Odpowiedź serca po odnowieniu doktoratu

Do głosów dwóch towarzyszy uhonorowanych także odnowieniem Doktoratu, Ks. Arcybiskupa Prof. Bolesława Pylaka i Ks. Prof. Franciszka Greniuka, pragnę dołączyć i mój głos wzruszenia, radości i wdzięczności. Czuję się niegodnym tego wielkiego zaszczytu, tym bardziej że Ksiądz Rektor oznajmił, iż „odnowienie doktoratu” dla doktora ze strony własnej uczelni po 50 latach od promocji jest równe doktoratowi honoris causa. Zacznę mówić „skromnie”: moja ta „neopromocja” wypadła na trzecim miejscu, ale najwspanialej. Nieprawdaż? Dlatego też pragnę najpiękniej i najserdeczniej podziękować wszystkim autorom, „aktorom”, współtwórcom i uczestnikom, także intencjonalnym, tej niezwykłej uroczystości.

Jak najserdeczniej dziękuję najpierw mojej jedynej miłości naukowej, Katolickiemu Uniwersytetowi Lubelskiemu Jana Pawła II, a następnie wszystkim i każdemu z osobna uczestnikom tej niezwykłej uroczystości, właściwie pierwszej w ogóle w gmachu Uniwersytetu, jeśli się nie liczy odnowienia niedawno doktoratu dla Księdza Arcybiskupa Ignacego Tokarczuka w Stalowej Woli. Wdzięcznością swoją obejmuję obecnych, również obecnych intencjonalnie, niejako wirtualnie, a także i tych ludzi, z którymi byłem kiedyś związany, a którzy przenieśli się już na Uniwersytet Niebieski. „Obecność” po staropolsku oznaczała tworzenie żywej i ścisłej społeczności i wspólnoty.

A zatem wyrażając swą radość, serdecznie dziękuję:

Jego Ekscelencji, Wielkiemu Kanclerzowi, Biskupowi Prof. Józefowi Życińskiemu, który kładzie na tym swoją eklezjalną pieczęć;

Jego Magnificencji, Księdzu Rektorowi Prof. Stanisławowi Wilkowi, Głowie i Sercu Uniwersytetu;

Prześwietnemu Senatowi – Prorektorom, Dziekanom, Prodziekanom i innym Członkom Senatu, specjalnie Dziekanowi Wydziału Teologii, Ks. Prof. Jerzemu Pałuckiemu, właściwie to z racji prowadzonych jeszcze prac doktorskich i recenzyjnych także ciągle jeszcze i mojemu dziekanowi;

Całemu Wydziałowi Teologii i wszystkim jego członkom różnych stopni. Chcę powiedzieć, że ciągle jeszcze tęsknię za Wydziałem i kontaktami naukowymi z jego ludźmi;

Dziękuję specjalnie Ks. Prof. Marianowi Ruseckiemu, mojemu łaskawemu laudatorowi, kiedyś mojemu uczniowi, dziś wybitnemu uczonemu i mojemu przełożonemu w Komitecie Nauk Teologicznych PAN. W swej laudacji wyniósł mnie tak wysoko, że aż mi się w głowie zakręciło, a zgodnie z chłopską podejrzliwością rodzi się obawa, czy mnie nie pomylił z kimś innym;

Dziękuję serdecznie Ks. Prof. Krzysztofowi Góździowi za jego inspirację i twórczy wkład w całą tę uroczystość od początku, no i za łaskawą recenzję.

Z kolei chcę niezwykle serdecznie podziękować całej zgromadzonej tu społeczności za wielki dar obecności i życzliwości:

Ich Ekscelencjom Księżom Arcybiskupom i Biskupom i przepraszam tych z nich, którzy musieli znosić moje wykłady i moje promotorstwo;

Dziękuję za dar obecności Panu Wojewodzie Wojciechowi Żukowskiemu, Panu Marszałkowi Sejmiku i Panu Prezydentowi Lublina, mojemu ziomkowi, jaka to radość, że już dziś władze wyrastają z Serca Polski, że nie są obce, oszukańcze i wrogie;

Dziękuję wszystkim Profesorom i Doktorom zarówno z naszej Uczelni, jak i innych – z Lublina, Krakowa, Warszawy, Radomia, Torunia;

Nie wiem, jak dziękować tym Profesorom, Doktorom nauk medycznych i wszystkim Lekarzom, którzy w ostatnich latach chyba trzykrotnie przedłużali mi możliwość pracy i pisania i pomogli doczekać mi tejże uroczystości;

Dziękuję przyjacielskim Organizatorom wydawniczym, Redaktorom, Adiustatorom i Wydawcom moich prac, mają też swój wkład w moje życie i w tę uroczystość;

Dziękuję wszystkim Gościom, Krewnym, Przyjaciołom, Duchowieństwu, Duszpasterzom wszystkich stopni, Siostrom Zakonnym, Pracownikom administracji, Koleżankom, Kolegom, Studentom, Klerykom, Dekoratorom, no i wspaniałemu Chórowi, który nadał swoje piękno tej uroczystości, a także przywrócił mi pamięć tamtych młodych lat, kiedy i ja śpiewałem w chórze seminaryjnym także jako młody ksiądz;

I tak dziękuję wszystkim, którzy się przyczynili i jeszcze przyczynią w jakikolwiek sposób do realizacji całego tego wydarzenia.

