Przede wszystkim odtajnić akta
Z prof. Antonim Dudkiem, politologiem, historykiem, doradcą prezesa
Instytutu Pamięci Narodowej, rozmawia Anna Ambroziak
„Wolność i Prawda” – taki tytuł prezydent Lech Kaczyński nadał
swojemu przemówieniu, które miał wygłosić podczas uroczystości katyńskich 10
kwietnia. Postulował przede wszystkim odtajnienie akt śledztwa w sprawie mordu
katyńskiego sprzed 70 lat…
– Spodziewałem się, że pan prezydent
takie właśnie rzeczy powie. O tym, że tak jak kłamstwo katyńskie było
fundamentem PRL, tak prawda o Katyniu powinna być fundamentem współczesnej
Rzeczypospolitej. Wskazuje to na zespół wartości, na których powinno być
budowane nasze państwo. Zatem przede wszystkim na prawdę i wolność.
Uważam,
że postulaty zgłoszone przez pana prezydenta powinny być podtrzymane przez
stronę polską. Dlatego że niezależnie od tych wszystkich gestów strony
rosyjskiej w związku z okolicznościami katastrofy pod Smoleńskiem, słowami
wypowiedzianymi przez premiera Władimira Putina, a później przez prezydenta
Dmitrija Miedwiediewa, dalej niewyjaśniona pozostaje sprawa wszelkich archiwów
związanych ze zbrodnią katyńską. Nie chodzi mi tu już nawet o te dokumenty, co
do których (jak tzw. lista białoruska) nie wiemy, czy naprawdę się zachowały.
Mam na myśli te archiwalia, co do których nie ma żadnych wątpliwości, że się
zachowały. Chodzi o ponad 100 tomów rosyjskiego śledztwa utajnionych przez
stronę rosyjską. Te dokumenty istnieją, są w tamtejszej prokuraturze i strona
polska od 2004 roku, od kiedy umorzenie śledztwa nastąpiło, postuluje, aby nam
je udostępniono. Jak dotąd – bezskutecznie. Sprawa pozostaje wciąż otwarta.
W jaki sposób rząd polski może domagać się ujawnienia tych
akt?
– Zakończyły się już uroczystości pogrzebowe pary
prezydenckiej. Zakładam, że w czasie spotkania z prezydentem Miedwiediewem
sprawa ta została poruszona przez marszałka Bronisława Komorowskiego i premiera
Donalda Tuska. Tu nie chodzi o żadne specjalne naciski ze strony polskiego rządu
wobec władz Kremla. Chodzi natomiast o konsekwentne podtrzymywanie naszych
postulatów, o których przypomniał prezydent Lech Kaczyński i których realizacji
przez lata domagali się członkowie Rodzin Katyńskich i ci wszyscy, którym
zależało na ujawnieniu prawdy o zbrodni. Dlatego byłoby absurdalne, gdyby w
kontekście tej tragedii strona polska nie realizowała postulatów podnoszonych
przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego i gdyby się z nich wycofała. Musimy
konsekwentnie naciskać na Rosję poprzez mówienie o Katyniu.
W swoim przemówieniu Lech Kaczyński zaznaczył, iż prawda potrzebuje
nie tylko słów, lecz także konkretów. Co jednak, gdy Kreml nie zrobi nic, by
ujawnić dokumenty?
– Jeżeli Rosja tych dokumentów nadal nie będzie
chciała nam udostępnić, będzie to znaczyło, że, niestety, mieliśmy do czynienia
przez te ostatnie dni tylko i wyłącznie z przedstawieniem. Mam na myśli ten
rzekomy przełom w relacjach polsko-rosyjskich. Nie domagamy się w końcu rzeczy
niemożliwych. Trudno te wnioski uznać za wygórowane i nieuzasadnione. Nie
narusza to bowiem żadnych bieżących interesów ekonomicznych i politycznych
Rosji. Domagamy się tylko i wyłącznie ujawnienia prawdy o wydarzeniach sprzed 70
lat. Na Boga! To nie jest żądanie, które w jakikolwiek sposób naruszałoby
interesy dzisiejszej Rosji!
Dlaczego akta śledztwa tej zbrodni nie mogą być
ujawnione? Pytam w kontekście ostatnich wypowiedzi prezydenta Miedwiediewa, z
których wynika, że wyraźnie odciął się on od zbrodni Stalina!
Polityka rosyjska to polityka niuansów. Sowieci nie zawahali się już
wcześniej przed zrzuceniem winy na Niemców, co demonstrowali całemu światu.
