Prezydenta wybierzemy do 22.00?
Posłowie wczoraj zgodnie opowiedzieli się za dalszymi pracami nad
ordynacją wyborczą do Sejmu i Senatu. Nowelizacja ordynacji to skutek zmiany
artykułu 99. Konstytucji RP uniemożliwiającego kandydowanie osobom
skazanym.
Zgodnie z nowym brzmieniem tego artykułu, do Sejmu lub Senatu nie może być
wybrana osoba skazana prawomocnym wyrokiem na karę pozbawienia wolności za
przestępstwo umyślne ścigane z oskarżenia publicznego. Posłowie zamierzają też
zmienić godziny, w jakich będą przebiegać wybory prezydenckie. Dotychczas głowę
państwa wybieraliśmy od 6.00 do 20.00. Jeśli Sejm zmieni ustawę o wyborze
prezydenta RP, to będziemy głosowali od godziny 8.00 do 22.00.
Projekt ustawy
podpisany przez posłów Platformy Obywatelskiej i PSL uzasadniany jest chęcią
ujednolicenia godzin, w jakich przebiegają wybory. Tak, aby nie dezorientować
wyborców. Od 8.00 do 22.00 były przeprowadzone wybory do Parlamentu
Europejskiego, także w tych samym przedziale czasowym odbędą się tegoroczne
wybory samorządowe. Projekt krytykował Andrzej Dera, twierdząc, że to ustawa
niepotrzebna. Zwracał przy tym uwagę, że w pewnym sensie z wyborów wyłączone
mogą zostać osoby, które np. chodzą na wsiach do kościoła na godz. 6.00 rano.
Wracając ze Mszy Świętej, zastaną bowiem lokale wyborcze jeszcze zamknięte i by
zagłosować, musiałyby się udać do lokalu jeszcze raz. Eugeniusz Kłopotek (PSL)
zapowiedział, że Ludowcy będą dążyć do zmiany zaproponowanych godzin, by wybory
odbywały się nie od 8.00, lecz od 7.00, ale do 21.00. Wicemarszałek Sejmu Jerzy
Szmajdziński pytał retorycznie, kto głosowałby o godzinie 22.00 w
listopadzie.
Artur Kowalski
