PiS-owska Ameryka

Niedzielne wybory prezydenckie spotkały się z olbrzymim
zainteresowaniem Polaków mieszkających poza granicami naszego kraju –
karty do urn wrzuciło ponad 160 tys. osób. Polskie placówki
dyplomatyczne zgodnie podkreślają, że takich tłumów przed swoimi
gmachami jeszcze nie widziały. Zwiększone zainteresowanie wyborami
odnotowano zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, gdzie bezkonkurencyjny
okazał się kandydat prawicy – Jarosław Kaczyński. Za Bronisławem
Komorowskim opowiedziała się zaś Europa – głównie Wyspy Brytyjskie i
kraje byłego Związku Sowieckiego.

Rekordową frekwencję
odnotowano w Stanach Zjednoczonych, gdzie do urn poszło 33 455 naszych
rodaków. Tam też miażdżącą przewagę – 23 276 głosów – uzyskał Jarosław
Kaczyński. Kandydata PO poparły za oceanem jedynie 8 423 osoby, przy
czym największe poparcie marszałek Sejmu uzyskał w Waszyngtonie. Na
trzeciej pozycji znalazł się, podobnie jak w kraju, kandydat Sojuszu
Lewicy Demokratycznej – Grzegorz Napieralski, uzyskując jednak tylko 784
głosy.
Podobnie jak w USA sytuacja przedstawia się także w Kanadzie,
gdzie kandydat PiS wyprzedza swojego rywala stosunkiem głosów 3665 do
947 (to dane pochodzące z trzech okręgów). W zasadzie takich wyników
można się było spodziewać, bo za Atlantykiem każde głosowanie wygrywają
prawicowi kandydaci i dotyczy to zarówno wyborów prezydenckich, jak i
parlamentarnych. Pięć lat temu bardzo wysokie poparcie zdobył w USA i
Kanadzie Lech Kaczyński i jego brat teraz te głosy „przejął”.
Gorzej
poszło już kandydatowi PiS w Europie, co niejako potwierdziło sukces PO w
wyborach parlamentarnych wśród europejskiej Polonii w 2007 roku.
Jarosław Kaczyński najlepszy wynik osiągnął we Włoszech. W samym Rzymie
otrzymał 54-procentowe poparcie, Komorowski zaś 35-procentowe. Nieco
gorzej brat tragicznie zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego wypadł na
południu Półwyspu Apenińskiego, bo w Neapolu, gdzie zdobył 46 proc.
głosów, wyprzedził Komorowskiego zaledwie o 3 procent.
O wiele
wyższą frekwencję niż przy wcześniejszych wyborach odnotowano w Belgii i
choć mieszka tam ok. 100-120 tys. Polaków, z których głos oddało tylko
8,2 tys., to jest to i tak o ponad 2,8 tys. więcej wyborców aniżeli w
roku 2007. Tam też Bronisław Komorowski wyprzedził swojego głównego
rywala stosunkiem głosów 4318 do 1992. Kandydat PO większym poparciem
może się poszczycić również w Rosji (65,8 proc. głosów) i w większości
krajów byłego bloku sowieckiego, w tym m.in. w Bułgarii i na Litwie. Na
marszałka Sejmu więcej głosów oddano także w Anglii, Szkocji, Walii i
Irlandii Północnej. W każdym z tych państw zdobył on ponad 50 proc.
głosów. Jeszcze lepszy wynik, bo niemal 64 proc., uzyskał Komorowski w
Hiszpanii. Tam też na Kaczyńskiego zagłosowało 21 proc. Polaków
biorących udział w elekcji prezydenta. Równie spektakularnym wynikiem
Komorowski może się poszczycić także w Niemczech. W Berlinie na 3600
ważnie oddanych głosów kandydatowi PO przypadło ich aż 2281,
Kaczyńskiemu zaś – 891. Ponadto Komorowski wyprzedził nieco swojego
rywala w Szwecji. W każdym z wymienionych krajów konsekwentnie trzecie
miejsce zajmuje kandydat SLD. Tak więc i zagranica głosowała podobnie
jak kraj, wybierając przede wszystkim spośród dwóch najważniejszych
kandydatów.

Marta Ziarnik

drukuj