Polacy poddani systematycznej lituanizacji

Likwidacja polskich szkół na Litwie oraz konsekwentnie prowadzona polityka
wynaradawiania Polaków to największe zagrożenia dla polskiej społeczności
zamieszkującej Wileńszczyznę. Przedstawiciele Polaków chcą, by problem łamania
praw mniejszości narodowych w tym kraju został podniesiony w instytucjach
europejskich.

– To paradoks, ale w czasach sowieckich Polacy mogli zdawać maturę i uczyć się w
języku polskim oraz używać swojego ojczystego języka. 20 lat temu poparliśmy
niepodległość Litwy, ale nie spodziewaliśmy się, że to ona pozbawi nas tych praw
– alarmuje Waldemar Tomaszewski, lider mniejszości polskiej na Litwie. Wskazuje
przy tym nie tylko na próbę likwidacji polskiego szkolnictwa, ale także na
ograniczanie praw politycznych poprzez zmienianie granic okręgów wyborczych w
taki sposób, by minimalizować w nich wpływy Polaków, oraz wprowadzenie progu
wyborczego, który pozbawia ich przedstawicielstwa w litewskim parlamencie.
Według ostatniego spisu ludności na Litwie za Polaków uważa się 238 tys. osób,
co stanowi 6,7 proc. mieszkańców tego kraju. Jednak w samym rejonie wileńskim
ludność polska stanowi około 80 proc. mieszkańców. W samym Wilnie jest to ponad
20 procent. – Połowa wilnian to Litwini, ale reszta to wieloetniczna i
wielokulturowa mieszanka – podkreśla Waldemar Tomaszewski. W ostatnich wyborach
samorządowych jego Akcja Wyborcza Polaków na Litwie zdobyła 11 z 51 mandatów i w
radzie miasta będzie stanowiła bardzo istotną frakcję.
Tymczasem od kilku lat Polacy są na Litwie grupą uznaną za marginalną i poddaną
ciągłej, odgórnej i konsekwentnej lituanizacji. – W 2000 roku Litwa podpisała
ramową europejską konwencję o przestrzeganiu praw mniejszości narodowych i
etnicznych. Do respektowania praw mniejszości polskiej władze w Wilnie
zobowiązały się również, podpisując polsko-litewski traktat o współpracy i
dobrym sąsiedztwie, jednak zrobiły to tylko po to, by dostać się do elitarnych
klubów NATO i Unii Europejskiej, gdzie prawa mniejszości muszą być gwarantowane
– podkreśla Jan Mincewicz, wieloletni poseł AWPL, a obecnie wicemer rejonu
wileńskiego. W jego ocenie, był to tylko i wyłącznie zabieg, który miał pomóc
Litwie w osiągnięciu celów politycznych.
Jak wskazywała Margareta Jacobsen, koordynatorka Helsińskiego Komitetu Praw
Człowieka w Danii, na terenie UE istnieje wiele dobrych i wzorcowych rozwiązań,
które mogłyby pomóc w uregulowaniu problemów. z jakimi borykają się Polacy na
Litwie. – Choćby prawa mniejszości duńskiej i niemieckiej na pograniczu
niemiecko-duńskim. Kiedyś były powodem konfliktów, dziś zostały załatwione z
korzyścią dla ludzi tam mieszkających – podkreślała Jacobsen. Ocenia, że
międzynarodowe rozwiązania prawne, poczynając od Powszechnej Deklaracji Praw
Człowieka, a na ramowej konwencji Rady Europy o ochronie mniejszości narodowych,
dają podstawy do dochodzenia takich praw w instytucjach europejskich.
– Dziś nie możemy załatwić tutaj żadnych spraw urzędowych we własnym języku –
podkreśla Waldemar Tomaszewski. Język polski jest rugowany w sposób
systematyczny przez władze państwowe ze sfery publicznej choćby na
Wileńszczyźnie, gdzie polska społeczność mieszka w zwartych grupach. Żądania
Polaków są minimalistyczne. Chcą wprowadzenia polskiego nazewnictwa jako
nieoficjalnego i pomocniczego. – Chodzi o to, by interesant w urzędzie mógł
