Drobnymi krokami w stronę homozwiązków
W ostatnich dniach rozgorzała gorąca debata publiczna w związku z odrzuceniem
przez Sejm RP – w trakcie uchwalania nowej ustawy o prawie prywatnym
międzynarodowym – poprawki zgłoszonej przez posłów PiS, aby w przepisach
dotyczących spraw małżeńskich (rozdział 11) wprowadzić zapis definiujący pojęcie
małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny, a także zapis niezezwalający na
stosowanie właściwego prawa obcego regulującego związki osób tej samej płci
(tzw. mała klauzula porządku publicznego). Dlatego też należy rozważyć, czy tego
rodzaju zaniechanie ustawodawcze jest dobre czy też złe; a w przypadku
odpowiedzi o charakterze negatywnym trzeba zastanowić się nad jego ewentualnymi
konsekwencjami.
Przy dokonywaniu tego rodzaju oceny trzeba posłużyć się argumentacją prawniczą,
odwołującą się do dogmatyki prawa prywatnego międzynarodowego, prawa
konstytucyjnego oraz teorii prawa, a także argumentacją filozoficzną sięgającą
do metafizyki (jako nauki o bycie ogólnie), antropologii filozoficznej (jako
działu metafizyki badającej człowieka jako byt osobowy), a także filozofii
prawa.
I
Przeciwnicy tych poprawek zasadniczo posługują się kilkoma argumentami, które
przedstawiono poniżej.
Po pierwsze, nowa ustawa w zakresie oznaczenia norm kolizyjnoprawnych, co do
wskazania prawa właściwego dla określenia kwestii możności zawarcia małżeństwa,
w gruncie rzeczy jest powtórzeniem przepisów obecnie obowiązującej ustawy z dnia
12 listopada 1965 roku prawo prywatne międzynarodowe (art. 14), a więc nihil
novi.
Po drugie, ze względu na specyficzny przedmiot regulacji prawa międzynarodowego
prywatnego używane tam pojęcia należy wykładać autonomicznie, a więc w oderwaniu
od regulacji prawa materialnego poszczególnych państw. Dlatego też
nieprawidłowym byłoby zdefiniowanie użytego w przepisach projektu nowej ustawy
pojęcia małżeństwa za pomocą określeń z art. 18 Konstytucji RP oraz art. 1 ust.
1 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, gdzie jest mowa o związku między mężczyzną
a kobietą. Ponadto w prawie międzynarodowym prywatnym ze względu na autonomiczne
rozumienie używanych w tych przepisach pojęć – a to w celu, aby objąć ich
zakresem jak najwięcej przypadków z poszczególnych jurysdykcji, między którymi
mogą zachodzić olbrzymie różnice kulturowe – nie jest wskazane wprowadzanie
definicji wyrażeń używanych w prawie międzynarodowym prywatnym danego państwa.
Po trzecie i najpoważniejsze, wystarczającą zaporą przeciw uznaniu w polskim
porządku prawnym skutków prawnej dopuszczalności zawierania w obcych porządkach
prawnych związków jednopłciowych ma być zawarta w art. 7 projektu klauzula
porządku publicznego ("Prawa obcego nie stosuje się, jeżeli jego stosowanie
miałoby skutki sprzeczne z podstawowymi zasadami porządku prawnego
Rzeczypospolitej Polskiej"). Dlatego też nie ma potrzeby wprowadzenia tzw. małej
klauzuli porządku publicznego będącej niejako jej doprecyzowaniem.
W następnych częściach tekstu przedstawię analizę ww. argumentów pod kątem ich
prawidłowości oraz rzetelności.
II
Pierwszy argument przeciwników uwzględnienia poprawek posłów PiS jest natury
historycznej, jednakże jego moc dowodzenia jest nikła.
W dniu uchwalenia obowiązującej obecnie ustawy – Prawo prywatne międzynarodowe,
tj. 12 listopada 1965 roku, nie było znane polskiemu ustawodawcy zjawisko
uznawania za legalne (tj. za skuteczne w świetle prawa prywatnego) w porządkach
prawnych innych państw związków jednopłciowych, a następnie zjawisko pojawienia
się takiej nowej instytucji prawnej jak małżeństwo jednopłciowe. Co więcej,
wtedy nie było prób rezygnacji przy definiowaniu małżeństwa z cechy, iż jest to
związek heteroseksualny. Już tylko z tego względu ówczesny polski ustawodawca
przy tworzeniu przepisów prawa międzynarodowego prywatnego nie musiał uwzględnić
zjawiska prawnego, które po prostu nie istniało.
