Poznański Czerwiec 1956
Pięćdziesiąt pięć lat temu niezadowoleni ze swojej sytuacji materialnej
oraz pogarszających się warunków pracy robotnicy Zakładów im. Józefa Stalina (ZISPO)
wyszli na ulice Poznania. Zmęczeni, wychudzeni, w obdartych ubraniach i
drewniakach przypominających obozowe obuwie szli w spokoju pod siedzibę władz –
Miejskiej Rady Narodowej i Komitetu Wojewódzkiego PZPR, wznosząc hasła: "Chcemy
chleba", "Żądamy obniżki cen", "Precz z dyktaturą". Dołączali do nich robotnicy
z innych poznańskich zakładów, a także przechodnie. Tak rozpoczął się pierwszy
bunt społeczeństwa polskiego wobec władz Polski Ludowej.
Przyczyny
Gospodarka centralnie planowana funkcjonowała w latach pięćdziesiątych XX w.
kosztem pogorszenia warunków bytowych społeczeństwa polskiego. Podwyższenie norm
pracy, związane z realizacją planu sześcioletniego (1950-1955), przy
jednoczesnym obniżeniu zarobków, obcięciu premii oraz likwidacji dodatków miało
negatywny wpływ na status materialny oraz nastroje społeczne. Złe warunki pracy,
braki w zaopatrzeniu budziły niezadowolenie nie tylko robotników. Na nastroje
społeczne wpływały też realia polityczne okresu stalinowskiego, w tym budzący
strach wielotysięczny aparat bezpieczeństwa.
Sytuacja ekonomiczna i socjalna w Poznaniu i w całej Wielkopolsce, w porównaniu
z innymi regionami Polski, była wyjątkowo trudna. Pensje robotników
przemysłowych w stolicy Wielkopolski były o 100 zł niższe od średniej dla całego
przemysłu państwowego w kraju1. Również nakłady inwestycyjne na tym terenie były
niższe. Konsekwencją było znaczne pogorszenie poziomu życia w Poznaniu,
powodujące napięcia wśród robotników poznańskich zakładów. Ci bezskutecznie
upominali się zarówno o lepsze warunki pracy, jak i przywrócenie dodatków. Do
eskalacji niezadowolenia doszło w Zakładach im. Józefa Stalina2. W listopadzie
1955 r. pracownicy ZISPO zostali poinformowani o nieprawidłowym naliczaniu
podatku od ich wynagrodzeń. Pod koniec tego roku dyrekcja zakładu przystąpiła do
likwidacji premii progresywnej, a wiosną 1956 r. podwyższono robotnikom normy,
ograniczając równocześnie godziny nadliczbowe. Znacznie odbiło się to na
wysokości ich wynagrodzeń. Najbardziej poszkodowani byli pracujący na Wydziale
W-3. Jednak podejmowane przez nich protesty i rozmowy zarówno z kierownictwem
zakładu, jak i władzami partyjnymi nie przyniosły oczekiwanego rezultatu.
Podkreślić należy, że załoga ZISPO złożyła 4704 wnioski dotyczące poprawy
organizacji pracy3. Po raz ostatni delegacja poznańskich robotników podjęła
rozmowy z władzami centralnymi w Warszawie 26 czerwca 1956 roku. Niepowodzenie
tych rozmów było bezpośrednią przyczyną wyjścia na ulice. Fakt, że w stolicy
Wielkopolski odbywały się XXV Międzynarodowe Targi Poznańskie, był dodatkowym
motywem.
Przebieg
28 czerwca o godz. 6.00 robotnicy Wydziału W-3 ZISPO nie podjęli pracy, a pół
godziny później wyszli na ulice. Przyłączali się do nich pracownicy innych
zakładów pracy, m.in. Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego, Miejskiego
Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego, Poznańskich Zakładów Przemysłu Odzieżowego im.
