Prawda emeryta
Nagły i powszechny protest przeciwko umowie ACTA, którą rząd Donalda Tuska
podpisał bez żadnych konsultacji społecznych, ostrzegł propagandystów premiera
przed ponownym błędem. I choć decyzja w sprawie podniesienia wieku emerytalnego
dawno już zapadła, słyszymy, że szef rządu przystępuje w tej sprawie do
"szerokich konsultacji społecznych". Podniesienie wieku emerytalnego dla kobiet
i mężczyzn do 67 lat, choć rozłożone w czasie, jest pomysłem UE, a właściwie
Niemiec.
Podjęcie reformy emerytalnej przez premiera należy więc tłumaczyć
nadgorliwością unijną, a nie demograficzną koniecznością. Przy okazji poznajemy
socjalistyczne poglądy "liberała" Donalda Tuska na ekonomię i zarządzanie
państwem. – Ponieważ niedługo zabraknie rąk do pracy, to albo podwyższamy VAT na
wszystkie produkty, albo podniesiemy składkę emerytalną do 30 proc., albo
zmniejszamy emerytury o połowę – nadawał Tusk "wielce roztropnie" (jak mówił
Zagłoba) na jednej z konferencji prasowych. Ten polityczny szantaż powinien być
uzupełniony jeszcze jednym "albo": bez względu na wiek i staż pracy harujemy do
końca życia.
Jak wiadomo, system emerytalny funkcjonuje w oparciu o trzy filary. O ile OFE,
czyli filar II, daje jakąś minimalną dziś szansę powiększenia kapitału
przekazywanego z wpłat od ZUS, a efektywność filaru III zależy wyłącznie od
umiejętności własnego inwestowania kapitału (po wszelkich podatkach), to
prawdziwym nieszczęściem jest filar I, czyli ZUS, rdzeń systemu emerytalnego.
Opiera się na repartycji, jak mówią ekonomiści, czyli przeznaczeniu wpływów
uzyskiwanych z obowiązkowych składek osób pracujących na świadczenia emerytalne
osób już niepracujących. Czyli ci, którzy pracują, składają się na emerytury dla
tych, co już nie pracują. Tak powszechnie objaśnia się mechanizm funkcjonowania
systemu emerytalnego w Polsce, dodając jeszcze bzdury o jakiejś więzi
pokoleniowej. Ale Donald Tusk potrafi nawet zaostrzyć źródło konfliktu,
podkreślając, że to młode musi utrzymywać stare, a ponieważ nie ma widoków na
młode pokolenie, a ci, co już pracują, nie są w stanie utrzymać tych, co nie
pracują, to starzy muszą pracować dłużej.
Jest to tłumaczenie głęboko niesprawiedliwe, ekonomicznie nieuzasadnione i
społecznie szkodliwe. I jeżeli w najbliższych latach nic się nie zmieni, to
zawita do nas, już jako całkiem legalny, inny mechanizm – pod nazwą eutanazja –
będący najskuteczniejszym sposobem na to, aby młodzi nie płacili na starych.
Dlatego warto przypominać ekonomiczne prawdy podstawowe, że emerytura to
świadczenie pieniężne wypłacane przez państwo byłemu pracownikowi z pieniędzy,
jakie zgromadził przez lata przymusowego oddawania państwu części swoich
zarobków; dziś jest to 19,5 procent. Świadczenie to, płacone po przekroczeniu
wieku emerytalnego aż do końca życia, ma służyć potrzebom byłego pracownika i
oczywiście powinno być dziedziczone. Te pieniądze mu się należą, bo on je sam
wypracował, bo był zmuszony oddawać państwu miesięczną składkę pomniejszającą
miesięcznie jego zarobki netto. To, że przez lata pieniądze te tracą na
wartości, nie jest winą pracownika, tylko państwa i jego źle zarządzanych
instytucji. To, że nie ma pieniędzy na emerytury, że są one głodowe, to wina
ludzi odpowiedzialnych za państwo, tych, którzy zdecydowali się na okradanie
obywateli. Szczególnie winni są ministrowie finansów zatykający funduszami ZUS
tzw. dziury budżetowe.
Jest tylko jeden jedyny skuteczny sposób naprawy systemu emerytalnego i
zatrzymania niekorzystnych tendencji demograficznych. Rozwój. Gospodarka.
Wolność gospodarowania. Wolność słowa. Patriotyczne elity. I nowe miejsca pracy
dla każdego Polaka. Tylko państwo, które stawia na rozwój i pracę: przemysł
(własny), banki (polskie), budownictwo mieszkaniowe (rodziny), rolnictwo,
handel, rzemiosło, daje szansę swoim obywatelom na godziwe życie. Tak jak to
robią od wielu lat Niemcy. Ale czy ten rząd, poza propagandą, jest w stanie
cokolwiek tworzyć i budować?
Wojciech Reszczyński