Znamienne jest to, że fakt zdezaktualizowania się w innych państwach
europejskich zasady heteroseksualnego charakteru małżeństwa (np. Hiszpania)
zauważył polski ustawodawca, formułując tak, a nie inaczej art. 18 Konstytucji
RP. Innymi słowy, twórcy tekstu Konstytucji RP w ten sposób uznali za
niewystarczające skorzystanie z koncepcji tzw. pojęć zastanych i poprzestanie na
uregulowaniu heteroseksualnego charakteru małżeństwa jedynie na poziomie ustawy
zwykłej (por. B. Banaszak, Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej, Warszawa 2009
r., s. 118-122).
W konsekwencji można postawić większości sejmowej pytanie, dlaczego przy
uchwalaniu nowego prawa prywatnego międzynarodowego nie skorzystała z
doświadczeń twórców Konstytucji RP z 1997 roku i zaniechała ustawowego
uregulowania heteroseksualnego charakteru małżeństwa przez autonomiczne
zdefiniowanie, na potrzeby norm kolizyjnoprawnych, pojęcia małżeństwa jako
związku kobiety i mężczyzny.
Jak już to zauważono, od listopada 1965 roku w porządkach prawnych wielu innych
państw doszło do uznania za legalne, tj. za pełnoprawne, związków
jednopłciowych. Innymi słowy, obecnie wiele państw uważa za pełnoprawne związki
jednopłciowe, zrównując je w zakresie skutków w sferze prawa prywatnego z
małżeństwami jako związkami heteroseksualnymi.
Zauważył to również ustawodawca europejski na gruncie Rozporządzenia Parlamentu
Europejskiego i Rady (WE) Nr 593/2008 z dnia 17 czerwca 2008 roku w sprawie
właściwego dla zobowiązań umownych (Rzym I), a także Rozporządzenia Parlamentu
Europejskiego i Rady (WE) z dnia 11 lipca 2007 roku w sprawie prawa właściwego
dla zobowiązań pozaumownych (Rzym II), gdzie wyraźnie jest mowa o stosunkach
uznawanych, zgodnie z prawem dla nich właściwym, za mające podobne skutki do
małżeństwa (art. 1 ust. 2 pkt c Rzymu I, art. 1 ust. 2 pkt b Rzymu II).
Co więcej, można zaobserwować również proces rezygnacji przy definiowaniu
pojęcia małżeństwa z posługiwania się określeniem, że małżeństwo to związek
mężczyzny oraz kobiety. Można również dostrzec zjawisko dokonywania wykładni
pojęcia małżeństwa użytego w tego rodzaju aktach międzynarodowych, jak
Powszechna Deklaracja Praw Człowieka z 1948 roku (art. 16 ust. 1), Europejska
Konwencja o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności z 1950 roku czy też
Międzynarodowy Pakt Obywatelski (art. 23 ust. 2) bez uwzględnienia dystynkcji,
iż jest to związek mężczyzny i kobiety.
Proces tworzenia prawa ma charakter dynamiczny. Dlatego też ustawodawca winien
reagować na nowe zjawiska społeczne, o ile uznaje je za istotne z punktu
widzenia praktyki tworzenia prawa. Innymi słowy, ustawodawca, uchwalając nowe
prawo międzynarodowe prywatne, winien uwzględnić opisane powyżej nowe zjawiska
prawne zaistniałe w porządkach prawnych innych państw oraz Unii Europejskiej
przy konstruowaniu przepisów kolizyjnych, jakie składają się na tę dziedzinę
prawa. Jest to normalna polityka prawna.
III
Ocenę zasadności i rzetelności kolejnych argumentów przeciwników poprawek posłów
PiS trzeba poprzedzić rozważaniem, co reguluje prawo międzynarodowe prywatne,
gdyż to przesądza o specyfice norm składających się na to prawo, a na tę
specyfikę powoływali się przeciwnicy poprawek.
