należał on do katolików, czyli sprzed reformacji.
Po zakończeniu II wojny światowej, a przede wszystkim po walkach o Gdańsk (w
lutym i marcu 1945 r.) Stare Miasto było zrujnowane w 90 procentach. W dużej
mierze przyczynili się do tego żołnierze sowieccy, którzy po zdobyciu Gdańska
wrzucali do piwnic zabytkowych kamieniczek granaty, wieńcząc w ten sposób dzieło
zniszczenia. Zrujnowana została także bazylika Mariacka, której wieża zamieniła
się w gigantyczny komin. Wydobywający się z niego słup dymów i ognia sięgał 5
tys. m, a temperatura była tak wysoka, że u szczytu wieży topiły się cegły.
Stopiły się nawet niektóre dzwony, w tym największy Gratia Dei ważący 5300 kg, z
1543 roku.
Dźwiganie bazyliki Mariackiej z gruzów trwało 10 lat. 17 listopada 1955 r.
nastąpiło jej uroczyste poświęcenie. Gdańsk, a przede wszystkim Polska
zawdzięczają Kościołowi odbudowę tej znanej w całym świecie bazyliki oraz
ogromnej liczby innych świątyń i zabytkowych obiektów sakralnych.
Odzyskiwanie zagrabionych dzieł sztuki
Drugim, ale trwającym znacznie dłużej etapem odbudowy bazyliki Mariackiej było
odzyskiwanie zagrabionych przez państwo dzieł sztuki, stanowiących przez wieki
wyposażenie i własność świątyni. Choć dzięki zapobiegliwości gdańskich
konserwatorów przetrwały one wojnę, na mocy dekretu z 8 marca 1946 r. o
majątkach opuszczonych i poniemieckich niektóre z nich przejęło Muzeum Narodowe
w Warszawie. Szacuje się, że pożogę wojenną przetrwało około 80 proc.
wyposażenia gdańskich kościołów! Niestety, bardzo wiele z nich dotychczas nie
powróciło do świątyń na swoje miejsce, czyli jedyne właściwe dla zabytków sztuki
sakralnej. Część dzieł została wywieziona także do Niemiec i Związku
Sowieckiego.
Z wielkim trudem w okresie PRL kolejni proboszczowie bazyliki Mariackiej starali
się wyposażyć puste wnętrze kościoła. W 1966 r. konserwatorzy pracujący w
Przedsiębiorstwie Państwowym Pracowniach Konserwacji Zabytków (PP PKZ)
powiadomili ówczesnego proboszcza ks. prałata Józefa Zator-Przytockiego, że
kończą się właśnie prace konserwatorskie i scalające ołtarz główny dłuta Mistrza
Michała z Augsburga. Powrót tego zabytku sztuki na dawne miejsce zapisał się w
legendzie, gdyż parafianie przy współpracy z konserwatorami "wykradli" go z PP
PKZ. Wszyscy mieli pełną świadomość, że ówczesne prawo było bezprawiem, tak jak
stanowiące je organa władzy. Ktoś, kto próbuje temu zaprzeczyć, stawia tezę, że
sfałszowane w oparciu o terror i przemoc oraz manipulacje w 1947 r. wybory były
uczciwe. Ksiądz prałat Zator-Przytocki, kapelan Armii Krajowej i niezłomny
więzień polityczny komunistycznej Polski, którego władze zaczęły naciskać o
zwrot ołtarza, ze spokojem odpowiadał, że mogą mu odliczyć kilka lat więzienia z
ponadsiedmioletniego pobytu w osławionych Wronkach. Natomiast dyrekcja PP PKZ,
choć nie mogła oficjalnie tego powiedzieć, uważała, że bazylika Mariacka jest
najwłaściwszym miejscem dla odrestaurowanego zabytku, dlatego też nigdy o
sprawie nie przypominała i nie podnosiła tej kwestii. Choć trudności w
odzyskiwaniu zagrabionych przez Muzeum Narodowe dzieł sztuki były ogromne, to
prace konserwatorskie wewnątrz świątyni nie ustawały.
Mimo wielu starań ks. Zator-Przytockiego jego następca ks. inf. Stanisław
Bogdanowicz objął w 1978 r. administrację świątyni, której ściany świeciły
pustkami.
Już w 1979 r. dzięki staraniom ks. infułata Bogdanowicza bazylika Mariacka
odzyskała kolejny zabytek sztuki – pochodzącą z XV w. Szafę Madonny Pięknej.
Stan dzieła sztuki wydobytego z magazynów mieszczących się w piwnicy Muzeum
Narodowego w Warszawie wołał o pomstę do nieba. Szafa była w wielu miejscach
uszkodzona, zawilgocona i pobrudzona przez gołębie (w piwnicznym oknie muzeum
brakowało szyby!). W 1980 r. dzięki decyzji ówczesnego I sekretarza KW PZPR w
Gdańsku Tadeusza Fiszbacha, który wydał stanowcze polecenie dyrektorowi
gdańskiego Muzeum Narodowego, powróciły do świątyni kolejne bezcenne zabytki. W
tym wypadku rozsądek i poczucie społecznej odpowiedzialności Tadeusza Fiszbacha
były silniejsze niż partyjne dyrektywy. Rozumieli to też ówcześni muzealni
konserwatorzy, którzy bez komentarzy zastosowali się do tej decyzji.