W tej szczególnej dla mnie chwili patrzę na całą tę społeczność jak na pewne spełnienie obietnicy danej przez Boga Abrahamowi. Oto jest tu najpiękniejsza Rodzina. Na mojej – powiedzmy pierwszej – promocji był, poza paroma kolegami, tylko mój Ojciec z dalekiej wsi Źrebce, rozumiejący potrzebę nauki dla swych dzieci. A dziś jest tu ogromna i jakaś prorocka Rodzina! O mało nie wypowiedziało mi się: „Rodzina Radia Maryja”. Byłbym niechybnie oberwał pastorałem i byłoby dla mnie już po uroczystości.

Moja rozprawa doktorska była pisana na teologii fundamentalnej pod kierunkiem Ks. Prof. Bolesława Radomskiego, lwowiaka, uczonego twórczego – zginał niestety w wypadku samochodowym tu, niedaleko KUL-u, tuż przed obroną mojej pracy. A w pracy chodziło o próbę uchwycenia charakteru związków między prezentowaniem prawd wiary a uwarunkowaniami osobistymi i ideologicznymi. Do badań wybrałem przypadek konfrontacji formacyjno-światopoglądowej między katolickim Niemieckim Ruchem Młodzieżowym w czasie międzywojennym, a budzącą się wówczas w Niemczech młodzieżową ideologią nacjonalistyczną, neopogańską, a wreszcie hitlerowską. Katolicki ruch młodzieżowy konfrontację tę całkowicie przegrał. Dla czego się tak stało? Dużo by o tym mówić. Podkreślę tylko jedno. Oto ruch katolicki był jakiś prywatny w państwie, w którym następował wybuch nacjonalizmu, za którym stanęła cała aparatura państwowa. Pokazało to, że religia nie może być całkowicie poza państwem, prywatna. Pokazała to też sytuacja Związku Sowieckiego, gdzie po ateistycznym państwie pozostało tylko kilkanaście procent wierzących prawosławnych, a ochrzczonych jeszcze mniej.

Tematyka pracy bardzo konweniowała z sytuacją Polski po wojnie. U nas jednak ciężar zachowania formacji katolickiej spadł szybko na duchowieństwo, głównie parafialne, a co do świata inteligencji – na Katolicki Uniwersytet Lubelski, który podjął spokojnie długoletnią walkę z materialistyczną ideologią państwową, przeważnie coraz bardziej osamotniony. A czasy, w których ja studiowałem na KUL-u na kursie zwyczajnym i doktoranckim, także potem, były niezwykle trudne:

– Pierwszy po wojnie rektor został usunięty przez władze, a następnie aresztowany; dwaj następni wybrani przez senat nie zostali zatwierdzeni;

– W końcu września 1953 r. został aresztowany Prymas Wyszyński;

– Byli aresztowani lub relegowani z Uczelni niektórzy profesorowie i docenci;

– Ograniczane były zatwierdzenia profesorów, docentów i zastępców profesorów;

– Niektórzy profesorowie byli zwabiani na inne uczelnie;

– Jednocześnie były likwidowane wydziały i sekcje z powodu „braku profesorów”;

– Niemal do zera zlikwidowano publikację, a cenzura objęła nawet pieczątki osobiste, jeśli było na nich coś więcej niż tylko imię i nazwisko;

– W pewnym czasie zaczęto narzucać ostre limity przyjęć, nawet na teologię dla świeckich, a na filologię klasyczną było wolno przyjąć tylko pięć osób;

– Usiłowano narzucić wszystkim, nawet Seminarium Duchownemu, wykłady z marksizmu-leninizmu, z czasem zdawało się marksizm na egzamin przeddoktorski;

– Raz po raz grożono, że KUL będzie rozwiązany, innym razem że będzie przeniesiony na wieś podlubelską, jeszcze innym razem myślano o redukcji Uniwersytetu jedynie do wydziałów kościelnych, czy wręcz całej teologii, czego zresztą i dziś jeszcze chcieliby niektórzy pseudokatolicy, nierozumiejący roli chrześcijaństwa w świecie;