Prawem międzynarodowym prywatnym określa się ogół norm rozgraniczających w
stosunkach prywatnoprawnych sfery działania różnych państw, a to przez
określenie, które z nich należy stosować. Innymi słowy, normy prawa prywatnego
międzynarodowego pozwalają określić sądowi, rozstrzygającemu daną sprawę, prawo
jakiego państwa powinno stanowić podstawę rozstrzygnięcia danej sprawy (patrz:
np. M. Pazdan, Prawo prywatne międzynarodowe, Warszawa 2009 r., s. 20).
Zakres przedmiotowy prawa prywatnego międzynarodowego przesądza o tym, że
składające się na nie normy mają charakter syntetyczny i są sformułowane bardzo
ogólnie. Ma to służyć uniezależnieniu norm kolizyjnych prawa prywatnego
międzynarodowego od prawa merytorycznego; a to prowadzi do wniosku, zgodnie z
którym wykładnia wyrażeń występujących w normach prawa prywatnego
międzynarodowego powinna być dokonywana samodzielnie, tj. na użytek tych norm,
niezależnie od tego, jak są one rozumiane we własnym prawie merytorycznym.
Powyższe pozwala przeciwnikom poprawek posłów PiS twierdzić, że jakoby błędem
jest wprowadzanie do norm kolizyjnych prawa prywatnego międzynarodowego
definicji pojęcia małżeństwa, tak jak jest ono rozumiane w polskim porządku
prawnym (art. 18 Konstytucji RP oraz art. 1 ust. 1 kodeksu rodzinnego i
opiekuńczego).
Paradoksalnie, przedstawiony powyżej wywód przeciwników poprawki posłów PiS
stanowi doskonały argument na rzecz jej poparcia. Nie ma bowiem jakichkolwiek
przeszkód prawnych, aby dążąc do realizacji postulatu autonomicznego rozumienia
pojęć używanych w przepisach prawnokolizyjnych, zdefiniować jedno z tych pojęć w
taki sam sposób, jak się je rozumie w polskim prawie merytorycznym. Jest to po
prostu przejaw suwerenności polskiego ustawodawcy w tworzeniu przepisów prawa,
bez względu na specyfikę uchwalanych norm.
Zresztą sam ustawodawca europejski nie uchyla się przy tworzeniu europejskich
przepisów prawnokolizyjnych od posługiwania się metodą definiowania używanych
tam pojęć. Dla przykładu wystarczy wskazać, że w treści Rzymu II wręcz znalazło
się stwierdzenie, zgodnie z którym pojęcie zobowiązania pozaumownego jest różnie
definiowane w poszczególnych państwach europejskich, dlatego też dla celów tego
rozporządzenia zobowiązanie pozaumowne powinno być rozumiane jako pojęcie
autonomiczne (pkt 1a Rzymu II). Konsekwencją tego jest zdefiniowanie ww. pojęcia
(art. 2 Rzymu II).
Drugim, bardzo znamiennym przykładem tego rodzaju działań legislacyjnych, są
legalne definicje pojęć "konsument" i "przedsiębiorca", które wprowadził
ustawodawca europejski w art. 6 ust. 1 Rzymu I.
W konsekwencji można zauważyć, że poprawka posłów PiS sprowadzająca się do
autonomicznego zdefiniowania na potrzeby przepisów prawa prywatnego
międzynarodowego używanego tam pojęcia małżeństwa jako związku kobiety oraz
mężczyzny, nie pozostaje w sprzeczności z tendencjami legislacyjnymi ustawodawcy
europejskiego, wyrażonymi w tak podstawowych aktach europejskiego prawa
prywatnego, jakimi są Rzym I – Rzym II. Innymi słowy, to przeciwnicy poprawek
posłów PiS w tym zakresie są passe.
IV
Wbrew oponentom poprawek zaproponowanych przez posłów PiS zawarta w art. 7
projektu nowej ustawy tzw. ogólna klauzula porządku prawnego może okazać się
niewystarczającą zaporą dla wprowadzenia do polskiego porządku prawnego skutków
prawnych związków jednopłciowych zawartych legalnie w innych państwach, gdzie są
one zrównane z małżeństwem bądź gdzie obcy ustawodawca przy definiowaniu
małżeństwa wręcz zrezygnował z dystynkcji, że jest to związek mężczyzny i
kobiety.
