Pożegnanie ze sztandarem
Dziś odbędzie się ceremonia pożegnania sztandaru 36. Specjalnego
Pułku Lotnictwa Transportowego. Z jego 320 żołnierzy zawodowych w wojsku
pozostanie 273. Pierwsza grupa przeszła do rezerwy już w listopadzie ub.r.,
kolejna zrobi to z końcem stycznia.
W ocenie MON, wszystko jest w porządku. Żołnierze pozostający w służbie
otrzymali nowe stanowiska, a w procesie tym brano pod uwagę "potrzeby Sił
Zbrojnych, ale jednocześnie, w miarę możliwości, uwzględnianoindywidualne prośby
żołnierzy". Tak np. dwóm pilotom zaproponowano kontynuowanie służby w Brygadzie
Lotnictwa Marynarki Wojennej. Tyle że wcześniej ci piloci zostali ściągnięci z
Marynarki Wojennej do specpułku, który przechodził zmiany organizacyjne
podyktowane wnioskami z katastrofy Tu-154M i potrzebował wzmocnień kadrowych.
Lotnicy kuszeni byli m.in. korzystniejszymi i stabilnymi warunkami pracy… Nikt
wówczas nie mówił o zbliżającym się dużymi krokami rozformowaniu jednostki.
Decyzję o rozformowaniu 36. SPLT w sierpniu ub.r. podjął Tomasz Siemoniak,
szef MON. Stało się to po ogłoszeniu raportu komisji ministra Jerzego Millera w
sprawie katastrofy samolotu Tu-154M. Równocześnie zapadła decyzja o
przeformowaniu 1. Bazy Lotniczej na Okęciu w 1. Bazę Lotnictwa Transportowego,
która przejęła od 1 stycznia br. obsługę VIP-ów. Baza posiada obecnie na stanie
6 śmigłowców Mi-8 i 5 śmigłowców W-3 Sokół. Ma też odpowiednie zaplecze do
obsługi przylotów oficjalnych delegacji rządowych innych krajów. Dziś odbędzie
się uroczyste zakończenie działalności 36. SPLT i 1. BL oraz rozpoczęcie
funkcjonowania w strukturach Sił Zbrojnych RP 1. Bazy Lotnictwa Transportowego.
Jej dowódcą został płk pil. mgr inż. Sławomir Mąkosa.
47 do rezerwy
Bilans osobowy rozformowania 36. SPLT nie jest tak optymistyczny, jak
początkowo sugerowało Dowództwo Sił Powietrznych. W wyniku zmian ze służby
odeszło lub odejdzie w najbliższym czasie aż 15 procent zawodowych żołnierzy,
dotąd służących w tej elitarnej jednostce. Z 320 żołnierzy specpułku w wojsku
pozostaną 273 osoby. 47 żołnierzy, po decyzji o rozformowaniu ich jednostki,
podjęło – zgodnie z przysługującym im prawem – decyzję o przejściu do rezerwy. –
W tej grupie było 39 żołnierzy, którzy złożyli wypowiedzenia, i 8, którzy
wyrazili zgodę na zwolnienie z zawodowej służby wojskowej przez organy kadrowe –
informuje Jacek Sońta, rzecznik ministra obrony narodowej. Pierwsza, 24-osobowa
grupa żołnierzy odeszła do cywila już w listopadzie ub.r. Z końcem stycznia br.
do rezerwy przejdzie kolejnych 21 osób. Następne dwie opuszczą Siły Powietrzne z
końcem czerwca br.
Jak podaje MON, dwóch oficerów zostało skierowanych do Wyższej Szkoły
Oficerskiej Sił Powietrznych i Instytutu Technicznego Wojsk Lotniczych. W
efekcie zmian ponad 20 pilotówi ponad 100 żołnierzy Służby
Inżynieryjno-Lotniczej (SIL) wyznaczono na stanowiska służbowe w 1. BLTr.
Dodatkowo ponad 10 pilotów i 6 żołnierzy SIL znalazło pracę w jednostkach 3.
Skrzydła Lotnictwa Transportowego, 2 pilotów i 6 żołnierzy SIL trafiło do 4.
Skrzydła Lotnictwa Szkolnego, a 1 pilot do 1. Skrzydła Lotnictwa Taktycznego.
Ponadto 9 pilotów specpułku otrzymało stanowiska w Dowództwie Sił Powietrznych i
Centrum Operacji Powietrznych. Wszyscy lotnicy, którzy objęli stanowiska
sztabowe, otrzymali indywidualne roczne plany szkolenia lotniczego i treningów.
W ten sposób mają oni zachować swoje umiejętności i uprawnienia. Ich roczny
nalot wynosić będzie jednak zaledwie kilkadziesiąt godzin.
Sposobu narracji prowadzonej przez MON wokół rozformowania specpułku nie
rozumie jeden z byłych pilotów tej jednostki, który latał na Tu-154M w fotelu
dowódcy. – MON spokojnie oznajmia, że 47 osób po prostu odchodzi do rezerwy. To
duża liczba, szczególnie jeśli spojrzymy na te odejścia przez pryzmat kosztów,
jakie poniósł Skarb Państwa na wyszkolenie tych ludzi. W mojej ocenie,
wypuszczenie fachowców należy postrzegać jako akt niegospodarności – zaznaczył
pilot. Jak zauważył, samo rozformowanie 36. SPLT wiąże się m.in. z kosztami
czarterowania samolotów i efektami nieudanych czy zakłóconych problemami
transportowymi wizyt zagranicznych VIP-ów. To także kwestia wizerunku naszego
państwa. Zdaniem lotnika, w tej sytuacji szczycenie się rzekomo sprawnym
rozdysponowaniem żołnierzy jest nie na miejscu. – Nie rozumiem, na czym polega
sukces owego umiejętnego rozdysponowania żołnierzy specpułku. Bo czy sami piloci
są w pełni usatysfakcjonowani tymi zmianami? Cieszą się, że mają teraz lepsze
warunki pracy? Albo że niektórzy z nich muszą teraz mieszkać z daleka od swych
rodzin? Jeśli armia traci taki potencjał, jeśli nie potrafiono przez lata
doprowadzić do zakupu nowego samolotu dla VIP-ów, to nie jest to sukces. To
kolejna porażka osób, które najwyraźniej nie bardzo wiedzą, jak radzić sobie z
problemami armii i jak zapewniać bezpieczeństwo najważniejszych osób w państwie
– dodał pilot.
Marcin Austyn
