SENS BIOETYKI Jak aborcja godzi w mężczyzn

Istotnym, choć często niedostrzeganym aspektem dyskusji na temat
zabijania nienarodzonych jest wpływ, jaki zalegalizowana aborcja wywiera na
mężczyzn.
Niedawny skandal z udziałem Johna Edwardsa, byłego senatora z
Karoliny Północnej oraz kandydata na urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych, był
okazją, aby się temu przyjrzeć. Pan Edwards publicznie przyznał się do
pozamałżeńskiego związku z Rielle Hunter w lecie 2008 roku, kilka miesięcy po
tym, jak zrezygnował z ubiegania się o prezydenturę. Mimo ujawnienia romansu,
nadal długo odmawiał uznania ojcostwa Quinn, córki pani Hunter, aż do stycznia
2010 r., kiedy to w końcu oświadczył, iż jest ona faktycznie jego
dzieckiem.

Były asystent pana Edwardsa opublikował niedawno książkę ujawniającą, jak to
polityk próbował nakłonić panią Hunter do aborcji. Komentatorka Jill Stanek tak
oto przeanalizowała tę sytuację: „Na szczęście Hunter odparła te nader
charakterystyczne naciski wywierane przez wyzyskującego ją seksualnie i
nieodpowiedzialnego mężczyznę dla uśmiercenia własnego dziecka. Edwards jest,
rzecz jasna, proaborcjonistą, co – jak widać – świetnie służy interesom samych
mężczyzn. Wykazał się gotowością poświęcenia własnego dziecka dla osiągnięcia
doraźnych celów politycznych i osobistych”.
Pozamałżeńskie poczynania pana
Edwardsa przypominają nam, w jaki sposób legalna aborcja wyraźnie toruje drogę
do akceptowania zdrady małżeńskiej, stanowiąc „przykrywkę” i zachętę dla
mężczyzn do przyjmowania postawy mniejszej odpowiedzialności i zwalniania się z
poczucia obowiązku za swoje decyzje. Umożliwia im ona usprawiedliwianie
rozwiązłości i działa jak licencja na uprawianie seksu.
Aborcja dotyka
mężczyzn również w inny, bardziej bezpośredni sposób. Z faktu, że w USA uśmierca
się dziennie ponad 3 tys. dzieci w prenatalnej fazie życia, można wnioskować, że
każdego dnia ok. 3 tys. mężczyzn traci wskutek tego syna lub córkę. Niektórzy z
nich mogli zachęcać swoje partnerki, aby dokonały aborcji, lub wręcz wywierać na
nie presję, inni mogli się temu mocno sprzeciwiać, a jeszcze inni mogli nawet
nie wiedzieć, że są ojcami, aż było „po wszystkim”.
Prawdą ogólnie
niedostrzeganą jest to, że mężczyźni również mogą cierpieć, i rzeczywiście
cierpią pod względem emocjonalnym i duchowym po stracie dziecka. Można wręcz
stwierdzić, że mężczyzn rzadko kiedy zachęca się do ujawniania swoich uczuć
towarzyszących temu przeżyciu: ulgi, żalu, gniewu czy też urazy.
W ostatnich
latach, w miarę rozwoju duszpasterstw poaborcyjnych, jak to, które założyła
Rachel Vineyard, wiele kobiet oraz ich mężów lub partnerów zgłosiło się po pomoc
w radzeniu sobie z negatywnym oddziaływaniem dokonania aborcji. Rośnie też
liczba mężczyzn, którzy żałują swojej roli w tym procederze. Istnieje wiele
stron internetowych zawierających wyznania mężczyzn, którzy w ten sposób
utracili dziecko (np. rachelsvineyard.org lub priestsforlife.org).
Sporo z
tych wyznań jest przejmujących, obnażających i szczerych aż do bólu. W artykule
opublikowanym w 1995 r. Phil McCombs, felietonista „Washington Post”, dzieli się
swoimi zmaganiami z konsekwencjami aborcji:
„Czuję się jak zabójca, co nie
znaczy, że obarczam winą kogoś innego lub uważam innych za zabójców. Tak się po
prostu czuję i absolutnie żadne racjonalizacje nie są w stanie tego zmienić.
Nadal odczuwam głęboki smutek po stracie małego Tomka. To ocean smutku. Z mojej
bardzo odległej przeszłości wraca do mnie Szekspirowskie 'wszystkich mórz wody
zrumienić’. Kiedy latem pojadę na urlop nad rzekę, nie będzie go tam ze mną na
mojej starej drewnianej motorowej łajbie, której już nie mam za co wodować, ale
nie mam też serca, by się jej pozbyć. Nie położy się na trawie obok namiotu i
patrząc na rozgwieżdżone niebo, nie zapyta: „Tato, a ta jak się nazywa?”. Bo dla
Tomka zabrakło miejsca na ziemi”.
Inny anonimowy ojciec napisał list do
swojego zabitego w wyniku aborcji syna – jako pomoc w procesie uzdrowienia i
osiągnięcia spokoju wewnętrznego:
„Kochany Janie Piotrze! W ubiegły weekend
zrobiłem coś, co powinienem był zrobić bardzo dawno temu. Wyspowiadałem się z
zadanej Ci śmierci przez aborcję. Janku, dziś byłbyś dwudziestoletnim
chłopakiem, energicznym, żywym… Łzy znów napływają mi do oczu, tak jak w
ubiegłą sobotę… Kiedy nadchodzi jesień i widzę spadające liście, myślę o
Tobie, Janku, bo też opadłeś z drzewa życia. Mroźną zimą, Janku, śnieg przywoła
Twe wspomnienie: bo jak i ten śnieg, byłeś i jesteś biały i czysty. Wiosną,
Janku, będę myślami z Tobą, bo narodziny wiosny przypominają mi, że i Ty
powinieneś był przyjść na ten świat. Latem, Janku, wyobrażam sobie Twój śmiech.
Widzę, jak mógłbyś jako mały chłopiec biegać i bawić się, obdzierać kolana przy
kolejnych upadkach. Będzie mi, Janku, brakować tego wszystkiego, co i ja mógłbym
zyskać, gdyby Tobie dane było żyć. Mój malutki Janku Piotrusiu, pozostaje mi
tylko prosić Cię o przebaczenie, tak jak to już uczynił Jezus i Bóg. Odpoczywaj,
Synku, w ramionach Bożych – Tata”.
Głębokie bliznowacenie emocjonalne zarówno
u mężczyzn, jak i u kobiet, będące skutkiem legalnej aborcji, powinno nas
wszystkich przejmować rosnącym niepokojem i nakłaniać do ustanawiania
sprawiedliwszego społeczeństwa, w którym każdy mężczyzna, kobieta i dziecko mogą
liczyć na bezwarunkową ochronę, poszanowanie, radosne przyjęcie i miłość.

Ks. dr Tadeusz Pacholczyk

Ks. dr Tadeusz Pacholczyk otrzymał doktorat w dziedzinie neurologii na Yale
University i kontynuował pracę naukową na Harvardzie. Jest kapłanem diecezji w
Fall River (Massachusetts) oraz dyrektorem do spraw nauczania i oświaty w
Narodowym Katolickim Ośrodku Bioetycznym (National Catholic Bioethics Center) w
Filadelfii. Zob. www.ncbcenter.org.

 

drukuj