Komuny Paryskiej, Zakładów Graficznych im. Marcina Kasprzaka, Poznańskiej
Fabryki Maszyn Żniwnych, Wielkopolskiej Fabryki Urządzeń Mechanicznych "Wiepofama".
Do protestujących robotników dołączali także pracownicy różnych instytucji,
studenci, uczniowie oraz przypadkowi przechodnie, głównie mieszkańcy stolicy
Wielkopolski. Wielotysięczny pochód zmierzał do Zamku – siedziby Prezydium
Miejskiej Rady Narodowej (PMRN), wznosząc hasła socjalne oraz antykomunistyczne
i antysowieckie: "Żądamy chleba", "Żądamy obniżki cen. Chcemy żyć", "My chcemy
chleba dla naszych dzieci", "Żądamy obniżki cen, podwyżki płac, precz normy",
"My chcemy wolnych wyborów", "Precz z Ruską Demokracją", "Precz z dyktaturą".
Manifestanci śpiewali także hymn, "Rotę" i pieśni religijne.
Przed gmachem władz miejskich oraz partyjnych zgromadziło się około stu tysięcy
manifestantów. Wyłoniona spośród nich delegacja udała się na rozmowy z
przewodniczącym PMRN Franciszkiem Frąckowiakiem, żądając przyjazdu prezesa Rady
Ministrów Józefa Cyrankiewicza bądź I sekretarza Komitetu Centralnego PZPR
Edwarda Ochaba. To samo żądanie wysunięto następnie wobec KW PZPR. Tymczasem
wśród zgromadzonych robotników wzrastało zdenerwowanie. Część demonstrantów
weszła do gmachu PMRN, inna grupa wtargnęła do KW PZPR, na którym rozwiesiła
tablice z hasłami. Protestujący weszli też do budynku Komendy Wojewódzkiej
Milicji Obywatelskiej (MO) i usiłowali nakłonić milicjantów, by przyłączyli się
do nich. Do eskalacji nastrojów antypaństwowych doszło, gdy w tłumie pojawiła
się nieprawdziwa pogłoska o aresztowaniu delegatów ZISPO4. Wówczas część
manifestantów postanowiła udać się do więzienia przy ul. Młyńskiej, aby ich
uwolnić. Demonstrantom udało się rozbić magazyn broni, w ich rękach znalazła się
broń palna oraz amunicja. Uwolniono też wszystkich więźniów. Manifestanci
splądrowali sąd wojewódzki i prokuraturę.
W tym samym czasie inna grupa skierowała się w stronę Wojewódzkiego Urzędu ds.
Bezpieczeństwa Publicznego przy ul. Kochanowskiego, niszcząc po drodze
urządzenia służące do zagłuszania zachodnich audycji radiowych, zrzucając je z
dachu budynku Zakładu Ubezpieczeń Społecznych przy ul. Dąbrowskiego. Przed
gmachem Urzędu Bezpieczeństwa doszło do starć. Tu padły pierwsze strzały;
pojawiły się pierwsze ofiary Poznańskiego Czerwca 1956. Rozpoczęły się walki na
ulicach Poznania. Demonstranci, wykorzystując broń zdobytą podczas szturmu na
więzienie, ostrzeliwali budynek WUBP, obrzucali go też butelkami z benzyną.
Uzbrojone grupy manifestantów rozbrajały komisariaty MO w Poznaniu i okolicy
celem zdobycia większej ilości broni i amunicji. Starcia trwały do godzin
porannych następnego dnia, mimo wprowadzenia godziny milicyjnej.
29 czerwca w większości zakładów w Poznaniu robotnicy nie przystąpili do pracy.
Podobnie było w niektórych zakładach pracy w Luboniu, Swarzędzu i Kostrzynie.
Grupa demonstrantów usiłowała podejść pod gmach WUBP, lecz wobec obecności
czołgów wycofała się.