W przywołanym przepisie ustawodawca posłużył się w istocie bardzo ogólnym
pojęciem o charakterze wręcz blankietowym. Dlatego też zadanie wypełnienia
treścią tego pojęcia przypadnie polskim sądom w trakcie stosowania tego
przepisu. Jednakże polskie sądy dotychczas bardzo rzadko korzystały z
obowiązującego obecnie art. 6 Prawa prywatnego międzynarodowego z 1965 roku
zawierającego właśnie klauzulę porządku publicznego (patrz: np. M. Pazdan, op.
cit., s. 75). W szczególności dotychczas nie odnotowano żadnego kazusu, w którym
polski sąd powszechny odmówiłby zastosowania w Polsce obcego prawa,
pozwalającego np. na zawarcie małżeństwa homoseksualnego, z tego powodu, że
zastosowanie tego obcego prawa wywoływałoby skutki sprzeczne z podstawowymi
zasadami porządku prawnego RP.
Co więcej, obecna tendencja ogólnoeuropejska, czemu dano wyraz np. w art. 21
Rzymu I i art. 26 Rzymu II, jest taka, aby stosować klauzulę porządku
publicznego nadzwyczaj wyjątkowo, tj. tylko w sytuacji gdy zastosowanie w sposób
oczywisty byłoby nie do pogodzenia z porządkiem publicznym państwa sądu
orzekającego.
W konsekwencji nie można mieć pewności, czy zasada heteroseksualnego charakteru
małżeństwa wyrażona w art. 18 Konstytucji RP zostanie oceniona przez polskie
sądy powszechne jako podstawowa zasada polskiego porządku prawnego, która
wyłączałaby możliwość zastosowania prawa obcego dopuszczającego małżeństwa
homoseksualne lub zrównującego tego rodzaju związki z małżeństwem
heteroseksualnym, jeżeli miałoby to prowadzić do skutków oczywiście sprzecznych
z tą zasadą. Wystarczy odwołać się do wyobraźni, aby stwierdzić, że nie musi być
to takie oczywiste. Wystarczy wskazać na sytuację, kiedy dana osoba, np.
obywatel Hiszpanii, z powołaniem się na to, iż zawarła ona homoseksualny związek
małżeński, co jest dopuszczalne w prawie hiszpańskim, wystąpi w Polsce z
roszczeniami alimentacyjnymi wobec krewnych swojego zmarłego partnera, którzy
mieszkają w Polsce, bądź też taka osoba wystąpi do polskiego sądu o stwierdzenie
dziedziczenia na zasadach ustawowych, tak jak małżonek ze związku
heteroseksualnego. Łatwo sobie wyobrazić, jaki głośny krzyk podniosłyby
organizacje gejowskie w przypadku ewentualnego skorzystania przez polski sąd z
klauzuli porządku publicznego.
Z powyższych względów jako trafną należałoby ocenić poprawkę posłów PiS
wprowadzającą tzw. małą klauzulę porządku publicznego, niepozwalającą na
stosowanie w sprawach rozpoznawanych w polskich sądach przepisów prawa obcego
regulującego związki osób tej samej płci, a w szczególności dopuszczające
małżeństwa homoseksualne z tego powodu, iż jego zastosowanie miałoby skutki
sprzeczne z wyrażoną w art. 18 Konstytucji RP zasadą heteroseksualnego
charakteru.
Co ważniejsze, w legislacji europejskiej przy tworzeniu europejskich norm
prawnokolizyjnych mieliśmy już do czynienia z zastosowaniem szczegółowej
klauzuli porządku publicznego jako doprecyzowania ogólnej klauzuli porządku
publicznego (pkt 32 Preambuły do Rzymu II). I znowu przeciwnicy poprawek posłów
PiS okazali się być passe.
Tego rodzaju rozwiązanie należało uznać tym bardziej za zasadne, gdy zważy się
na to, iż w projekcie rządowym, który przedłożono Sejmowi RP, zaproponowano w
innym przypadku szczegółową klauzulę porządku publicznego, skierowaną przeciwko
stosowaniu przepisów prawa obcego, które nie dopuszczałoby instytucji
rozwiązania małżeństwa; choć trzeba przyznać, iż klauzula ta została ostatecznie
usunięta z projektu nowego prawa prywatnego międzynarodowego w toku prac
sejmowych. Jednakże okoliczność ta pozwala powątpiewać w trafność wypowiedzi
ministra sprawiedliwości, który po odrzuceniu poprawek posłów PiS zapewniał
opinię publiczną, że ogólna klauzula porządku publicznego wystarczy, choć w
innym szczególnym przypadku przedłożenie rządowe stanowiło inaczej.
