Problem zaczyna się w szkołach

Z Wallerandem de Saint-Just, wiceprzewodniczącym Frontu Narodowego,
rozmawia Franciszek L. Ćwik

Wielką Brytanię pokazywano jako kraj o modelowej integracji imigrantów.
Rozruchy w Londynie przeczą tej tezie.

– Okazuje się, że problemy z imigrantami są na Wyspach takie same jak we
Francji. Wprawdzie nie ma tam blokowisk jak u nas, ale to nie wystarcza, by
mogli się oni integrować, oderwani od swojej kultury, w obcym społeczeństwie,
żyjąc na jego marginesie.

Dlaczego doszło do tych zamieszek?
– Moim zdaniem, jest kilka przyczyn tego wybuchu, który przybrał bardziej
agresywny charakter niż zajścia na przedmieściach Paryża w 2005 roku. Podobnie
jak we Francji powstały dzielnice – getta zamieszkałe przez obcokrajowców, co
jest wynikiem prowadzonej od dawna złej polityki imigracyjnej. Polega ona na
masowej legalizacji pobytu osób pochodzących z dawnego imperium, których Wielka
Brytania nie jest w stanie zasymilować. Kolejną przyczyną jest obniżenie poziomu
moralnego społeczeństw zachodnich, co sprawia, że obecnie ludzie upatrują
rozwiązania problemów w manifestacjach i w brutalnych protestach, niszczeniu
mienia społecznego czy rozboju. Stało się to już niemal regułą. Nie bez
znaczenia jest też prowadzona od lat ultraliberalna polityka gospodarcza, która
umożliwia nadzwyczajne bogacenie się ludziom niemającym żadnych skrupułów,
robiącym fortuny chociażby na przemycie narkotyków. Efektem jest bogacenie się
garstki obywateli i zubożanie coraz szerszych kręgów społecznych. Skutki tego
najbardziej odczuwają imigranci, których zdecydowana większość to ludzie biedni.

Światowy kryzys jeszcze pogarsza ich sytuację.
– Weźmy przykład Francji. Od rozpoczęcia rządów Nicolasa Sarkozy´ego zadłużenie
kraju powiększyło się o 500 mld euro. Budżet na rok 2011 będzie stał pod znakiem
wyjątkowych oszczędności w wydatkach publicznych, co zdarzy się po raz pierwszy
w przeddzień wyborów prezydenckich. Zmniejszenie wydatków z kasy państwa
oznaczać będzie obniżenie zapomóg, zasiłków i wszelkiej pomocy socjalnej, i
stanie się ciosem w najuboższych, czyli imigrantów.

Co, Pana zdaniem, trzeba zrobić dla zmiany tej sytuacji?
– Trzeba odejść od obecnej polityki i spojrzeć prawdzie w oczy. We Francji dużą
odpowiedzialność za upadek moralności publicznej ponosi wprowadzony 50 lat temu
system szkolny. To, czego uczy się młodzież, stoi w sprzeczności ze zdrową
moralnością i interesem obywatelskim.
 

Dziękuję za rozmowę.

drukuj