Prawo do prawdy i wolności
Śledząc od tygodni doniesienia o planowanych uroczystościach w
Katyniu, można było odnieść wrażenie, że panuje jakieś szczególne medialne
zamieszanie, chaos informacyjny. To efekt podniesienia uroczystości w Katyniu –
w 70. rocznicę mordu polskich oficerów przez sowieckie NKWD na rozkaz
najwyższych władz państwa sowieckiego – do rangi ważnego wydarzenia
politycznego. Tragiczna historia niepotępionego ludobójstwa nadal odciska swoje
piętno na współczesnym życiu obu narodów.
Spotkaniu premierów Polski i Rosji oraz planowanej wizycie prezydenta Lecha
Kaczyńskiego w Katyniu towarzyszy zjawisko, którego nie sposób nie kojarzyć z
„orkiestrą”; orkiestrą, której zasady gry tak precyzyjnie opisał Vladimir
Volkoff, autor książki „Montaż”, bynajmniej nie z gatunku „political fiction”.
Jeden z bohaterów tej książki mówił: „Dezinformacja i wywieranie wpływu mogą być
stosowane, jak wiadomo, tylko poprzez system pośredników, których niewinność i
oddalenie od źródła uwierzytelniają dostarczone im fałszywe
informacje”.
Przez kilka dni „GW” pisała z satysfakcją o planowanym
przekazaniu nam przez Rosję tzw. katyńskiej listy białoruskiej z nazwiskami 3870
Polaków zamordowanych przez NKWD w 1940 roku. Jej poszukiwanie miał podobno
zlecić sam Władimir Putin. Wiadomość tę sekretarz prasowy premiera Rosji
zdementował na dzień przed uroczystościami w Katyniu.
Zapowiedzi ujawnienia
nowych nieznanych dokumentów o zbrodni katyńskiej, spekulacje na temat
oczekiwanego niestandardowego zachowania się strony rosyjskiej niemalże
natychmiast były dementowane przez stronę rosyjską, ale wciąż pojawiały się nowe
„postępowe” newsy.
Równolegle do doniesień o scenariuszach uroczystości w
Katyniu docierały do nas informacje ze Strasburga, gdzie „właśnie teraz” do
Europejskiego Trybunału Praw Człowieka trafiła oficjalna rządowa odpowiedź
strony rosyjskiej na skargę rodzin polskich oficerów zamordowanych w Katyniu.
Porażające w swojej treści rządowe pismo podaje w wątpliwość nawet fakt ich
rozstrzelania. W tym kontekście jakże naiwnie prezentują się zapowiedzi prasowe
„orkiestry” o zamiarze ujawnienia przez Rosję treści postanowienia o umorzeniu
śledztwa katyńskiego. Rosja nigdy nie miała takiego zamiaru. Dlatego w
uzasadnieniu odmowy udostępnienia treści umorzenia śledztwa stwierdza się, że
zawiera ono nadal tajemnice państwowe, które „mogłyby przynieść uszczerbek
bezpieczeństwu kraju”.
Jak w tym kontekście można twierdzić – jak Tomasz
Nałęcz – o „przyjaznych gestach” pod adresem Polski ze strony Władimira Putina?
Więcej, te gesty, jak stwierdza prof. Tomasz Nałęcz, nie byłyby możliwe, gdyby
premierem był Jarosław Kaczyński, a Lech Kaczyński miałby duże szanse na
zwycięstwo w wyborach prezydenckich. Oto naświetlenie słusznej polityki Rosji
poprzez pryzmat oczekiwań polskiego polityka, a więc kolejne potwierdzenie, że
„orkiestra” gra dwie melodie: jedną dla dobrego premiera, drugą dla złego
prezydenta. Profesorowi Nałęczowi wtóruje poseł Andrzej Halicki z PO: „Nie
zmieniliśmy kierunku uprawiania polityki, ale zmieniliśmy styl”. Żadne to
odkrycie i żadna satysfakcja.
We wstępie do swojej pracy „Dzieje Rosji” prof.
Feliks Koneczny pisze: „Przeszłość ziem polskich wydaje się czemś niewzruszenie
stałem wobec dziejów Rosji. Podczas gdy u nas zmieniały się i zmieniają ciągle
formy dla treści mniej więcej stałej, na ziemiach wschodniej Słowiańszczyzny
przeciwnie: częściej zmieniała się treść niż forma. Tam odmieniały się nawet
tradycje, rugując się wzajemnie”.
Jan Paweł II odbył 102 pielgrzymki do 135
krajów. Niektóre z nich odwiedzał kilkakrotnie. Krajem, który szczególnie
opierał się przed papieską wizytą, była Rosja. Na nic zdały się wieloletnie
zabiegi watykańskiej dyplomacji, aby Ojciec Święty mógł przybyć do Rosji i
modlić się także w Lesie Katyńskim. Dopiero pielgrzymka na Ukrainę pozwoliła
Janowi Pawłowi II nawiedzić inną sowiecką katownię – Bykownię, gdzie spoczywają
szczątki obywateli polskich z tzw. ukraińskiej listy katyńskiej. Chociaż w ten
sposób Jan Paweł II mógł nieco „zbliżyć się” do miejsca wiecznego spoczynku
pomordowanych Polaków. Jeszcze nie tak dawno, w latach 70., władze sowieckie dla
zatarcia śladów chciały tam zlokalizować dworzec autobusowy. Może właśnie ze
względu na Katyń, miejsce, którego Jan Paweł II nie mógłby ominąć, nie doszło do
tej tak przez niego upragnionej i oczekiwanej pielgrzymki do Rosji.
W Rosji
częściej zmienia się treść, ale prawie nigdy forma, dlatego nie przestaje być tą
samą Rosją co dawniej. Dziś rządzą nią i w jej imieniu przemawiają Władimir
Putin i Dmitrij Miedwiediew. Problemem tego kraju jest forma władzy, stąd
współczesna Rosja wciąż nie może sobie poradzić ze spuścizną po Stalinie. Po
zamachu terrorystycznym w moskiewskim metrze prezydent Dmitrij Miedwiediew
złożył kwiaty w miejscu masakry, a następnie powiedział: „To po prostu
zwierzęta. Znajdziemy ich i unicestwimy”. Kto dziś ze współczesnych polityków
mówi o ludziach „zwierzęta”? Kto jeszcze posługuje się takim językiem? To
prawda, że żadne motywy nie mogą usprawiedliwiać takiego aktu barbarzyństwa i w
żadnym prawie ani systemie wartości nie ma przyzwolenia dla takich przestępstw,
ale te dwie kobiety, młode terrorystki-samobójczynie, wdowy po zabitych
Czeczenach, to przecież ludzie.
Niezmienna forma rosyjskiego panowania nie
dopuszcza żadnych ustępstw w stosunku do terytoriów i ludów, które zamieszkują
ten wielki kraj. Nie byłoby czeczeńskich aktów terroru, gdyby naród ten odzyskał
tak upragnioną wolność i prawo do budowy własnego państwa. Nie da się
„unicestwić” całego narodu. Prawo do prawdy o ludobójstwie w Katyniu i prawo
małego narodu kaukaskiego do wolności pozostaje niezmienne.
Wojciech Reszczyński