V
Odrzucenie poprawek posłów PiS przez większość sejmową samo w sobie stanowi
przejaw nierespektowania art. 18 Konstytucji RP oraz art. 30 Konstytucji RP, co
pozostaje w sprzeczności z art. 8 ust. 1 Konstytucji RP. Zgodnie z tym przepisem
Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej. Innymi słowy, akt ten w
hierarchii aktów prawnych w państwie zajmuje najwyższe miejsce, a konstytucyjne
normy prawne mają najwyższą moc prawną. Skutkiem tego jest wymóg, aby wszystkie
inne normy prawne obowiązujące w polskim porządku prawnym pozostawały w zgodzie
z normami Konstytucji RP; co należy odczytywać jako bezwzględny prymat
Konstytucji w systemie źródeł prawa.
Jak już zaznaczono powyżej, w art. 18 Konstytucji RP określono małżeństwo jako
związek kobiety i mężczyzny. Skutkuje to zaistnieniem adresowanego do
ustawodawcy zakazu m.in. nadawania charakteru małżeństwa związkom faktycznym
między osobami tej samej płci.
Co więcej, przepis ten łączy pojęcie małżeństwa z pojęciami rodziny,
macierzyństwa i rodzeństwa. To oznacza dla ustawodawcy zakaz formułowania takich
konstrukcji prawnych, które ograniczałyby bądź wręcz likwidowałyby funkcję
małżeństwa w kontekście rodzicielstwa, rozumianego jako prokreacja i
wychowywanie dzieci (patrz: np. B. Banaszak w: op. cit., s. 118-122).
W oparciu o powyższe normy konstytucyjne, stosując zasady wykładni prawa (reguły
interferencyjne), można przyjąć, iż w ten sposób ustawodawca polski również nie
zezwala na tworzenie takich norm kolizyjnych, które zezwalałyby na zaistnienie w
polskim porządku prawnym skutków stosowania merytorycznych praw państw obcych,
pozostających w sprzeczności z ww. zakazami konstytucyjnymi. Bo przecież polski
ustawodawca nie może ignorować tego, że prawa innych państw normują związki
jednopłciowe, tym bardziej że prawa te dopuszczają stosowanie takich regulacji
nie tylko do związków osób będących obywatelami danego państwa. Dlatego też
kwestia ta powinna zostać uregulowana w sposób wyraźny w przepisach prawa
prywatnego międzynarodowego w sposób zgodny z normami konstytucyjnymi wyrażonymi
w art. 18 Konstytucji RP.
VI
Konstytucja RP z 1997 roku szeroko uznała elementy prawnonaturalne jako istotne
dla procesu stanowienia, wykładni i stosowania prawa (patrz: M. Piechowiak,
Elementy prawnonaturalne w stosowaniu Konstytucji RP w: Przegląd Sejmowy 5
(94)/2009, s. 88). Najważniejszym wyrażeniem elementów prawnonaturalnych jest
przede wszystkim art. 30 Konstytucji RP, uznający przyrodzoną godność człowieka
za podstawę praw i wolności. Jednakże elementy prawnonaturalne znalazły swój
wyraz również w treści art. 18 Konstytucji RP, gdzie potraktowano małżeństwo
kobiety i mężczyzny jako wspólnotę całego życia, skierowaną ze swej natury na
dobro małżonków oraz przeznaczoną do zrodzenia i wychowania potomstwa; co
notabene jest oczywiste dla każdego katolika (patrz: art. 1601 i nast.
Katechizmu Kościoła Katolickiego).
Uznanie w Konstytucji RP elementów prawnonaturalnych zakłada przede wszystkim
uznanie poznawalności tego, co przyrodzone i niezbywalne, zastane i uniwersalne.