Opanowanie sytuacji w stolicy Wielkopolski powierzono wojsku. Do Poznania
skierowano dwie dywizje pancerne i dwie dywizje piechoty – ponad 10 tysięcy
żołnierzy. Początkowo wojsku zakazano użycia broni, co umożliwiło demonstrantom
opanowanie dwóch czołgów. Około godz. 14.00 na poznańskim lotnisku Ławica
wylądowała grupa osób na czele z wiceministrem obrony narodowej gen. broni
Stanisławem Popławskim. Przejął on kierownictwo nad pacyfikacją Poznania, w
której wykorzystano ponad 400 czołgów, wozów pancernych i transporterów
opancerzonych5. Użycie tak dużej liczby wojska przeciwko robotnikom musiało
skończyć się tragicznie.
30 czerwca życie w spacyfikowanym Poznaniu wróciło do normy: przywrócono
komunikację miejską, robotnicy, choć nie wszyscy, powrócili do pracy, rozpoczęto
wycofywanie wojsk. Na poznańskiej Cytadeli odbyły się oficjalne pogrzeby ofiar
Poznańskiego Czerwca z udziałem premiera Józefa Cyrankiewicza oraz sekretarza KC
PZPR Edwarda Gierka.
Ofiary Poznańskiego Czerwca 1956
Historycy nie są zgodni w kwestii liczby ofiar Poznańskiego Czerwca. Mówić wręcz
można o dyskusji nad problematyką zabitych i rannych, a liczba tych pierwszych w
różnych opracowaniach określana jest od kilkudziesięciu do ponad stu. W
literaturze pierwsze wykazy ofiar "czarnego czwartku" pojawiły się w latach
osiemdziesiątych i pisano wówczas, że zginęły 74 osoby. Najnowsze badania mówią
o 57 ofiarach, wśród których wymienia się 4 żołnierzy, 3 funkcjonariuszy UB i 1
milicjanta. W wyniku śledztwa Okręgowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko
Narodowi Polskiemu IPN w Poznaniu dotyczącego Poznańskiego Czerwca 1956
ustalono, że zginęło 58 osób, w tym 50 cywilów, 4 żołnierzy, 1 milicjant i 3
funkcjonariuszy UB. Rannych zostało około 600 osób.
Wśród ofiar było wiele osób młodych, zaledwie kilkunastoletnich. Symbolem
Poznańskiego Czerwca 1956 został trzynastoletni Romek Strzałkowski – najmłodszy
z zabitych. W pamięci poznaniaków zapisał się jako chłopiec, który podniósł
sztandar upuszczony przez tramwajarkę postrzeloną przez UB.
Poznań po walkach. Władze wobec buntu
Władze PRL usiłowały winą za wydarzenia w Poznaniu obarczyć robotników. Już w
pierwszych komunikatach radiowych dotyczących tzw. wypadków poznańskich,
wyemitowanych 28 czerwca 1956 r., stwierdzono, że za prowokacją poznańską stały
imperialistyczna agentura i reakcyjne podziemie6. "Wróg nieprzypadkowo obrał
sobie jako teren prowokacji właśnie Poznań w chwili, gdy odbywają się tam
międzynarodowe targi. Chodziło o to, aby rzucić cień na dobre imię Polski
Ludowej, utrudnić rozwijanie naszej pokojowej współpracy międzynarodowej. (…)
Sprawcy rozruchów, które miały charakter szeroko zakrojonej i starannie
przygotowanej akcji prowokacyjno-dywersyjnej, zostaną ukarani z całą surowością
prawa"7.
Następnego dnia do poznaniaków przemówił premier Józef Cyrankiewicz. "Każdy
prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciwko władzy
ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie" – groził na
antenie Polskiego Radia, dziękując zarazem żołnierzom Wojska Polskiego,
milicjantom oraz funkcjonariuszom aparatu bezpieczeństwa za ich postawę8.