Nakaz rozstrzelania polskiej elity wydały najwyższe władze ZSRS: z woli Stalina
decyzję podjął Ławrentij Beria, szef NKWD. A premier Putin to były oficer KGB,
kontynuatorki NKWD…
– To prawda. Istnieje pewna nić między NKWD a
obecną służbą bezpieczeństwa. Ale mimo wszystko rosyjskie służby specjalne, choć
są dziś oskarżane o różne, bardzo niedobre rzeczy, to jednak nie na skalę takiej
zbrodni, jakiej się dopuściło NKWD. Natomiast trzeba zaznaczyć, że przed
katastrofą w Smoleńsku dyrektor rosyjskiego Instytutu Historii Rosyjskiej
Akademii Nauk powiedział wprost, że dokumentów dotyczących zbrodni katyńskiej
ujawniać nie należy, ponieważ znajdują się tam nazwiska bezpośrednich jej
sprawców. A to przecież naruszałoby dobre imię potomków tych, którzy wykonywali
egzekucje na polskich oficerach. Podkreślił też, że rozpaliłoby to na nowo
nienawiść w stosunkach polsko-rosyjskich. Podkreślam: oni nie twierdzą, że tego
nie zrobili, ale nie chcą ujawnić wszystkich szczegółów. Czyli właśnie nazwisk
bezpośrednich sprawców zbrodni. Co prawda teoretycznie można byłoby sobie
wyobrazić, że ktoś jeszcze żyje, ale szansa jest niewielka. Natomiast żyją ich
dzieci i wnuki.
To jednak bardzo pokrętna argumentacja, przecież żyją też potomkowie
zbrodniarzy niemieckich…
– No więc właśnie. Jeżeli znamy nazwiska
oprawców z hitlerowskich obozów zagłady, tak samo powinniśmy znać i tamte
nazwiska. Przecież nikt nie będzie wysuwał żadnych roszczeń, a tym bardziej
kierował agresji na tych ludzi! Sądzę, że ten rosyjski upór związany jest z
brakiem wystarczającego poziomu świadomości demokratycznej, pewnego poziomu
kulturowego, który w Rosji ciągle się z trudem przebija w kwestii rozliczenia
się z tamtymi krwawymi czasami.
Lech Kaczyński zaakcentował rolę ludzi szczególnie zasłużonych w
walce o prawdę katyńską. Podkreślał iż to, co wiemy o tamtej zbrodni, to wielka
zasługa Rodzin Katyńskich, które walczyły nie tylko o pamięć o swoich bliskich,
ale przede wszystkim o pamięć i tożsamość Polski. Niestety, wielu z tych ludzi
zginęło w katastrofie pod Katyniem…
– Jestem jednak przekonany, że
znajdą się tacy, którzy dalej o tę prawdę – prawdę katyńską – będą walczyć.
Zarówno owa zbrodnia sprzed lat, jak i ta katastrofa spowodowały w Polsce
ogromny wstrząs. Teraz Katyń nabrał w naszym kraju szczególnego wymiaru. Nie był
on przecież jedynym miejscem męczeństwa Polaków w latach II wojny światowej.
Dziś jednak zyskał on drugie, równie wymowne znaczenie – nie będzie się nam
kojarzył wyłącznie z II wojną światową, ale z tym, co się stało 10 kwietnia,
czyli ze śmiercią wielu bardzo ważnych i oddanych Ojczyźnie ludzi. Przecież oni
nie lecieli tam przypadkiem! Mam nadzieję, że nie powtórzą się już głosy takie
jak niegdyś marszałka Stefana Niesiołowskiego, który próbował – być może w celu
poprawy relacji polsko-rosyjskich – minimalizować rozmiary tej zbrodni. Myślę,
że nikt rozsądny nie będzie już teraz dywagować, czy zbrodnia ta była
ludobójstwem, czy nie. I że musimy zrobić wszystko, by tę sprawę wyjaśnić. Piłka
jest teraz jednak po stronie rosyjskiej. Jednak czy zostanie odbita? Rzecz nie
polega na tym, że kilkakrotnie wyświetlono w Rosji polski film o Katyniu, ale na
tym, co Kreml zrobi teraz z dokumentami dotyczącymi zbrodni katyńskiej. Będzie
to czytelnym papierkiem lakmusowym na to, czy władzom Kremla na ujawnieniu
prawdy zależy.
Jak Pan postrzega tu rolę IPN?
– Myślę, że Instytut
będzie kontynuował swoje zasadnicze cele. I że kierunek dotychczasowego
działania zostanie utrzymany. Mam nadzieję, iż ewentualne spory polityczne nie
zdołają sparaliżować pracy IPN w tej kwestii.
Dziękuję za rozmowę.
