Prezydent przyklepie, co mu każe premier
Z dr. Przemysławem Czarnkiem, konstytucjonalistą z Katolickiego
Uniwersytetu
Lubelskiego Jana Pawła II, rozmawia Anna Ambroziak
Jaki,
w Pana ocenie, będzie model prezydentury Bronisława Komorowskiego?
–
Trudno to dziś jednoznacznie przewidzieć. Wydaje się jednak, że będzie
to model prezydentury bezinicjatywnej (żyrandolowej), prezydentury
przyklepywania polityki, jaką serwuje dziś obecny rząd. Trudno
przypuszczać, żeby prezydent Bronisław Komorowski był całkowicie
niezależny od premiera Donalda Tuska. Ta zależność jest widoczna już na
samym wstępie. Jeśli natomiast miałoby dojść do jakiegoś uniezależnienia
tej prezydentury od Tuska, to można przewidywać pewne problemy na
scenie politycznej. Ale to jest kwestia polityczna. Jeśli mówimy o
zależności czy też niezależności prezydentury Komorowskiego, to jest to
kwestia obszaru polityki wewnętrznej w środowiskach Platformy. I
polityki zagranicznej.
W której Komorowski będzie…
pomocnikiem rządu Tuska?
– Rzeczywiście, tak jak powiedziałem,
tu nie spodziewam się żadnych zmian. Ciekawiej natomiast będzie w
polityce krajowej. Będzie to czas, kiedy Platforma Obywatelska, mając
swojego prezydenta, powinna pokazać w ciągu najbliższego roku, że jest w
stanie przeprowadzić konkretne reformy. Będzie to czas na to, by
przekonać się, czy rzeczywiście w tych szufladach jest tyle projektów
ustaw, które mają Polskę zreformować. I czy winnym tego, że tych reform
nie udało się przeprowadzić do tej pory, był – jak nam to przedstawiano –
śp. prezydent Lech Kaczyński.
Podczas spotkania z Polonią w
Londynie Komorowski przekonywał, że jego prezydentura otworzy nowe
możliwości modernizacji państwa. Jednocześnie oskarżał Lecha
Kaczyńskiego o wetowanie reform, m.in. w kwestii służby zdrowia, oraz o
zwłokę w podpisaniu traktatu lizbońskiego.
– Jeżeli na tym mają
się opierać reformy w Polsce, to tak naprawdę nic się nie zmienia.
Krótko mówiąc: model reformy służby zdrowia w tym wymiarze, który został
zaproponowany przez Platformę Obywatelską, abstrahując od jej oceny
merytorycznej, nie wnosił nic znaczącego w system finansowania służby
zdrowia. Była tam mowa o kwestiach własnościowych placówek służby
zdrowia, zarządzania jednostkami służby zdrowia. Nie była to jednak
reforma sensu stricto – nie zmieniał się sposób finansowania opieki
zdrowotnej. Co do traktatu lizbońskiego – to nie jest on żadną reformą
jakiejkolwiek płaszczyzny wewnętrznej: czy to płaszczyzny gospodarczej,
czy to płaszczyzny bezpieczeństwa.
Można byłoby mówić, że prezydent
Kaczyński blokował reformy, gdyby PO pokazała, że rzeczywiście ma kilka
projektów ustaw we wszystkich obszarach życia publicznego. Nie było weta
do tego rodzaju poważnych reform, bo nie było projektów, które
reformowałyby życie społeczne na jakiejkolwiek płaszczyźnie. Od początku
mówienie o blokowaniu reform przez PiS i prezydenta Kaczyńskiego to był
swego rodzaju blef – najbliższy rok pokaże, czy zostanie on w jakiś
sposób przełamany. Mam jednak co do tego poważne wątpliwości, chociaż
jako obywatel chciałbym, żeby poważne i dobre reformy były wprowadzane.
Jedno jest jednak pewne: prezydent Komorowski, jako wykonawca polityki
Donalda Tuska, będzie realizował inną politykę od swego poprzednika.