Ocena wystąpienia poznańskich robotników przez władze uległa częściowej zmianie
już w lipcu 1956 r. Biuro Polityczne KC PZPR stwierdziło, że bunt był rezultatem
"niezadowolenia części klasy robotniczej", wynikającego z "niereagowania na
bolączki ludzi pracy". Do demonstracji w Poznaniu przyczynił się też
"zdemoralizowany" aparat bezpieczeństwa9. W lipcu sformułowana została teoria
dwóch nurtów: nurtu robotniczego niezadowolenia oraz nurtu wrogiego wystąpienia
przeciwko ludowej władzy. Stała się ona podstawą przygotowania procesów
poznańskich, gdyż przed sądem stanąć mieli ci, którzy podczas demonstracji
łamali prawo, a nie uczestnicy robotniczego buntu.
Władze Polski Ludowej zmieniły ocenę Poznańskiego Czerwca 1956 dopiero podczas
VIII Plenum KC PZPR. Wybrany wówczas na I sekretarza KC PZPR Władysław Gomułka
oświadczył: "Klasa robotnicza dała ostatnio kierownictwu partii i rządowi
bolesną nauczkę. (…) Robotnicy Poznania nie protestowali przeciwko Polsce
Ludowej, przeciwko socjalizmowi, kiedy wyszli na ulice miasta. Protestowali oni
przeciwko złu, jakie szeroko rozkrzewiło się w naszym ustroju społecznym i które
ich również boleśnie dotknęło, przeciwko wypaczeniom podstawowych zasad
socjalizmu, który jest ich ideą. (…) Wielką naiwnością polityczną była
nieudolna próba przedstawienia bolesnej tragedii poznańskiej jako dzieła agentów
imperialistycznych i prowokatorów. Agenci i prowokatorzy zawsze i wszędzie mogą
być i działać. Ale nigdy i nigdzie nie mogą decydować o postawie klasy
robotniczej"10.
Represje
Wobec uczestników poznańskiego buntu władze zastosowały szereg represji. W
czasie tłumienia protestu zatrzymywano ludzi w nich uczestniczących. Natomiast w
nocy z 28 na 29 czerwca przeprowadzono intensywną akcję aresztowań osób
najbardziej aktywnych. Przetrzymywano ich na posterunkach milicyjnych i w
budynku WUBP. Wobec wielu zastosowano przemoc w celu wymuszenia zeznań. Zgodnie
z obowiązującą tezą propagandową władze zdecydowały się osądzić i ukarać nie
uczestników "robotniczego nurtu", lecz tych, którzy popełnili w okresie buntu
wykroczenia przeciw prawu. Akty oskarżenia sporządzono wobec 132 demonstrantów.
Z zaplanowanych procesów odbyły się tylko trzy. 27 września 1956 r. rozpoczął
się "proces trzech", oskarżonych o pobicie ze skutkiem śmiertelnym
funkcjonariusza UB, oraz "proces dziewięciu", oskarżonych o czynną napaść na
gmach WUBP. W pierwszym oskarżonych skazano na kary od czterech lat do czterech
lat i sześciu miesięcy więzienia, a w drugim na kary od półtora roku do sześciu
lat więzienia. Rozpoczęty 5 października 1956 r. "proces dziesięciu",
oskarżonych o udział w starciach ulicznych z bronią w ręku oraz zamachy na
funkcjonariuszy MO i UB, nie zakończył się wyrokiem, gdyż sąd 3 listopada
zwrócił akta do prokuratury w celu ich uzupełnienia. Wpływ na to miało
niewątpliwie wystąpienie Władysława Gomułki, który na VIII Plenum KC PZPR
stwierdził m.in., że "przyczyny tragedii poznańskiej i głębokiego niezadowolenia
całej klasy robotniczej tkwiły w nas, w kierownictwie partii, w rządzie". Słowa
te zamykały możliwość kontynuowania represji.
Podkreślić należy zasługi obrońców poznańskich robotników, w tym przede
wszystkim mecenasa Stanisława Hejmowskiego. Podczas procesów wykazał się on nie
tylko erudycją, ale przede wszystkim odwagą polityczną. W latach późniejszych
był za to szykanowany i inwigilowany przez Służbę Bezpieczeństwa.
