Siły Powietrzne chcą być „naj”
Największe ćwiczenia Sił Powietrznych od czasu wstąpienia Polski do NATO –
tak dowództwo Sił Powietrznych reklamowało zakończone wczoraj ćwiczenia
operacyjne "Orzeł-11". Oficerowie Sił Powietrznych, z którymi rozmawiał "Nasz
Dziennik", twierdzą jednak, że większym przedsięwzięciem były ćwiczenia
"Anakonda" w 2006 roku.
Na potrzeby ćwiczeń "Orzeł-11" zabezpieczono przestrzeń powietrzną RP z
wykorzystaniem poligonów w Ustce, Nadarzycach, Drawsku Pomorskim i poligonów
morskich w strefie obrony Marynarki Wojennej. W manewry z wykorzystaniem
Komponentu Lądowego, Morskiego, Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych, Żandarmerii
Wojskowej oraz Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej zaangażowano 5 tys.
żołnierzy, kilkadziesiąt samolotów i śmigłowców różnych typów, wojska
radiotechniczne, obrony przeciwlotniczej, a także środki rozpoznania
radiolokacyjnego, elektronicznego oraz walki elektronicznej. Tymczasem w
"Anakondę-06", która była ćwiczeniami całkowicie nowatorskimi pod względem
organizacyjnym, zaangażowanych było około 13 tys. żołnierzy i funkcjonariuszy
policji, straży granicznej, straży pożarnej oraz służby więziennej. Ponadto
ćwiczenia wspomagało 46 statków powietrznych, 1300 samochodów i 11 jednostek
pływających. – "Anakonda" miała potężny rozmach. Równocześnie jednego dnia
odbywały się ćwiczenia na trzech poligonach, Marynarka Wojenna przeprowadzała
operacje desantowe. Codziennie wykonywano bardzo wiele lotów, z pewnością nie
wykona się tylu podczas "Orła-11". W "Anakondzie" brała udział cała masa
jednostek wojskowych, straż graniczna, policja, straż pożarna, żandarmeria –
mówią "Naszemu Dziennikowi" oficerowie Sił Powietrznych. Podpułkownik Robert
Kupracz, rzecznik prasowy Sił Powietrznych, pytany o proporcje między
"Anakondą-06" a "Orłem-11" przyznaje, że "Anakonda" – jeżeli chodzi o całość
ćwiczenia – była faktycznie większym przedsięwzięciem.
Do realizacji zadań Siły Powietrzne przeznaczyły: F-16 Jastrząb, MiG-29 Fulcrum,
Su-22 Fitter, TS-11 Iskra, C-130 Hercules, Casa C-295M, W-3 Sokół. W ciągu kilku
dni wykonano prawie 90 misji ofensywnych, defensywnych, ratowniczych i
desantowych.
Manewry rozpoczęły się z kilkugodzinnym opóźnieniem. Wiał silny wiatr, niebo nad
Bałtykiem było zachmurzone. Niewiele brakowało, by pokaz dla dziennikarzy został
odwołany. Brak odpowiedniej widoczności uniemożliwiał bezpieczne wykonywanie
zadań. Ale warto było czekać. Najbardziej widowiskowa była podniebna walka pary
myśliwców F-16 z Mig-29. Równie atrakcyjny był klucz samolotów Su-22, które
przelatując nad prowizorycznym celem umiejscowionym na falach, niedaleko brzegu
zrzucały eksplodujące bomby.
Zasadniczym celem "Orła-11" jest przygotowanie dowództw oraz jednostek Sił
Powietrznych do realizacji procesu planowania, dowodzenia i działań bojowych w
ramach wydzielonego Komponentu Powietrznego, a także jego zabezpieczenie i
wsparcie podczas prowadzenia połączonej operacji obronnej na terytorium kraju.
Ćwiczeniom przyglądał się minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak w
towarzystwie dowódcy Sił Powietrznych gen. Lecha Majewskiego. Szef resortu
zaznaczył, że bardzo wnikliwie analizuje stan wdrażania w Siłach Powietrznych
wniosków z raportu komisji Jerzego Millera. – Minister Mroczek jest tutaj moim
pełnomocnikiem do tych spraw, przeanalizowaliśmy punkt po punkcie i mogę
potwierdzić, że wnioski te wdrażane są z żelazną konsekwencją – podkreślił
Tomasz Siemoniak.
Piotr Czartoryski-Sziler, Ustka
