Nowa Unia Europejska?

Gdyby za decyzjami o udzieleniu Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu z
siedzibą w Waszyngtonie (na ratowanie strefy euro) nie stały rządy krajów UE,
akcję tę można by uznać za gigantyczny i perfekcyjnie zaplanowany skok na banki
państw narodowych w celu ogołocenia ich z rezerw, czyli odłożonych na czarną
godzinę oszczędności. Ale i tak powstaje wrażenie, że nie chodzi tu o ratowanie
zadłużonych krajów, tylko o jakiś, jeszcze nie do końca sprecyzowany, a tym
samym nieujawniony, projekt funkcjonowania UE w nowym kształcie. Jeżeli byłemu
wiceprezesowi NBP prof. Krzysztofowi Rybińskiemu mechanizm ten kojarzy się z
praniem brudnych pieniędzy przez mafię narkotykową, to nasze zaniepokojenie jest
więcej niż uzasadnione. Na naszych oczach rodzi się bowiem jakiś nowy twór, dla
którego traktaty z Lizbony przestały być wspólnotowym prawem. W nowej Unii
pierwsze skrzypce grają przywódcy Niemiec i Francji, a instytucjom unijnym
pozostawia się pośledniejszą rolę, na co już zwrócił uwagę zaniepokojony
ograniczeniem znaczenia Komisji Europejskiej jej szef José Manuel Barroso.

W wyniku grudniowych ustaleń szczytu UE, a właściwie presji duetu "Merkozy",
kraje strefy euro zobowiązały się przekazać MFW 150 mld euro na walkę z
kryzysem, a państwa spoza tej strefy 50 mld euro. Polska przyjęła wręcz z
zadowoleniem zobowiązanie przekazania aż 6 mld euro z rezerw dewizowych NBP.
Przeciwko pożyczce dla MFW protestują u nas jedynie PiS i Solidarna Polska,
które uważają, że Polski nie stać na pomoc dla bogatszych krajów strefy euro.
Profesor Rybiński chyba wie, gdy mówi o bilionach euro ukrytych sprytnie przez
Włochy. Ponadto rezerwa NBP ma służyć utrzymaniu stabilności systematycznie
słabnącej polskiej złotówki. Co charakterystyczne, Niemcy odrzuciły pomysł
wspomagania zadłużonych krajów przez unijny Europejski Bank Centralny we
Frankfurcie nad Menem.
Kompletnie nic to jednak nie daje do myślenia koalicji, która bezkrytycznie
wspiera rząd Donalda Tuska. Traktują pożyczkę jako "dobry interes" i liczą na
unijne pieniądze, magiczne 300 mld złotych dla Polski. Skąd ta pewność, że tak
będzie? Czy zadłużone kraje będą w stanie płacić unijne składki, skoro zaciągną
następne pożyczki. Skąd ta naiwna wiara w reformy w krajach rządzonych przez
premierów nasłanych im przez Brukselę. A czy przykład Węgier, którym MFW odmówił
udzielenia 20 mld euro pożyczki w chwili, gdy rząd wzmocnił ustawowo pozycję
swojego centralnego banku, nie daje do myślenia?
Zrzutka do kasy MFW w celu ratowania zadłużonych krajów strefy euro dowodzi
fiaska projektu pod nazwą Unia Europejska i jej organów, na czele z Komisją
Europejską. Wspólna waluta okazała się fikcją, gdyż wspólny pieniądz wymaga
jednolitych gospodarek i jednolitego ośrodka decyzyjnego realizującego politykę
fiskalną.
Nadzorowaniem wykonywania umów kredytowych ze środków uzyskanych z pożyczek
będzie się zajmował MFW kierowany przez najbogatsze kraje świata (USA, Niemcy,
Japonia, Francja i Wielka Brytania). Duet "Merkozy" ma w tym gronie najwięcej do
powiedzenia, szczególnie w sprawach europejskich. Takich możliwości nie mają
inne kraje strefy euro. Francja i Niemcy najwięcej (po USA) wpłacają na MFW i
mają swojego dyrektora generalnego, Francuzkę Christine Lagarde. Narzucenie
krajom Unii wpłaty pożyczek, której stronami umowy mają być MFW i poszczególne
rządy, jest odejściem od traktatowego funkcjonowania Unii Europejskiej, dowodem
klęski tego stricte politycznego projektu. I jest to chyba początek
funkcjonowania nowej Unii sterowanej bezpośrednio przez dwóch, jak na razie,
hegemonów – Niemcy i Francję.
Polska pożyczka dla MFW to błędna decyzja, która osłabia naszą suwerenność
polityczną i gospodarczą.

Wojciech Reszczyński
 

drukuj