Będzie to polityka wspaniałej atmosfery i pięknych gestów, ale obawiam
się, że będzie to również polityka, która – delikatnie rzecz ujmując –
nie będzie należycie zabezpieczała polskich interesów w UE. Obym się
mylił.
Za rok czekają nas wybory parlamentarne. Czy wynik
wyborów prezydenckich może mieć na nie wpływ?
– Sądzę, że sztab
Jarosława Kaczyńskiego ma z czego być zadowolony – wynik blisko 48 proc.
to wielki sukces. W porównaniu z sondażami, jakie były przedstawiane w
ciągu ostatnich kilku miesięcy, jest to ogromny postęp. Pokazuje to też,
jaką siłę ma Prawo i Sprawiedliwość. Z drugiej strony, jest dość słaby
wynik Platformy. Jestem gotów zaryzykować nawet takie stwierdzenie, że
PO i Tusk nie zrobili de facto nic, by Komorowskiemu pomóc w wygraniu
tej prezydentury. To się po prostu stało tzw. siłą rozpędu. Kampania
wyborcza Komorowskiego była fatalnie przygotowana. Myślę, że może się to
źle skończyć dla tej partii w wyborach parlamentarnych. I to nawet nie
przez samo przygotowanie kampanii. Nawiązując do tego, co już
stwierdziłem, przed nami rok, w którym Platforma musi udowodnić, że ma
pakiet ustaw, które będą reformować państwo – w końcu ma prezydenta,
który nie będzie ich blokował. Najprawdopodobniej PO tych ustaw jednak
nie ma. Myślę, że to jest źródło obaw Tuska, który – takie odnoszę
wrażenie – podczas wieczoru wyborczego nie wydawał się zbyt zachwycony.
Łatwiej byłoby mu powiedzieć za rok, przed wyborami, że reform nie
przeprowadzono przez Kaczyńskiego, więc teraz należy wybrać Platformę.
Tego komfortu już mieć nie będzie. Premier doskonale zdaje sobie sprawę z
tego, że w tej nowej rzeczywistości albo weźmie się do roboty, albo po
prostu przegra dużo ważniejsze wybory parlamentarne.
Po
ogłoszeniu sondażowych wyników Komorowski powiedział, że wygrała
demokracja, ponieważ frekwencja była ogromna. Tymczasem zagłosowała
tylko nieco ponad połowa uprawnionych…
– Nie róbmy sobie
żartów. W Niemczech czy Hiszpanii frekwencja osiąga nawet 80 procent. Tu
nie było żadnej ogromnej frekwencji. Ci, którzy nie poszli do
głosowania (aż 45 proc. dorosłych Polaków), to ludzie, którzy czują się
zrezygnowani, zawiedzeni. Bynajmniej nie z własnej winy, ale z winy
polityków, którzy nie zdołali ich zachęcić do tego, by włączyć się w
proces budowania państwa demokratycznego. Jest ich bardzo wielu, tak
wielu, że nawet powiedziałbym, iż mamy do czynienia z porażką
demokracji, a nie z jej sukcesem.
Podsumowując – czy
Komorowski to mąż stanu, który będzie dążył do budowania silnego i
niezależnego państwa?
– Polityk, który otacza się takimi ludźmi,
jak Stefan Niesiołowski czy Janusz Palikot, nie może być mężem stanu.
Polityk wchodzący w przyjaźnie z tego rodzaju ludźmi, którzy nazywają
wschodnią i południową część Polski niemalże wprost zacofanym
ciemnogrodem (Palikot, komentując wyniki wyborów, mówił nawet o
zwycięstwie oświecenia nad Kościołem), nie będzie mężem stanu. Tu można
śmiało wziąć dosłownie powiedzenie: „Pokaż mi swoich przyjaciół, a
powiem ci, kim jesteś”.
Dziękuję za rozmowę.