Nastroje społeczne
Protest poznańskich robotników wywoływał duże poruszenie w społeczeństwie
polskim. Szereg akcji propagandowych, jak pisanie listów do KC PZPR i mediów,
zawierających potępienie demonstrantów, czy organizowane w zakładach pracy wiece
i masówki – wyraz poparcia dla władzy, nie odnosiły rezultatu. Większość
społeczeństwa popierała robotnicze wystąpienie. Wyrazem tego były napisy i
ulotki, a przede wszystkim listy, których autorzy solidaryzowali się z
poznaniakami. Listy w dużej mierze anonimowe, nadsyłane do zakładów pracy,
prasy, radia czy w końcu lokalnych komitetów partyjnych. Do Polskiego Radia
wpłynęło około dwóch tysięcy listów dotyczących Poznańskiego Czerwca 1956.
Jedynie 10 proc. z nich zawierało potępienie poznańskiego buntu i jego
uczestników, a 80 proc. oskarżenie pod adresem władz "o bezduszność,
biurokrację, defensywność", natomiast dalsze 10 proc. korespondentów pisało "z
pozycji wrogich"11. Warto przytoczyć kilka fragmentów tychże listów, będących
odpowiedzią na komunistyczną propagandę.
Walka o pamięć
Propaganda PRL usiłowała zmniejszyć rangę robotniczego wystąpienia, używając
określeń "zajścia poznańskie", "wypadki poznańskie" czy też "wydarzenia
poznańskie". Nad Poznańskim Czerwcem spuszczono "żałobną kurtynę milczenia". Nie
wolno było pisać o Czerwcu ´56; zakazano obchodzenia kolejnych rocznic "czarnego
czwartku". Zmiany przyniósł przełom lat 1980 i 1981. Powstanie NSZZ
"Solidarność" oraz większa swoboda działalności opozycyjnej w okresie tzw.
karnawału "Solidarności" stworzyły m.in. możliwość podjęcia badań nad buntem
poznańskich robotników, których efektem była książka "Poznański Czerwiec 1956"
pod redakcją Zofii Trojanowiczowej i Jarosława Maciejewskiego.
Jedną z pierwszych inicjatyw NSZZ "Solidarność" był projekt postawienia pomnika
upamiętniającego wydarzenia z 1956 roku. Powołano Społeczny Komitet Budowy
Pomnika Poznańskiego Czerwca 1956. Spośród wielu projektów wybrano monumentalne
dwa krzyże autorstwa Adama Graczyka i Włodzimierza Wojciechowskiego. Wykonany
przez poznańskich robotników (głównie z Zakładów Przemysłu Metalowego im. H.
Cegielskiego) i sfinansowany ze składek publicznych monument stał się symbolem
sprzeciwu. Jego odsłonięcie 28 czerwca 1981 r., w 25. rocznicę, stało się
świętem narodowym, w którym uczestniczyło około dwustu tysięcy osób z całego
kraju. W okresie stanu wojennego "poznańskie krzyże" stały się symbolem
wolności. Tu poznaniacy wznosili hasła antysocjalistyczne, śpiewali pieśni
patriotyczne, modlili się, zapalali znicze, składali kwiaty. Władze broniły
dostępu do pomnika, otaczając go pojazdami i patrolami milicyjnymi, zatrzymywały
i legitymowały podchodzących. Mimo to wokół pomnika co roku zbierali się
mieszkańcy Poznania, by uczcić pamięć tych, którzy zginęli w 1956 roku. Dzięki
nim pamięć o Poznańskim Czerwcu 1956 przetrwała, a upadek PRL i narodziny III
Rzeczypospolitej stworzyły warunki swobodnego pisania o zbuntowanym Poznaniu.
