Po dwóch latach koniec śledztwa?

W cieniu śledztwa dotyczącego katastrofy Tu-154M, w której zginęło 96
osób, w tym prezydent Lech Kaczyński, prokuratura wojskowa kończy postępowanie w
sprawie wypadku wojskowego samolotu CASA w okolicach Mirosławca, w której ponad
dwa lata temu zginęło 20 osób, w tym 16 wysokich wojskowych. Prokuratorzy
czekają na wydanie opinii uzupełniającej do toczonego postępowania.
W
międzyczasie umorzono śledztwo dotyczące rzekomego wywierania presji i
zastraszania członków rodzin poległych żołnierzy, by przestały dociekać przyczyn
tej tragedii.

Transportowiec CASA C-295M rozbił się 23 stycznia 2008 roku w Mirosławcu w
woj. zachodniopomorskim. Zginęła wtedy czteroosobowa załoga i 16 wysokich
oficerów lotnictwa. Śledztwo dotyczy: niewłaściwej organizacji lotów w jednostce
w Krakowie, do której należał samolot, działania służb lotniskowych w Mirosławcu
i centrum dowodzenia lotów w Warszawie oraz postępowania załogi samolotu.
Maszyna wykonywała lot na trasie Warszawa – Powidz – Krzesiny – Mirosławiec –
Świdwin – Kraków, rozwożąc uczestników konferencji „Bezpieczeństwo Lotów
Lotnictwa Sił Zbrojnych RP”. – Śledztwo aktualnie trwa, jest cyklicznie
przedłużane. Przesłuchano podejrzanych, którzy złożyli wyjaśnienia, a my je
weryfikujemy – informuje ppłk Sławomir Schewe, rzecznik prasowy Wojskowej
Prokuratury Okręgowej w Poznaniu. Dodaje, że prokuratorzy czekają teraz na
opinię uzupełniającą. – Jest ona niezbędna, chodzi o pewne uszczegółowienie i
wyjaśnienie kwestii opinii pierwotnej, którą posiadamy. Bez tego nie możemy
podjąć decyzji o sposobie zakończenia tego śledztwa – twierdzi Schewe.
Opinię
uzupełniającą ma wydać zespół około 10 specjalistów z różnych dziedzin. Dotyczy
ona m.in. przełożenia na język prawniczy terminologii technicznej. – Myślę, że
potrwa to kilka tygodni i wówczas będzie można podejmować decyzje dotyczące
śledztwa: czy je zakończyć, postawić akt oskarżenia lub umorzyć, albo
ewentualnie przedstawić zarzuty innym osobom. Bez tego nie możemy z niczym
ruszyć – zaznacza rzecznik.
W kontekście wypadku lotniczego CASY członkowie
rodzin ofiar złożyli doniesienia w 2009 r. o popełnieniu przestępstwa, gdyż
uznali, że naciskano na nich, by zniechęcić ich do interesowania się tragedią
oraz jej skutkami. Chodzi o Andrzeja Smyczyńskiego, brata drugiego pilota
samolotu i wdowę po gen. Andrzeju Andrzejewskim Małgorzatę i jego córkę
Klaudynę. Pierwszy miał być zastraszany przez nieznane osoby. W drugim natomiast
przypadku nieżyjący już gen. Andrzej Błasik, dowódca Sił Powietrznych (zginął w
katastrofie smoleńskiej), miał wywierać wpływ na kobiety, by zrezygnowały z
prasowej krytyki armii w związku z sytuacją socjalną rodzin poległych. Oba wątki
śledztwa zostały objęte odrębnymi postępowaniami. Wojskowa Prokuratura Okręgowa
w Poznaniu umorzyła je z powodu niewykrycia sprawców oraz braku znamion czynu
zabronionego.

Jacek Dytkowski

drukuj