Solidarni z bazyliką Mariacką
Szczególnie sprzyjająca sytuacja nastała po powstaniu "Solidarności", kiedy do
próśb władz kościelnych dołączyły się tysiące wiernych, wysyłając petycje do
ministerstwa kultury i innych organów władzy, co przyniosło kolejne zwroty
zagrabionego mienia. Większość odzyskanych dzieł sztuki była w bardzo złym
stanie i wymagały one ogromu prac konserwatorskich, np. alabastrowe kwatery w
drewnianej obudowie z ołtarza ścięcia św. Jakuba przez wiele lat wciśnięte były
pomiędzy parapet okienny a kaloryfer w Muzeum Narodowym w Warszawie. I
rzeczywiście, pod mecenatem ks. inf. Bogdanowicza bezcenne zabytki, m.in.
gdańska pieta, gotycki ołtarz św. Jadwigi, rzeźby z Grupy Ukrzyżowanie Mistrza,
z Grupy Pięknej Madonny, epitafia znanych i zasłużonych członków rodów gdańskich
patrycjuszy, rzeźby z chrzcielnicy i wiele innych, odzyskiwały dawne piękno i
świetność. Dla wielu dzieł sztuki oddanie ich kościołowi było ostatnią szansą na
ratunek.
W maju 1981 r. została podpisana umowa dotycząca zwrotu dzieł sztuki należących
do bazyliki Mariackiej pomiędzy Ministerstwem Kultury i Sztuki reprezentowanym
przez wiceministra prof. Wiktora Zina oraz tzw. stroną gdańską, reprezentowaną
przez przedstawicieli NSZZ "Solidarność" z dziewięciu największych zakładów
pracy, wojewódzkiego konserwatora zabytków, gdańskich konserwatorów i oczywiście
ks. inf. Stanisława Bogdanowicza. Część zrabowanych dzieł miała zostać zwrócona
natychmiast, inne zaraz po zmianie ekspozycji w Muzeum Narodowym w Warszawie.
Umowa została częściowo zrealizowana, ale wprowadzenie stanu wojennego dało
dyrekcji warszawskiego muzeum poczucie bezkarności, z tego też względu nie
wszystko udało się odzyskać.
Po 1989 r. otworzyły się nowe możliwości, w wyniku których podjęto kolejne
rozmowy z Ministerstwem Kultury i Sztuki. W 1991 r. w zwrot zabytków do bazyliki
Mariackiej zaangażowało się wiele znanych osób ze świata kultury i nauki.
Wielkim rzecznikiem rewindykacji dzieł sztuki był prof. Andrzej Januszajtis oraz
wojewódzki konserwator zabytków Tadeusz Chrzanowski. Ówczesny wiceminister
kultury i sztuki profesor Andrzej Rottermund, choć nie kwapił się ze zwrotem
stanowiących przedmiot rozmów obiektów sztuki sakralnej, stwierdził, że nie
można kwestionować faktu, iż ich właścicielem jest bazylika Mariacka. Ostateczną
decyzję odnośnie do ich zwrotu podjął sprawujący wówczas urząd prezydenta RP
Lech Wałęsa, powołując się na Konwencję UNESCO i inne ratyfikowane przez Polskę
akty prawne, w myśl których wszystkie przemieszczone wskutek działań wojennych
dzieła sztuki mają powrócić na swoje miejsce.
Chcąc nie chcąc, Muzeum Narodowe musiało przekazać bazylice Mariackiej kolejne
bezcenne dzieła, m.in. Tablicę Dziesięciorga Przykazań, dwa skrzydła i predellę
dużego ołtarza Ferberów i malowidła wotywne fundacji Jana Ferbera.
Za bohaterską postawę – proces
Ksiądz Bogdanowicz nie ustawał w odzyskiwaniu dzieł sztuki, dzięki czemu z
każdym rokiem wzbogacało się wnętrze tej wspaniałej świątyni. Za swoją
działalność na rzecz ocalenia i rewitalizacji gdańskich zabytków, w tym przede
wszystkim bazyliki Mariackiej, był wielokrotnie nagradzany i odznaczany. W 2005
r. otrzymał srebrny medal "Zasłużony Kulturze Gloria Artis", a w 2008 r.
prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński odznaczył księdza infułata
Krzyżem Komandorskim Orderu Polonia Restituta z Gwiazdą.
Do tej pory udało się odzyskać 150 zespołów dzieł sztuki i dziś, dzięki
właściwej ekspozycji, mogą je podziwiać miliony odwiedzających Gdańsk turystów.
Tylko w 2010 r. do miasta przybyło ponad 8 mln turystów z całego świata i
ogromna większość z nich z pewnością udała się, aby podziwiać wspaniałe wnętrze
bazyliki Mariackiej. Liczba osób odwiedzających w ciągu roku Muzeum Narodowe w
Warszawie nie przekracza 100 tysięcy! Jeśli więc rzecznik muzeum mówi, że w
sprawie zabytków znajdujących się w gdańskiej świątyni "pomijany jest interes
społeczny", to po prostu kłamie.
Ksiądz infułat Stanisław Bogdanowicz nie boi się procesu, bo – jak mówi –
"siedziałem już w więzieniu za komuny, więc mogę jeszcze posiedzieć w wolnej
Polsce". Ale też warto postawić sobie pytanie, czy są takie sądy, które
przekazują rabusiowi na własność zrabowane przedmioty.
Anna Kołakowska