Wynika to z tego, że prawo jest pewną rzeczywistością, do której trzeba się
odnieść. Nie jest to bowiem tylko byt myślny, dany w konstytucji, ustawach i
innych aktach prawnych jako tworach rozumu, lecz jest to stan bytowy realny,
będący relacją międzyludzką, nacechowaną powinnością działania (zaniechania) ze
względu na dobro ludzkie, którym jest bycie człowiekiem jako osobą. Chodzi tu o
takie dobro, dzięki któremu człowiek spełnia się ostatecznie jako byt osobowy,
dochodzi do pełnego rozwoju swojej osobowości: rozwoju intelektualnego,
moralnego i twórczego. Aby człowiek mógł się spełnić jako byt osobowy, należą mu
się pewne działania (zaniechania) ze strony innych osób bądź społeczności. I
jest to właśnie prawo.
Należy tu zaznaczyć, że pierwotniejsze przed prawem jest zaistnienie człowieka,
ludzkie życie i działanie. Ze struktury bytowej człowieka, z konieczności jego
działania wypływa uprawnienie, którego dotyczy prawo. W konsekwencji podstawowe
uprawnienia są dane człowiekowi wraz z jego narodzeniem, nie są zaś przyznane
przez społeczeństwo. Tylko człowiek na mocy urodzenia, poprzedzonego poczęciem,
nabywa uprawnienia prawa do życia, do przekazania życia, do rozwoju osobistego,
co przede wszystkim występuje w rodzinie i małżeństwie (patrz: O prawie z Ojcem
prof. Mieczysławem A. Krąpcem rozmawia Krzysztof Wroczyński, Lublin 2011 r., s.
16-19).
VIII
Bezspornym jest, że związki jednopłciowe nie służą rozwojowi człowieka jako bytu
osobowego, tak jak to przedstawiono powyżej, i o tym nie powinni zapominać
posłowie większości sejmowej, którzy odrzucając poprawki PiS, dopuścili do
uchwalenia złego prawa, tj. obarczonego zaniechaniem legislacyjnym w zakresie
pełnego zabezpieczenia polskiego porządku prawnego przed ewentualnymi skutkami
wprowadzenia do niego, w oparciu o normy kolizyjnoprawne, niekorzystnych i
antycywilizacyjnych skutków uznania w innych porządkach prawnych związków
jednopłciowych przez traktowanie ich jako małżeństwa bądź przez zrównanie ich w
prawach z małżeństwem jako związkiem kobiety i mężczyzny.
Chodzi tu przede wszystkim o takie sytuacje, w których polskie sądy będą
orzekały o prawach danych osób przy uwzględnieniu przesłanki bycia małżonkiem.
Dla przykładu można wskazać na postępowanie o stwierdzenie nabycia spadku na
podstawie dziedziczenia ustawowego po zmarłym przez jego partnera życiowego
przypisującego sobie cechę bycia małżonkiem z tej przyczyny, że uprzednio
zawarli oni małżeństwo homoseksualne w Hiszpanii. Taki sam kazus można
sformułować na tle roszczeń alimentacyjnych z kodeksu rodzinnego i opiekuńczego
czy też roszczeń o wstąpienie w stosunkach najmu po śmierci najemcy, z art. 691
kodeksu cywilnego, gdzie przysługiwanie tego roszczenia zależy od przesłanki
bycia małżonkiem zmarłego najemcy. Tego rodzaju przykłady można mnożyć bez liku.
IX
Tytuł artykułu jest mutacją sformułowania św. Tomasza z Akwinu, że mały błąd na
początku skutkuje dużym błędem na końcu. W tym wypadku zaniechanie legislacyjne,
które nastąpiło wskutek odrzucenia poprawek posłów PiS, uchyliło niejako drzwi
na próby wprowadzenia do polskiego porządku prawnego skutków dopuszczalności
prawnej w innych państwach związków jednopłciowych, choć w Polsce tego rodzaju
związkom w świetle obecnie obowiązującego prawa nie przysługuje ochrona
prywatnoprawna, zakotwiczona w Konstytucji RP. Jednakże aktywiści homoseksualni
stosują technikę "wkładania nogi w uchylone drzwi" przez drobne kroki
zmierzające do poszerzenia ochrony prawnej dla związków jednopłciowych i oby
tych drzwi ostatecznie nie wyważyli w przyszłości wskutek opisanych powyżej
zaniechań większości sejmowej, gdyż wtedy nie pozostanie nam nic innego, niż
ostrzegać się wzajemnie jak kiedyś obywatele Rzymu przed Hannibalem: "homomatrimonium
ante portas Poloniae".
Mecenas Jacek Siński
Autor jest radcą prawnym w Warszawie.