posługiwać się polskim językiem, by zwrócić się z zapytaniem do urzędnika w
języku polskim – tłumaczą działacze polskiej mniejszości na Litwie. – To są
naprawdę minimalne żądania przewidziane w standardach europejskich –
podkreślają.
Jedną z bolesnych kwestii jest nakaz pisania polskich nazwisk w języku
litewskim. – Podczas podróży do Wilna odwiedziłem cmentarz w jednej z
miejscowości. Spoczywali na nim wyłącznie Polacy, w tym – jak się okazało –
również dziadkowie Waldemara Tomaszewskiego. Naszła mnie po tym smutna
refleksja, że Polak dziś ma na Litwie prawo do pisowni swojego nazwiska w języku
ojczystym tylko na nagrobku – mówił z goryczą europoseł Janusz Wojciechowski
(Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy). – To niesłychane – powiedział
przedstawiciel brytyjskich torysów Charles Tannock, który jednak nie był w
stanie do końca pojąć poziomu skomplikowania sytuacji Polaków na Litwie, kiedy
próbował ją porównać do sytuacji w wielonarodowym Londynie.
Druga kwestia to oczywiście problemy polskich szkół. – To nie jest nowy problem,
ponieważ mimo podpisanych wspólnych porozumień między ministerstwami oświaty
Polski i Litwy władze oświatowe w Wilnie 5 lat zwlekały z wywiązaniem się z
porozumienia. W końcu pod naciskiem Warszawy przygotowały strategię rozwoju
polskiego szkolnictwa, ale beż żadnego porozumienia ze społecznością polską –
podkreśla Tadeusz Andrzejewski z zarządu Związku Polaków na Litwie. To pokazuje,
w jaki sposób władze litewskie podchodzą do problemu polskiego szkolnictwa. Tym
bardziej że organizacja litewskiego szkolnictwa w Polsce odbywała się w
porozumieniu z lokalnymi organizacjami skupiającymi mniejszość litewską w naszym
kraju.
Polacy oczekują od władz Litwy respektowania swoich podstawowych praw w tym
zakresie. Domagają się zwiększenia finansowania z budżetu polskich szkół do
poziomu 30-40 proc. na ucznia (obecnie jest to około 10 proc.). Oczekują
przywrócenia obowiązkowej matury z języka polskiego. Chcą również zlikwidowania
uprzywilejowania finansowania szkół litewskich. Jak podkreśla mer okręgu
wileńskiego Jan Mincewicz, prowadzi to do sytuacji, w której obok zaniedbanej i
niedofinansowanej polskiej szkoły stoi szkoła litewska z nowym basenem i salą
gimnastyczną.
Przede wszystkim jednak Polacy domagają się od rządu Litwy odwołania decyzji, na
mocy której narzucono szkołom limit konieczny do otwierania klas. Dziś można je
tworzyć dopiero wówczas, gdy znajdzie 15 uczniów. – Taka restrykcja zagraża
kilkuset kompletom klas szkół polskich, które nie są w stanie sprostać zawyżonym
wymaganiom – podkreśla Tadeusz Andrzejewski. Wskazuje, że władze samorządowe za
utrzymywanie klas, gdzie uczy się mniej niż 15 uczniów, są narażone na sankcje
sądowe ze strony przedstawicieli rządu. Obecnie głównym problemem jest próba
wprowadzenia nauczania poszczególnych przedmiotów w języku litewskim oraz
ujednolicenie poziomu matury z języka litewskiego zarówno w szkołach litewskich,
jak i polskich. – Te zapisy znajdują się w projekcie ustawy oświatowej, którą
wiosną ma uchwalić litewski sejm – podkreśla Tomaszewski. Jak wskazuje, zupełnie
innymi prawami cieszą się Litwini mieszkający w Polsce, gdzie w znacznie
większym stopniu szkoły są dofinansowywane z budżetu państwa, a nauczanie języka
litewskiego jest prowadzone na wszystkich szczeblach szkoły podstawowej i
ogólnokształcącej.

 

Maciej Walaszczyk, Wilno

drukuj