Polska duchowo rozdarta?

Trwa walka duchowa o tożsamość Narodu

Ks. dr hab. Aleksander
Posacki SJ

Duchowość rozumiana teologicznie wciela się w struktury
cywilizacyjno-kulturowe, żyje w nich i w nich się wypowiada. Stąd też walka
duchowa, nieodłączna od tożsamości chrześcijańskiej, wyraża się w walce
cywilizacji (F. Koneczny, S.P. Huntington) czy kultury (Kulturkampf). Przekłada
się to także na walkę ideową, która jest z kolei podstawą walki politycznej.
Warto o tym pamiętać w kontekście zbliżających się wyborów prezydenckich, aby
się lepiej zmotywować.

Można te manifestacje ducha jeszcze inaczej rozpisać: walka duchowa
jednostki, walka w wymiarze społeczno-kulturowym, walka w wymiarze
cywilizacyjno-religijnym. Personalistyczna cywilizacja łacińska szanuje wolność
jednostki w obszarze sumienia i religii. Taką wizję człowieka pieczętowała i
pielęgnowała Konstytucja 3 maja.
Systemy zbiorowe kultury i cywilizacji nie
mogą tłumić czy niszczyć jednostki, której głos sumienia Bóg słyszy osobiście
(Sobór Watykański II) i każdą zna po imieniu (Biblia). Stąd wynika projekt
cywilizacji miłości, który wszakże zakłada radykalną wolność człowieka,
decydującą o dobru i złu. Zło nie ma charakteru kosmicznego (ezoteryzm,
wolnomularstwo, New Age) ani pragmatyczno-umownego (liberalizm, makiawelizm),
ale charakter moralny, związany z odpowiedzialnością i godnością każdej wolnej
istoty. Katyń to właśnie oznacza.
Oznacza powagę i tajemnicę zła, którą chcą
podważyć ezoterycy i liberałowie, fataliści i determiniści. OFIARA – tajemnicze
słowo-klucz, które zyskuje pełnię znaczenia w Chrystusie, oznacza reakcję Boga
na zło poważne, na rzeczywistość, którą tradycja judeochrześcijańska nazywa
grzechem. W Katyniu jest wina, ale też ofiara, która mówi o powadze i tajemnicy
zła, mysterium iniquitatis. Ofiara jest większa i głębsza od kary za winy czy
grzechy, często pojawia się zamiast niej. Tak było w przypadku naszego Pana
Jezusa Chrystusa. Pamiętajmy o tym, celebrując Ofiarę Mszy Świętej czy
uczestnicząc w niej.
Dlatego Katyń oznacza nie tylko obronę najgłębszego z
możliwych – bo ewangelicznego i Chrystusowego – personalizmu jednostki i jej
odpowiedzialności za dobro i zło, oznacza też obronę naszej tożsamości
narodowej, zbudowanej na cywilizacji łacińskiej i wierze katolickiej. Walka
duchowa, czy tak ważna dla świętych wszystkich czasów walka o dusze, związana
jest z walką cywilizacyjną, kulturową, narodową, ideową. Dotyczy wszystkich tych
wymiarów. Podobnie walkę duchową pojmowali nasi wieszczowie: Mickiewicz,
Słowacki i Krasiński, Norwid – katoliccy romantycy, jakże różni od gnostycznie i
magicznie nastawionych romantyków niemieckich. Ich wielkiej teologii Ducha nie
mają prawa upraszczać – wbrew ich intencjom – powierzchowni literaturoznawcy czy
– tym bardziej – ideolodzy bezbożnego humanizmu. Wracają też tłumione od lat
przez komunistów i liberałów pytania o teologię mesjanizmu polskiego, który był
jednym z najgłębszych manifestacji polskiej duchowości, w oparciu o wiarę
katolicką. Katyń, wieszczowie, Wawel, Papież Polak (śmierć w 2005 i 2010 – w
sobotę przed Niedzielą Miłosierdzia) – wszystko POWTÓRNIE spaja się w jedną
sensowną, choć głęboko tajemniczą, a nawet mistyczną całość. Człowiek wierzący
patrzy na znaki, człowiek duchowy kontempluje symbole. Bóg przemawia poprzez
znaki. Także działa poprzez znaki, bo przecież cuda są „znakami zbawienia”.
Katyń 1940 i Katyń 2010 przywołują zakazane pytania i odzyskują dane już dawno
odpowiedzi o naszą duchową tożsamość we wszystkich wymiarach, ponieważ tożsamość
duchowa jest zawsze wielowymiarowa, tak jak sam człowiek.
Jesteśmy rozdarci
pomiędzy politycznym imperializmem Rosji a imperializmem Ameryki, pomiędzy
bizantynizmem Wschodu (F. Koneczny) a totalitarnym socliberalizmem Zachodu
(trzeci totalitaryzm, por. H. Kiereś), który też można uznać za swoisty
neobizantynizm, stosujący zamiast przemocy fizycznej – psychomanipulację
medialną (socjotechniki, kontrola umysłu, sugestia, reklama, manipulacje
sondażami). Te systemy i ideologie są wrogie nie tylko personalistycznej
cywilizacji łacińskiej, ale także katolicyzmowi oraz jego duchowej i
soteriologicznej wizji świata. Kto zbyt jednoznacznie (i czasami bezmyślnie,
uciekając – gdzie popadnie – od Rosji) optuje za Ameryką, zapomina, że jest ona
kolebką liberalizmu i współczesnego ezoteryzmu New Age, a jej duchowość ma
korzenie wolnomularskie i protestanckie, wrogie nie tylko katolicyzmowi, ale i
personalizmowi cywilizacji łacińskiej. Takie wolnomularstwo propaguje dziś Dan
Brown w najnowszej książce „Zaginiony symbol”, która jest kontynuacją „Kodu
Leonarda da Vinci”. Wybitny katolicki znawca sekt Massimo Introvigne, pisząc
recenzję naukową na temat tej książki, zatytułował ją: „Dan Brown u stóp
masonerii”.
Na szczęście nie dotyczy to całej Ameryki, nie dotyczy całej jej
ideologii. Poza tym, także na szczęście, są tu wspaniali amerykańcy
chrześcijanie, wspaniali Polacy. Tragedia Katynia 2010 zmusza nas jednak do
większego namysłu nad naszą narodową tożsamością, zmusza nas do wyboru
egzystencjalnego i duchowego.

drukuj