– Kiedy zaczynałem studia doktoranckie, władze państwowe wysunęły pomysł, by z KUL-u zrobić Seminarium Duchowne, jedno dla wszystkich alumnów zakonnych Polski. Rozpoczęto już taką akcję, na zachętę dano nawet zezwolenie na rozbudowę konwiktu;

– Wywierano różne naciski na Wielkiego Kanclerza pod groźbą, że wezmą kleryków do wojska, były takie pojedyncze próby, nie uznano związku Lubelskiego Seminarium z KUL-em, uznano je za średnią szkołę zawodową, grożono też zamknięciem Seminarium i założeniem w jego budynkach bądź szpitala, bądź szkoły partyjnej, no i było już wchodzenie na hipotekę za niepłacenie 65% podatku;

– Właśnie w pewnym momencie na wszystkie Seminaria w Polsce i na KUL nałożono 65-procentowy podatek „dochodowy”, także z tac, już też było wchodzenie na hipotekę, choć po wojnie zabrano KUL-owi szereg budynków na mieście oraz fundację hrabiny Potulickiej w Wojnowie;

– Oczywiście rozwiązano wszystkie kościelne organizacje i stowarzyszenia w całej Polsce, tak i na KUL-u przestał istnieć nawet tzw. Bratniak, czyli Samopomoc Studencka;

– Wykładowcy KUL-u, świeccy, a zwłaszcza duchowni, byli w większości nachodzeni przez służby tajne, straszeni, szantażowani, podsłuchiwani, fotografowani z ukrycia, kontrolowano ich korespondencję;

– Tak samo nachodzeni byli studenci-klerycy, wabieni na inne uczelnie, a ich rodzice i krewni, nawet niekiedy i dyrektorzy szkół maturalnych, z których się wywodzili, bywali na różne sposoby dyskryminowani w państwie.

Podobnych rzeczy było dużo więcej, ale trzeba też pamiętać, że było niemało ludzi, urzędników i partyjnych, którzy jak mogli, osłaniali Kościół i KUL, trzeba im za to podziękować.

Dziś jako emerycie, ale uhonorowanemu „neopromocją” wolno mi chyba popatrzeć na Uniwersytet z nostalgią i szczególną refleksją człowieka, który – jak Gilgamesz – „przemierzył daleką drogę”. Otóż z radością oglądamy wielki rozwój i całej Uczelni i Wydziału Teologii, choć pewne trudności zawsze być muszą. Za moich czasów doktoranckich na Wydziale było ośmiu nauczających, w tym czterech z tytułem profesora. A ilu jest obecnie? Pięćdziesięciu siedmiu. I żyje tu ciągle duch prawdy, miłości, szlachetności, wolności i posłannictwa dla piękna świata. A teologia uniwersalizuje i chrześcijaństwo, i w ogóle myśl ludzką. I nauka teologiczna, może najbardziej ze wszystkich nauk humanistycznych, oczarowuje człowieka, otwierając przed nim nowy, nieskończony świat. Moje zauroczenie fenomenom myśli ludzkiej, światem człowieka i osoby, indywidualnym i społecznym, i światem Bożym zostało umocnione i rozwinięte dzięki tejże Alma Mater. Zapewne jest tak samo u każdego absolwenta i pracownika KUL-u.

Kiedyś zdawało mi się, że uczę się sam i dla siebie i że zdobyta wiedza, także religijna, jest moją niejako „prywatną” własnością. Dziś rozumiem, że myśl, wiedza, zwłaszcza teologiczna, jest zapodmiotowana głównie w społeczności i wyższe stopnie osiąga w środowisku naukowym, jak uniwersyteckie, wśród swoich profesorów, kolegów, uczniów, zresztą człowiek najwięcej się uczy, gdy wykłada i pisze. Samorództwo naukowe jest niezmiernie rzadkie. Myśl, nauka, wiedza jest właśnie rodzajem najwyższej umysłowej komunikacji międzyludzkiej i rodzi się we wspólnocie i zarazem służy innym, społeczności, Kościołowi, narodowi, światu, cywilizacji.

Oczywiście, istnieje nie tylko doktorat uniwersytecki, lecz także jakiś doktorat życia. Ten doktorat pisze i zdaje każdy świadomy człowiek, a promotorem tego doktoratu życiowego jest Jezus Chrystus. W nim też pokładamy nadzieję na promocję najwyższą. Ale dzięki tej dzisiejszej łasce doczesnej spodziewam się, że ta szczególna promocja ziemska, udzielona mi przez ukochany Uniwersytet i potwierdzona łaską obecności i życzliwości was wszystkich, jest – mniemam za św. Pawłem – rodzajem „stwierdzenia, że nie biegnę lub nie biegłem na próżno” (Ga 2, 2). Dziękuję!

ks. prof. Czesław Stanisław Bartnik
drukuj