Pięciuset chrześcijan padło ofiarą rzezi
Około 500 osób zginęło w kolejnych już zamieszkach plemiennych
pomiędzy muzułmanami a chrześcijanami, do których doszło z soboty na niedzielę w
wioskach Dogo Nahawa, Ratsat i Jeji, leżących w pobliżu miasta Jos w Nigerii.
Muzułmańscy pasterze dokonali niewyobrażalnej wprost rzezi, napadając na
pogrążone we śnie wioski zamieszkiwane przez ludność chrześcijańską. Ratujących
się ucieczką łapano w porozstawiane wokół osad sieci i wnyki na zwierzynę, po
czym brutalnie katowano.
– Nawet 500 osób zginęło w tym okropnym akcie zbrodni – oświadczył Dan
Majang, doradca gubernatora stanu Plateau, którego stolicą jest Jos. Lokalne
źródła mówią jednak, że ostateczna liczba ofiar może być znacznie większa.
Rzecznik stanu Plateau Gregory Yenlong zaznacza, iż podana dotąd liczba ofiar
śmiertelnych jest zaledwie szacunkowa i co chwilę dochodzą informacje o
kolejnych znalezionych ciałach. Również pracownicy Czerwonego Krzyża
przypominają, że w szpitalach znajdują się dziesiątki osób w stanie ciężkim.
Wielu z nich lekarze nie dają szans na przeżycie. Zwłoki chrześcijan odnajdują
na ulicach i w spalonych lepiankach także patrolujący okolicę żołnierze.
Dokładne oszacowanie skali niedzielnego pogromu uniemożliwia urzędnikom fakt, że
część z ofiar została natychmiast po atakach zakopana w masowych
grobach.
Mieszkańcy, którym udało się uratować z pogromu, relacjonują, iż
islamscy pasterze z sąsiedniej wioski napadli na nich z okolicznych wzgórz około
godz. 3.00 nad ranem z soboty na niedzielę. Świadkowie podkreślają, że na
początku napastnicy oddawali strzały w powietrze, a następnie maczetami zabijali
ludzi, którzy w panice wychodzili z domów. – Najpierw otworzyli ogień, by w ten
sposób wypłoszyć ludzi z ich domów. Kiedy mieszkańcy wyszli zobaczyć, co się
dzieje, wówczas napastnicy zaatakowali ich meczetami – podkreśla w rozmowie z
Agencją Reutera Peter Jang, jeden ze świadków masakry. Muzułmańscy napastnicy,
mordując chrześcijan, podpalali także ich domy i uprawy. Ponadto tuż przed
ostatecznym atakiem napastnicy porozkładali w wioskach i na ich obrzeżach sieci
i pułapki na zwierzynę, aby uniemożliwić ofiarom ucieczkę. Służby ratunkowe
podkreślają, że w ciągu około 2,5 godziny napastnicy zamordowali w ten sposób
niemal wszystkich mieszkańców wsi. Wśród ofiar są w większości kobiety, dzieci i
osoby starsze, których ciała – brutalnie pocięte meczetami – zalegają na ulicach
wśród morza krwi.
Miejscowe służby podkreślają, że niedzielny atak jest
najprawdopodobniej dalszym ciągiem styczniowych pogromów. Pełniący obowiązki
prezydent Nigerii Goodluck Jonathan, obawiając się powtórki tamtych wydarzeń,
wprowadził zarówno w Plateau, jak i sąsiednich stanach najwyższy stan alarmowy.
Wysłał także w rejon tragedii dodatkowe oddziały wojska i policji oraz nakazał
ściganie osób odpowiedzialnych za masakrę. Jak poinformował wspomniany już
doradca gubernatora Dan Majang, do tej pory zatrzymanych zostało 95 osób.
Jonathan zaapelował także do wszystkich mieszkańców o zachowanie spokoju i
powstrzymanie się od dalszej agresji. – Zwracam się do wszystkich Nigeryjczyków
o zachowanie spokoju i przestrzeganie prawa, gdyż przemoc rodzi jedynie kolejne
akty przemocy – powiedział podczas konferencji prasowej. Dodał także, że łączy
się w bólu z bliskimi ofiar. – Proszę Wszechmogącego, żeby dał wam siły i męstwo
– cytuje jego wypowiedź CNN.