1 P. Machcewicz, Polski rok 1956, Warszawa 1993, s. 77.
2 Zakłady im. Hipolita Cegielskiego w 1949 r. zostały przemianowane na Zakłady
im. Józefa Stalina.
3 P. Zwiernik, Kalendarium poznańskiego Czerwca 1956, [w:] Poznański Czerwiec
1956, pod. red. S. Jankowiaka i A. Rogulskiej, Warszawa 2002, s. 95.
4 27 czerwca 1956 r. aresztowano Czesława Rutkowskiego, jednego z organizatorów
strajku w ZNTK w tym dniu.
5 P. Machcewicz, Polski rok…, s. 101; Całościowe dowództwo sprawował gen. dyw.
Wsiewołod Strażewski.
6 Poznański Czerwiec 1956, pod red. J. Maciejewskiego i Z. Trojanowiczowej,
Poznań 1990, s. 100-101.
7 Ibidem, s. 363.
8 Ibidem, s. 366.
9 E. Makowski, Poznański Czerwiec 1956. Pierwszy bunt społeczeństwa w PRL,
Poznań 2006, s. 182.
10 Poznański Czerwiec 1956, pod red. J. Maciejewskiego i Z. Trojanowiczowej, op.
cit., s. 405.
11 E. Makowski, Poznański Czerwiec…, s. 208.
My głodujemy – my chcemy chleba. Poznański Czerwiec 1956 w listach
opublikowanych w biuletynach Polskiego Radia, wybór i oprac. G. Majchrzak,
redakcja K. Bittner, wstęp K. Bittner, G. Majchrzak i P. Zwiernik, Poznań 2011.
Nr 1
1956 lipiec 3, [Warszawa] – Biuletyn nr 40 Biura Listów Komitetu do Spraw
Radiofonii "Polskie Radio"
Stały słuchacz "Fali 49"1
st[empel] pocztowy Oświęcim, woj. krakowskie
(nr 707504 z dnia 29 VI 1956 r.)
"Naprawdę duma i radość rozpiera serca nasze, że nareszcie znalazł się ktoś w
Polsce, kto potrafił uzewnętrznić bolączkę całej klasy robotniczej.
To nie wróg klasowy, to nędza i bieda, która ogarnia coraz więcej ludzi, musiała
znaleźć swoje wyjścia. Szkoda tylko, że na taką małą skalę nasi Kochani Rodacy
zorganizowali ten strajk, bo jestem przekonany, że tysiące robotników stanęłoby
w szeregach manifestujących, aby tylko poprawić swój byt.
Dobrze się debatuje naszym przywódcom – ciemiężycielom, gdy się na tysiącach
siedzi. A co ci mają robić, którzy zarabiają po 500-700 zł, a na utrzymaniu mają
pare dzieci? Oni na pewno o czym innym nie myślą, jak tylko o tym, jak polepszyć
swoją stopę życiową, która coraz więcej nas przygniata.
Listem tym, wraz z całą załogą naszych zakładów przyłączam się do naszych
bohaterów z Poznania".
Źródło: Ośrodek Dokumentacji i Zbiorów Programowych TVP SA, 1050/15, kopia
Nr 2
1956 lipiec 3, [Warszawa] – Biuletyn nr 40 Biura Listów Komitetu do spraw
Radiofonii "Polskie Radio"
Skrzywdzony Polak
st[empel] pocztowy Węgorzewo, woj. olsztyńskie
(nr 707506 z dnia 29 VI 1956 r.)
"Krew zalewa człowieka słuchającego waszych plugawych słów. Walkę o chleb
nazywacie prowokacją, która miała godzić w naszą praworządność socjalistyczną.
Czy cirobotnicy z gołą ręką, żądający podwyżki płac!!!, a których dzieci nie
mają kawałka chleba, mogli godzić w waszą praworządność?
Dlaczego nie powiecie tego, że wasza praworządność oparta jest właśnie
nabagnetach, czołgach i innej broni pancernej. Najeżdżaliście na ludzi z gołą
ręką czołgami, strzelaliście do bezbronnych.
