Nie zamazywać prawdy!

Panu Prezydentowi RP
Lechowi Kaczyńskiemu

„My Polacy nie mogliśmy uczestniczyć bezpośrednio w tym procesie
odbudowy Europy, który został podjęty na Zachodzie (po zakończeniu II wojny
światowej). Zostaliśmy z gruzami własnej Stolicy. Znaleźliśmy się jako alianci
zwycięskiej koalicji, w sytuacji pokonanych, którym narzucono na czterdzieści
kilka lat dominację ze Wschodu, w ramach bloku sowieckiego.

Tak więc dla nas walka nie skończyła się w roku 1945! Trzeba ją było
podejmować wciąż na nowo. (…) Trzeba więc dołączyć dzisiaj prawdę o wszystkich
Polakach i Polkach, którzy w rzekomo własnym państwie stali się ofiarami
totalitarnego systemu i którzy na własnej ziemi oddali życie za tę samą sprawę,
za którą oddawali życie Polacy w roku 1939, a potem podczas całej okupacji i
wreszcie pod Monte Cassino i w Powstaniu Warszawskim. Trzeba wspomnieć
wszystkich zamordowanych rękami także polskich instytucji i służb
bezpieczeństwa, pozostających na usługach systemu przeniesionego ze Wschodu.
Trzeba ich przynajmniej przypomnieć przed Bogiem i przed historią, ażeby nie
zamazywać prawdy! (…) Nie można dopuścić do tego, ażeby w Polsce, zwłaszcza w
Polsce współczesnej, nie zostało odtworzone martyrologium Narodu
polskiego!”.
To jedno z najważniejszych świadectw historycznych Jana Pawła
II. Zadziwiające, jak nieczęsto jest ono przywoływane. A przecież Ojciec Święty
wzywał, aby „nie zamazywać prawdy” o II wojnie światowej, a szczególnie o jej
konsekwencjach dla Polski po 9 maja 1945 roku, który dla naszego kraju nie był
dniem zwycięstwa, chociaż to Polska właśnie była jedynym (!) państwem Europy i
świata, które walczyło nieustannie od pierwszego do ostatniego dnia wojny.
Dlatego zastępczym tematem jest formalny problem, dlaczego Rosja nie zaprosiła
prezydenta Lecha Kaczyńskiego na uroczystości do Katynia, a wyraźnie zależy
Kremlowi, aby prezydent RP był obecny na imperialnej paradzie zwycięstwa na
placu Czerwonym w Moskwie w 65. rocznicę zakończenia II wojny światowej.
Zasadniczym problemem, samą istotą sprawy jest pytanie – czy Rosjanie jako
gospodarze uroczystości 9 maja 2010 r. pozwolą prezydentowi Rzeczypospolitej
wygłosić publicznie przemówienie, czy też moskiewski scenariusz przewiduje, że
polski prezydent będzie jak bierna marionetka przyglądał się, jak Rosja XXI
wieku nawiązuje do potęgi i tradycji stalinowskiego imperium zła. Prezydent Lech
Kaczyński nie powinien być w Moskwie sam, powinien mieć jednoznaczne poparcie
wszystkich Polaków, powinien przemawiać tak, aby przypomnieć nie tylko
gospodarzom, ale całemu światu prawdę. Tę prawdę, którą Rosjanie zamazują
konsekwentnie od 65 lat! Należy podkreślić, że zupełnie niedawno, 1 września
2009 roku, na Westerplatte w 70. rocznicę wybuchu wojny były prezydent Rosji i
premier rządu rosyjskiego Władimir Putin otrzymał od polskich gospodarzy zgodę
na wygłoszenie ważnego przemówienia, które poszło nie tylko do Rosji, ale na
cały świat poprzez telewizję i wszystkie media. Dlatego odmowa Kremla na
wystąpienie prezydenta Rzeczypospolitej w trakcie oficjalnych uroczystości 9
maja 2010 r. byłaby nie tylko naruszeniem równowagi protokołu dyplomatycznego,
ale wyraźnym aktem moskiewskiej wrogości wobec Polaków.
„Nie wolno zamazywać
prawdy!”. I dlatego należy przypomnieć, że głównym sojusznikiem Hitlera od
sierpnia 1939 do czerwca 1941 r. był sowiecki dyktator Stalin, a bez ogromnych
dostaw rosyjskiej ropy, benzyny i innych surowców Niemcy nie uderzyłyby na
Francję i Anglię wiosną 1940 roku. Likwidacja Polski jako państwa, IV rozbiór,
eksterminacja polskich elit – były wspólnie planowane przez obu okupantów w
Berlinie i Moskwie. Zbrodni ludobójstwa na bezbronnych polskich jeńcach w
Katyniu dopuścili się dokładnie ci sami przywódcy Rosji sowieckiej, którzy
triumfowali 9 maja 1945 roku. Wreszcie należy przypomnieć, że za kratami
moskiewskich katowni w dniu zwycięstwa 9 maja 1945 r. więzieni byli czołowi
przywódcy Polski, a wśród tej szesnastki m.in. wicepremier rządu polskiego
Stanisław Jankowski oraz komendant główny Armii Krajowej – bohaterski generał
Leopold Okulicki. Ich los był straszny.
Ale najważniejsze, co należy
przypomnieć przy okazji moskiewskich uroczystości, to wypowiedź Stalina z
czerwca 1945 r., kiedy szykował się do wyjazdu na konferencję wielkiej trójki do
Poczdamu. Przemawiając na Kremlu do grupy najważniejszych sowieckich marszałków,
generałów i dowódców z II wojny światowej, zwycięski morderca i ludobójca Stalin
jednoznacznie oświadczył: „To nie Niemcy, ale Polska jest naszą największą
zdobyczą wojenną”. Stalin bowiem już wtedy szykował się do III wojny światowej,
w wyniku której nie tylko cała Polska, ale również całe Niemcy i Europa aż po
Atlantyk miały zostać podbite przez Armię Czerwoną. Nawiązywał do tych wydarzeń
Jan Paweł II, kiedy pisał:
„Dane mi było doświadczyć osobiście ideologii zła.
To jest coś, czego nie da się zatrzeć w pamięci. (…) Wtedy, w pierwszych
latach powojennych, komunizm jawił się bardzo mocny i groźny – o wiele bardziej
niż w 1920 roku. Już wtedy zdawało się, że komuniści podbiją Polskę i pójdą
dalej do Europy Zachodniej, że zawojują świat. W rzeczywistości wówczas do tego
nie doszło. 'Cud nad Wisłą’, zwycięstwo Marszałka Piłsudskiego w bitwie z Armią
Czerwoną, zatrzymało te sowieckie zakusy. Po zwycięstwie w II wojnie światowej
nad faszyzmem komuniści z całym impetem szli znowu na podbój świata, a w każdym
razie Europy. (…) Już jako papież usłyszałem to z ust jednego z wybitnych
polityków europejskich. Powiedział: 'Jeżeli komunizm sowiecki pójdzie na Zachód,
my nie będziemy w stanie się obronić. Nie ma siły, która by nas zmobilizowała do
takiej obrony (…)'”.

prof. Józef Szaniawski

drukuj