Władze planują również przedłużenie
obowiązującej od zmierzchu do świtu godziny policyjnej. Przewodniczący samorządu
lokalnego miasta Jos – Moses Dalyop, podkreślił, że z jego informacji wynika, iż
w atak zaangażowani byli członkowie organizacji Fulanis. Zapewnił również, że
zostanie wszczęte dochodzenie mające wyjaśnić przyczynę ataku. W odpowiedzi
rzecznik stanu Plateau Gregory Yenlong zapewnił, że policja już koncentruje się
na zatrzymaniu lidera tej muzułmańskiej organizacji pod zarzutem nawoływania do
pogromu. Postawiona w stan gotowości armia pilnuje także granic po to, by do Jos
nie przedostawały z sąsiednich stanów kolejne grupy fanatyków islamskich oraz
transporty broni. Miasto Jos i przyległe do niego wioski patroluje obecnie
kilkuset przybyłych na miejsce żołnierzy. Władze Jos podkreślają, że aktualnie w
rejonie panuje spokój.
Mordują za ropę
BBC powołując się na lokalne władze,
podkreśla, że choć źródeł ataków w Jos często upatruje się w podziałach
religijnych, to jednak rzeczywistym powodem większości z nich są etniczne walki
o grunty i znajdujące się na nich zasoby naturalne. Odmiennego zdania jest
jednak organizacja Pomoc Kościołowi w Potrzebie. – To samo było w styczniowych
zamieszkach, gdzie całą winę zrzucano na to, że jest to wojna polityczna w
związku z wyborami. Przy czym wówczas rzeczywiście miały miejsce lokalne wybory
w północnej Nigerii. Jednak do odpowiedzialności za współudział w zamieszkach
wciągnięto chrześcijan, którzy byli rzeczywiście ofiarami ataków, gdyż przy
okazji wyborów postanowiono załatwić także sprawę mniejszości chrześcijańskiej –
przypomina w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” pracownik organizacji dr Tomasz
Korczyński. Podkreśla on także, że choć PKWP od lat już mówi o dramatycznej
sytuacji chrześcijan w Nigerii, to jednak nikt z tą wiedzą nic nie robi. – To
jest więc efekt zaniedbania i obojętności świata mediów, polityków, organizacji
typu ONZ, Unii Europejskiej i wielkich mocarstw, takich jak Stany Zjednoczone.
To, można powiedzieć, nie licząc bandytów dopuszczających się tych mordów, są
główni odpowiedzialni za obecną sytuację w Nigerii – podkreśla w rozmowie z
„Naszym Dziennikiem” dr Korczyński. Nasz rozmówca zauważa także, że północna
Nigeria jest krajem dyktatury muzułmanów, gdzie władzę sprawują gubernatorzy
sponsorujący te ataki. – To właśnie oni, wespół z napastnikami i wielkimi
mocarstwami, odpowiadają za rzezie, gdyż koordynują te akcje, dostarczając broni
i pieniędzy. To są ludzie, którzy chcą wyrugować chrześcijaństwo z tych obszarów
– dodaje. Nasz rozmówca podkreśla, że oprócz świata polityki w zbrodnie te
zamieszani są także ludzie ze świata biznesu i olbrzymich korporacji, którzy
„wygrywają na tym, że niszczy się chrześcijan, gdyż łatwiej im jest dogadać się
z mającymi władzę muzułmanami”. Nigeria należy bowiem do jednego z najbogatszych
krajów pod względem złóż ropy naftowej. Należy ona także do OPEC, czyli
organizacji zrzeszającej kraje eksportujące ropę naftową. – Tymczasem tak się
składa, że chrześcijanie niestety mieszkają na tych bogatych w ropę naftową
terenach – podobnie jak w Sudanie – w związku z czym należy się ich pozbyć. Jest
to więc nic innego, jak eksterminacja chrześcijan. To już było i nadal będzie –
dodaje Korczyński.
Miasto Jos leży w bardzo newralgicznym punkcie, na styku
zamieszkiwanej przez muzułmanów północy z chrześcijańskim południem kraju. Od
kilku lat regularnie dochodzi tam do wybuchów aktów przemocy na tle zarówno
religijnym, jak i politycznym. Ostatni z nich miał miejsce przed niespełna dwoma
miesiącami (17-21 stycznia), kiedy chrześcijańscy mieszkańcy tego nigeryjskiego
miasta padli ofiarą krwawych zamieszek plemiennych. W trakcie czterodniowego
pogromu zginęło – jak podają różne agencje – od 300 do nawet 600 osób, a
kilkadziesiąt tysięcy kolejnych zmuszonych zostało do ucieczki. W celu
stłumienia narastających walk i rzezi rząd wysłał wówczas na miejsce setki
policjantów i żołnierzy. Jednak – jak relacjonowali świadkowie wydarzeń –
przybyłe siły rządowe jedynie nasiliły konflikt, opowiadając się za jedną ze
stron.
Ponad 1000 osób zginęło także w starciach w sierpniu 2001 roku, a
kolejne 700 osób w walkach w 2004 roku. Następny pogrom miał miejsce cztery lata
później, kiedy to w zamieszkach zginęło ponad 300 mieszkańców miasta.
Marta Ziarnik