Mówicie, że kapitaliści strzelają do strajkujących robotników. W takim razie wy
jesteście mordercy bez sumienia, pijawki narzucone przez Kreml.
Przyłączam się do robotników poznańskich i stanowczo protestuję przeciw
zabijaniu bezbronnych".
Źródło: Ośrodek Dokumentacji i Zbiorów Programowych TVP SA, 1050/15, kopia
Nr 3
1956 lipiec 6, [Warszawa] – Biuletyn Specjalny nr 6 Biura Listów Komitetu do
Spraw Radiofonii "Polskie Radio"
Parias
st[empel] poczt[owy] Grudziądz, woj. bydgoskie
(nr 707515 z dnia 2 VII [19]56 r.)
"(…) Ten krzyk protestu w nas tkwił i musiał wydobyć [się] na zewnątrz,
"dzierżymorda" żaden nie zatkał nam ust. Chcemy oddychać swobodnie, nie z łapą
naustach.
Wszyscy wiedzą o tym, że są bolączki i rozgoryczenie – myślę o partii i rządzie,
ale cozrobiono w tym kierunku przez tyle lat? A teraz znajdą się ofiary na
znieczulenie i troski (…) – tak, jak tyle istnień kosztował ten problem.
Jeden dzień wolny w miesiącu dla kobiety pracującej – na niego możemy sobie
pozwolić, bo to w skali ogólnopolskiej tyle i tyle. A ile w skali ogólnopolskiej
kosztuje – auto, benzyna i szofer dla dyrektorów i innych kacyków?
Trudno mi przelać na papier wszystkie niesprawiedliwości ustroju
socjalistycznego spaczonego u nas, ale najistotniejsza [jest] pensja. Jak się
kształtuje ten problem u nas: czyktoś naprawdę widzi człowieka poza 600 zł jego
miesięcznego zarobku? Na pewno nie. To parias, parias najgorszego gatunku, bo
dwudziestego wieku, wieku telewizji i atomu. Dlakogo, wobec takich pensji, są
futro, telewizory, auta, a nawet cukierki od 70 [do] 90 zł zakilogram. Dla kogo
są buty [o cenie] w wysokości miesięcznego wynagrodzenia tegopariasa? Kto
zapomniał o tym, że to człowiek, który widzi, analizuje i wyciąga wnioski. Kto
nie widział matki, która siłą wyciąga z piekarni swoje szóste dziecko, bo nie
może sobie pozwolić na to, ażeby mu kupić drożdżówkę za 2 zł i dziś i jutro?
Czemu odpowiedzialni zato ludzie nie chodzą po ziemi i naprawdę stracili więź z
masami?
Ile polski robotnik dał potu, krwi i życia, ażeby zbudować nową, lepszą Polskę.
Acodostał na co dzień dla siebie? Nawet najwytrwalsi załamują się, bo tyle lat i
same obietnice.
Może nawet szkoda, że piszę, ponieważ syty głodnego nigdy nie zrozumiał. A co do
tego, że wróg wykorzystał i chciał piec kasztany w naszym ogniu, to tylko
wyłącznie nasza wina, my wpadamy, tylko my, Polacy, w takie skrajności. Najpierw
A[rmia] K[rajowa] czyandersowcy2 to wrogowie ludzi itd., a potem niedługo
kochajmy się i buzi to bracia, za to tylko my sami ponosimy winę".
Źródło: Ośrodek Dokumentacji i Zbiorów Programowych TVP SA, 1050/16, kopia
1 "Fala 49" – sztandarowa audycja Polskiego Radia prowadzona przez Stefana
Martykę.
2 Chodzi o żołnierzy 2. Korpusu Polskiego, dowodzonego przez generała Władysława
Andersa, którzy po zakończeniu II wojny światowej wracali do kraju, gdzie byli
traktowani przez komunistyczne władze jako element podejrzany.
