Pierwszy, czyli ostatni
Z niezwykłą precyzją Chrystus stawia kolejną diagnozę ludzkiego zagubienia, w prosty sposób nazywając to, co w swoim uniwersalizmie i nas dotyka. Dążenie do wielkości, pragnienie dominacji, żądza władzy były i są przyczyną sprawczą niepokojów, wojen, łez. Tam mają swój początek wszelkie tragedie.
„Skąd się biorą wojny i skąd kłótnie między wami?” – pisze św. Jakub. „Nie skądinąd, tylko z waszych żądz, które walczą w członkach waszych. Pożądacie, a nie macie, żywicie morderczą zazdrość, a nie możecie osiągnąć. Prowadzicie walki i kłótnie, a nic nie posiadacie, gdyż się nie modlicie” (Jk 4, 1-2). Słowa apostoła zasadniczo nie są żadnym odkryciem. Zasada jest uchwytna intuicyjnie – wystarczy tylko wsłuchać się w swoje serce, aby znaleźć tam jej potwierdzenie. Odwrócenie jej zgubnego działania mogłoby uczynić raj na ziemi. Postawa dziecka, którą Chrystus stawia dziś za wzór, jest prostą receptą na lepszy świat. Dlaczego zatem, pomimo tej oczywistości, zachowujemy się jak ślepcy, którzy potykają się co krok? Dlaczego świat co rusz ogarnia nowa pożoga wojny? Skąd tyle ludzkiej nienawiści dookoła?
Uczniowie „nie rozumieli słów Jezusa, a bali się go pytać” – stwierdza św. Marek. Nie rozumieli, bo były za trudne, nie mieściły się w wyimaginowanym scenariuszu wydarzeń, pełnym cudów, kosmicznej potęgi (zaledwie kilkadziesiąt wersów wcześniej ewangelista opisuje, jak uczniowska elita uczestniczyła w przemienieniu na górze Tabor). Oczami wyobraźni widzieli nowy świat i mieli dla siebie w nim miejsce, mieli współtworzyć jego ład. Ale też czy nie było trochę i tak, że nie rozumieli, bo nie chcieli zrozumieć? Bali się pytać, aby nie uzyskać pewności, która każe im przewartościować swój wewnętrzny świat, motywacje i sposób działania? Wiedzieli, iż wtedy w ich życiu zbyt wiele się musiałoby zmienić. A to kosztuje…
Czasem człowiek woli nie wiedzieć. Wybiera ignorancję, której złudna słodycz pozwala mu realizować swoje cele, po swojemu interpretować Ewangelię, lawirować pomiędzy grzechem i wiernością, znajdując konsensus pomiędzy tym, co żadną miarą istnieć obok siebie nie może. Piewcy nowego porządku, głosząc wolność od wszelkich zasad, zdają się nie rozumieć rzeczy najprostszych, że nie da się zbudować szczęśliwego świata – obojętnie, w jakiej skali: państwa, lokalnej społeczności czy rodziny – bez Boga. W człowieku wydanym samemu sobie wcześniej czy później dojdą do głosu żądze, pośród równych pojawią się „równiejsi”, silniejsi, którzy zaczną podporządkowywać sobie pozostałych, nienawiść zacznie zbierać swoje smutne żniwo. Misterna konstrukcja runie. Przykładów mamy aż nadto. Chrystus przypomina dziś, na czym polega prawdziwa władza, gdzie jest źródło wielkości człowieka, jak winien wyglądać właściwy porządek świata. To nie są trudne słowa. Czy zechcemy je usłyszeć? Na ile potrafimy przyjąć surową diagnozę i zaakceptować to, co On nam proponuje?
ks. Paweł Siedlanowski
