Przyjęła chrzest, aby głosić wartość życia
Jedna z przywódców studenckiego protestu z placu Tienanmen w Pekinie w
1989 r., krwawo stłumionego przez chińskie władze, miesiąc temu przyjęła
chrzest. Chinka Chai Ling, wyjaśniając motywy przejścia na chrześcijaństwo,
podkreśliła, że wiązało się to nie tylko z niemożnością wprowadzenia
jakiejkolwiek zmiany w kraju i bólem, jaki powodują tam prześladowania obrońców
praw człowieka, ale przede wszystkim z dramatem przymusowych aborcji wynikających
z chińskiego prawa, które uniemożliwia posiadanie więcej niż jedno dziecko.
– Są one codzienną "masakrą na placu Tienanmen", kilkaset razy większą
i dokonywaną w biały dzień – podkreśla Chai Ling.
Chai Ling o sakrament chrztu poprosiła Kościół w grudniu 2009 roku. Jak
przypomina agencja Asia News, była ona jedyną kobietą wśród przywódców
protestów w Pekinie z 1989 roku. Kobieta, jako córka chińskiego żołnierza,
wychowywana była w oderwaniu od wiary w Boga. Gdy wybuchły demonstracje na
placu Tienanmen, miała 23 lata i studiowała psychologię na pekińskim
uniwersytecie Beishida. Zaangażowała się w manifestacje, choć przewidywała
krwawe stłumienie protestu. Po masakrze była jedną z najbardziej
poszukiwanych przez komunistyczną policję i musiała się ukrywać. Udało się
jej uciec do Francji, a następnie do USA. Osiadła w Bostonie i ukończyła
ekonomię na harwardzkim uniwersytecie. Z mężem Robertem Magginem,
protestantem, założyła firmę sprzedającą oprogramowanie komputerowe. Część
dochodów przeznacza na sierocińce i obronę praw człowieka w Chinach.
Do wydarzenia, które znacząco wpłynęło na jej życie, doszło w listopadzie
2009 r. w Waszyngtonie. Chai Ling wysłuchała wówczas świadectwa swojej
rodaczki, o tym, jak władze zmusiły ją do zabicia poczętego dziecka. To był
moment, który przypomniał jej poczucie bezradności i bólu, którego doświadczyła
w nocy 4 czerwca 1989 r. w czasie masakry w Pekinie. To było jak tamten
brutalny atak, którego nie dało się zatrzymać… Jak podkreśla Chai Ling,
opowieść Chinki Wujian to tylko jedna historia z 10 tys. przypadków, do których
doszło w jednym tylko powiecie w Chinach w 2005 roku. Ogółem w ciągu
ostatnich trzech lat ok. 400 mln poczętych Chińczyków zostało brutalnie
zabitych w wyniku aborcji. W ten sposób zostało także okaleczonych wiele
matek. Zdaniem nawróconej Chinki, masakry na placu Tienanmen w 1989 r., mimo że
minęło już ponad dwadzieścia lat, nie da się zapomnieć. Wciąż jest ona
traumatycznym wspomnieniem. Kobieta zaznacza jednocześnie, że dramat zabicia
dziecka poczętego jest dla Chinek źródłem jeszcze trudniejszych przeżyć.
Nawrócenie Chai Ling jest kolejnym z serii nawróceń przywódców protestu na
placu Tienanmen. Dostrzegli oni, że ich zaangażowanie na rzecz praw człowieka
ma sens tylko w oparciu o chrześcijaństwo.
Małgorzata Pabis
—————————————————-
Ks.
Waldemar Cisło, dyrektor polskiej sekcji organizacji "Pomoc Kościołowi w
Potrzebie":
Chrześcijaństwo zakłada, że każdy człowiek stworzony jest na obraz i
podobieństwo Pana Boga. Tę godność każdy człowiek ma zakodowaną w sobie.
Tymczasem w Chinach takie przekonanie nie jest częste. Istnieje tam bardzo poważny
problem więzienia osób z powodów religijnych i politycznych. Nie jest
tajemnicą, że aborcja jest codziennością, a w jej wyniku giną miliony. To
wszystko w ogromnej mierze rzutuje na społeczeństwo. I może – poprzez różne
wydarzenia, wiadomości – zaczyna się ono budzić, otwierać na to, że trzeba
szanować każdego człowieka w każdym wymiarze, bez względu na to, czy jest
chrześcijaninem, czy wyznaje inną religię.
Myślę, że nawrócenie Chai Ling, ale także innych Chińczyków trzeba
postrzegać w szerszym kontekście, w szerszej perspektywie. Może cierpienie,
krew wyznawców Chrystusa z tego kraju już przynosi owoce? Zobaczmy, że ofiara
chrześcijan w Indiach już daje owoce. Miejmy nadzieję, że podobnie jest już
w Chinach.
not. MP
