Prokuratura zrzuca winę na deszcz
Szczątki ofiar oraz rzeczy osobiste pozostałe na miejscu katastrofy
prezydenckiego tupolewa pod Smoleńskiem zbadają rosyjscy śledczy. Mają je
zabezpieczyć i włączyć do śledztwa jako materiał dowodowy. Rosjanie twierdzą, że
naprawią błędy i zaniedbania popełnione na pierwszym etapie
śledztwa.
Ma to związek z relacjami, zgodnie z którymi na miejscu katastrofy pozostają
jeszcze ludzkie szczątki oraz rzeczy osobiste ofiar. Naczelna Prokuratura
Wojskowa tłumaczy, że po zakończeniu prac w połowie kwietnia na miejscu
katastrofy został spisany protokół, a obszar ten dokładnie zbadano, i wedle
tego, co wówczas ustalono, na terenie tym nie było już żadnych rzeczy. Jak
zapewnia płk Zbigniew Rzepa, rzecznik prasowy NPW, kiedy tylko pojawiła się
informacja o tym, iż na miejscu pozostały jeszcze jakieś rzeczy osobiste ofiar,
polski prokurator przekazał to śledczym rosyjskim, a ci podjęli stosowne
działania, by zabezpieczyć teren katastrofy. Został on już ogrodzony i ustawiono
patrole, by zabezpieczyć go przed ingerencją osób trzecich. Rosyjscy śledczy
mają dokonać kolejnych oględzin i zabezpieczyć pozostałe rzeczy po to, by
włączyć je do śledztwa.
Zdaniem Rzepy, fakt, że w miejscu katastrofy można w
dalszym ciągu znaleźć rzeczy ofiar, to wynik… pogody, gdyż po obfitych
deszczach „ziemia oddała coś, co nie było widoczne wtedy, kiedy kończono prace”.
W opinii rzecznika NPW, to wersja prawdopodobna. Pułkownik Rzepa przyznał
jednocześnie, że podczas badania terenu tuż po katastrofie ziemia była
przekopywana, ale nie potrafił sprecyzować, na jaką głębokość.
NPW zapewnia,
że Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie powierzyła już Komendzie Głównej
Żandarmerii Wojskowej zabezpieczenie przedmiotów osobistych należących do osób
poległych w katastrofie, przekazanych stronie polskiej przez władze Federacji
Rosyjskiej w celu przygotowania ich do wydania rodzinom. Od 4 maja 2010 r. KG
Żandarmerii Wojskowej w Mińsku Mazowieckim przygotowana jest do okazania i
wydania tych przedmiotów osobom uprawnionym. Jak informuje Rzepa, zabezpieczone
zostały także nośniki danych zmarłych tragicznie wojskowych i urzędników
państwowych. Obecnie podlegają one sprawdzeniu przez polskich specjalistów z
Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Zdaniem dr. Ireneusza Kamińskiego z
Instytutu Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk, to, że na odnalezienie nowych
dowodów wpłynęły warunki pogodowe, jest możliwe. – Mówiono wcześniej, że
przekopano ziemię na głębokość jednego metra. Miało to z pewnością na celu
znalezienie dużych, podstawowych elementów – mówi Kamiński. Jak zauważa prof.
Witold Kulesza, były szef Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi
Polskiemu, w toku śledztw, które prowadziła Komisja, zbieranie dowodów zbrodni z
okresu II wojny światowej odbywało się z wielką skrupulatnością. – Prokuratorzy
komisji dbali o to, by dołożono wszelkich starań w gromadzeniu każdego śladu –
mówi Kulesza. W pracach uczestniczyli archeolodzy, którzy gromadząc dokumenty w
terenie, przesiewali przez sito ziemię po to, by wydobyć wszystkie możliwe
dowody. Jak zapowiedział w minioną środę minister w kancelarii premiera Michał
Boni, już w przyszłym tygodniu grupa archeologów uda się do Smoleńska, by w
podobny sposób zbadać teren katastrofy prezydenckiego samolotu. Boni wyjaśniał,
że badania te są potrzebne, ponieważ wraz z upływem czasu i pod wpływem opadów
deszczu może następować wypłukiwanie z ziemi jeszcze tych rzeczy, które po
katastrofie mogły utkwić głęboko w ziemi.
Pozostaje jeszcze pytanie
zasadnicze: jaki charakter miała wizyta Lecha Kaczyńskiego i towarzyszącej mu
delegacji w Katyniu? Upłynął już prawie miesiąc, a nikt nie potrafi go określić.
Jak zaznacza Ministerstwo Spraw Zagranicznych, nie ma definicji prawnej, która
jednoznacznie określałaby wizytę głowy państwa w uroczystościach na terenie
innego państwa w celu udziału w uroczystościach jako oficjalną lub prywatną. W
ocenie MSZ wizyta ma charakter oficjalny, jeżeli odbywa się na oficjalne
zaproszenie drugiej strony. – Niemniej jednak była to wizyta służąca
upamiętnieniu ofiar Katynia przez delegację polskiego prezydenta biorącą udział
w uroczystościach na terenie drugiego państwa. Dlatego, wedle wykładni MSZ,
należałoby ją uznać za oficjalną – zaznacza Piotr Paszkowski, rzecznik resortu.
– Nie ma tu jednak jednoznacznej odpowiedzi. W takiej kwestii postępuje się na
ogół zwyczajowo i protokolarnie uważa się, że jest to wizyta oficjalna – dodaje
Paszkowski.
Określić charakteru wizyty prezydenckiej delegacji nie potrafił
też Andrzej Duda, minister Kancelarii Prezydenta. W ocenie Pawła Kowala, byłego
wiceministra MSZ w rządzie PiS, wizycie należałoby jednak przypisać charakter
nieoficjalny, ponieważ nie spełniła ona pewnych uwarunkowań formalnych. -Wizyta
oficjalna zakłada wspólny posiłek wydany przez gospodarzy na cześć gościa,
przespanie chociaż jednej nocy w tym państwie. Określiłbym ją jako prywatną.
Zabrakło tu oficjalnego zaproszenia ze strony rosyjskiej, przedstawicieli rządu
Federacji Rosyjskiej w Katyniu w dniu wizyty polskiego prezydenta. Z całą
pewnością strona rosyjska nie traktowała tej wizyty jako oficjalnej – ocenia
Kowal. Stanowisko to podziela też Biuro Ochrony Rządu. – Była to wizyta
nieoficjalna, prywatna. Ale my ją zabezpieczaliśmy tak jak każdą wizytę
prezydenta – mówi mjr Dariusz Aleksandrowicz, rzecznik prasowy
BOR.
Anna Ambroziak
