Rząd nie wypracowuje pozycji lidera

W obecnej polityce zagranicznej rządu
Platformy Obywatelskiej i PSL uderza przede wszystkim rezygnacja z
polityki regionalnej. Rząd bardzo mało uwagi poświęca relacjom z Węgrami
i Czechami czy krajami Kaukazu. W ten sposób to, co było wcześniej
tradycyjnie siłą Polski, zostało zaniedbane. Brak w tej dziedzinie
aktywnej polityki regionalnej skutkuje tym, że głównym punktem
odniesienia naszej polityki zagranicznej stają się Niemcy i Rosja.
Polska powinna tymczasem odgrywać aktywną rolę w naszym regionie,
zacieśniać współpracę z mniejszymi krajami Europy Środkowo-Wschodniej,
ale także wzmocnić współpracę z krajami Europy Zachodniej. Powinniśmy
pokazywać, że jesteśmy poważnym partnerem w ramach Unii Europejskiej.
Jeśli bowiem mamy wobec niej konkretne oczekiwania, musimy pokazać, że
jesteśmy partnerem, który coś znaczy, że jesteśmy aktywni i mamy dobre
propozycje. Ale tego wszystkiego brakuje i jest to przejaw politycznej
słabości naszego kraju.

Druga bardzo widoczna zmiana w
polityce obecnego rządu to słabość polityki europejskiej. Obecnie jest
ona podporządkowana polityce bycia w głównym nurcie, tzn. ulegania
wpływom największych państw Unii Europejskiej. Tymczasem Polska ma
potencjał, by traktować ją jako jeden z najważniejszych krajów UE.
Przecież wkrótce zaczną się prace nad przygotowaniem nowego budżetu Unii
na lata 2014-2021. Zbliża się również półroczna prezydencja, którą nasz
kraj obejmie w przyszłym roku. Władze Polski powinny więc dbać o naszą
pozycję. Będziemy bowiem nadal potrzebowali dużych środków finansowych
przyznawanych przez UE w ramach Polityki Spójności oraz Wspólnej
Polityki Rolnej. Dlatego tak ważna jest nasza pozycja w UE, ponieważ od
tych funduszy będzie zależał rozwój kraju.
Trzecia ważna zmiana w
polityce obecnego rządu dotyczy sfery bezpieczeństwa państwa polskiego i
ma ona charakter bezprecedensowy w całym ostatnim 20-leciu III
Rzeczypospolitej. Doprowadziła ona do osłabienia pozycji Polski w Pakcie
Północnoatlantyckim. Chodzi tu przede wszystkim o bardzo populistyczne
podejście do udziału naszego kraju w misjach zagranicznych NATO, ale
także w innych misjach pokojowych prowadzonych w różnych częściach
świata, nawet tych, w których uczestniczyliśmy od kilkudziesięciu lat.
Ważny jest w tym kontekście także sam sposób wycofywania się Polski z
udziału w misjach w Iraku i Afganistanie. Jest oczywiste, że żaden kraj
nie chce tam „wiecznie” utrzymywać swoich żołnierzy. Ale wycofanie
Polski z udziału np. w misjach pokojowych na Bliskim Wschodzie i
dyskusja o wycofaniu polskich żołnierzy z Afganistanu pod wpływem
zamachów terrorystycznych pokazują, że sprawa bezpieczeństwa staje się
przedmiotem politycznej rozgrywki, a nie namysłu, poprzez który można
byłoby szukać sposobów na wzmocnienie bezpieczeństwa państwa. Gdy
dołożymy do tego doprowadzenie przez Ministerstwo Obrony Narodowej do
zmniejszenia liczebności polskiej armii i jej słabe uzbrojenie, to
widać, iż naszym najpoważniejszym problemem staje się sprawa zapewnienia
bezpieczeństwa Polski.
Podobnie przedstawia się sytuacja, jeśli
chodzi o równie ważną dla naszego kraju kwestię bezpieczeństwa
energetycznego, zarówno ze względu na potrzeby Polski, strukturę
wykorzystywanych surowców naturalnych, jak i nasze położenie
geograficzne. Mam tu na myśli nie tylko podpisanie długoterminowego
kontraktu na dostawy rosyjskiego gazu do Polski, ale i to, że władze
właściwie milcząco przyjęły rozpoczęcie budowy omijającego nasz kraj
rosyjsko-niemieckiego gazociągu Nord Stream po dnie Morza Bałtyckiego.
Groźny jest także ambiwalentny stosunek obecnych władz do złóż gazu
łupkowego poszukiwanych w naszym kraju.
Do pewnej zmiany doszło w
naszych relacjach z Rosją po katastrofie smoleńskiej. Był tu widoczny
element emocjonalny, wynikający z reakcji społeczeństwa rosyjskiego i
części tamtejszych polityków. Ale z dzisiejszej perspektywy można już
powiedzieć, że nie przełożyło się to ani na załatwienie konkretnych
spraw, ani na żadne owocne działania w sferze polityki. Symptomatyczna
jest tu sprawa śledztwa katyńskiego, które mimo tragicznej katastrofy
pod Smoleńskiem i obietnic rosyjskich władz praktycznie nie ruszyło z
miejsca. Rosyjska prokuratura nadal uważa, że zbrodnia katyńska nie była
ludobójstwem, tylko pospolitym przestępstwem, które uległo
przedawnieniu. Takie stanowisko prokuratury jest charakterystyczne i
można je odnieść także do innych trudnych spraw w relacjach
polsko-rosyjskich. Mówiąc krótko: słowa, emocje i obietnice strony
rosyjskiej po katastrofie smoleńskiej nie przełożyły się na żadne
konkretne działania.
Konkretów nie widać także w sprawie śledztwa
mającego wyjaśnić przyczyny katastrofy prezydenckiego samolotu pod
Smoleńskiem. Jest to efekt błędu, który na samym początku popełniły
obecne władze Polski, pozwalając na niewłaściwe określenie podstawy
współpracy ze stroną rosyjską. To, co się później wydarzyło, było prostą
tego konsekwencją. Strona polska w niewystarczającym stopniu – jak na
rangę tego wydarzenia – uczestniczy w tym śledztwie.

Paweł Kowal

Autor jest
posłem do Parlamentu Europejskiego (Europejscy Konserwatyści i
Reformatorzy), był wiceministrem spraw zagranicznych w rządzie Jarosława
Kaczyńskiego i wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Spraw
Zagranicznych.

drukuj