„Nie żałuję, że zdecydowałam się na WSKSiM”

W Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu studiuje młodzież nie tylko z naszego kraju, ale również z wielu innych. Wśród nich są potomkowie Polaków, którzy kiedyś z różnych przyczyn wyjechali z Polski lub zostali zmuszeni do jej opuszczenia. Dlaczego zdecydowali się na podjęcie nauki w WSKSiM; jak wyglądały ich pierwsze dni na uczelni; czy w przyszłości będą chcieli wrócić do miejsc, z których pochodzą? O te i inne kwestie zapytaliśmy studentów zamieszkałych na Białorusi, w Niemczech i w Szwajcarii.

Marta Tsydzik (II rok, dziennikarstwo i komunikacja społeczna, Białoruś):



Przewrotnie powiedziałabym, że to nie ja wybrałam uczelnię, ale uczelnia mnie. Byłam już studentką I roku dziennikarstwa w jednej z białoruskich szkół wyższych. Moi rodzice i ja byliśmy bardzo z tego zadowoleni. Wtedy o. Andrzej Wróblewski z mojej parafii w Grodnie zaproponował mi studia za granicą – w Polsce. Wydawało mi się to niemożliwe. Nie znałam w ogóle języka polskiego! Ojciec Andrzej jednak bardzo mnie namawiał na podjęcie studiów w toruńskiej uczelni. Mówił mi, że w czasie studiów w WSKSiM odbędę bardzo atrakcyjne praktyki. Dzięki temu w przyszłości zrealizuję się w tym, w czym się widzę, czyli w dziennikarstwie.

Początki były bardzo trudne. Często nie rozumiałam, co do mnie mówią inne osoby, ale jakimś cudem dość szybko opanowałam język polski. Mimo początkowych problemów jestem bardzo zadowolona ze studiów, bo naprawdę wiele się nauczyłam, nie tylko z dziedziny dziennikarstwa, pogłębiłam też swoją wiarę. Wiele dowiedziałam się także o historii Polski, to bardzo ciekawe doświadczenie, bo w białoruskiej szkole uczyłam się innej historii, przede wszystkim o dziejach Rosji. Praktyki w WSKSiM to rewelacja! Tam, gdzie studiowałam, praktyk w ogóle nie było. Jedna z koleżanek, która nadal tam studiuje, opowiadała mi, że w ramach praktyk była z kolegami w radiu, gdzie mieli do dyspozycji jedną parę słuchawek, i do tego jeszcze zepsutą.

Wcześniej w Polsce byłam tylko raz, w 1999 roku. Tu, w Toruniu, bardzo mi się podoba. Moi koledzy i koleżanki ze studiów ciepło mnie przyjęli. Mam wrażenie, że wszyscy mnie tu lubią. Jednak po zakończeniu studiów planuję wrócić na Białoruś, by podzielić się z ludźmi tam mieszkającymi tym, czego nauczyłam się w WSKSiM. Chciałabym pomagać innym, przekazując im prawdę. Niestety, większość dziennikarzy na Białorusi boi się mówić i pisać prawdę. Ja chciałabym o nią walczyć. Wprawdzie znajomi mówią mi, że kiedy wrócę na stałe, to mnie zamkną, ale mimo to chcę spróbować!

Magdalena Burszczyk (III rok, kulturoznawstwo, Niemcy ):



Wbrew pozorom oferta edukacyjna w Niemczech, nie jest aż tak bogata. Miałam trudności z wyborem kierunku. Jeszcze przed podjęciem studiów uczestniczyłam w wykładach z teologii – byłam nimi rozczarowana, bo nie mówiono prawie nic o Panu Bogu, tak jakby w ogóle Go nie było. Zdecydowałam się wreszcie rozpocząć studia socjologiczne na Uniwersytecie w Hanowerze, gdzie studiowałam dwa lata. Byłam niezadowolona z przekazywanej wiedzy, podjęłam trudną decyzję przerwania studiów i zmiany uczelni. Studiując w Hanowerze, stwierdziłam, że nie dowiem się tam prawdy, do której każdy człowiek powinien dążyć. Wiedza, którą przekazywali studentom profesorowie na tym uniwersytecie, była sprzeczna z wartościami chrześcijańskimi. Liberalno-socjalistyczno-marksistowski tok nauki nie pozwalał na pełny rozwój mojej osobowości. Słuchając Radia Maryja oraz oglądając Telewizję Trwam, dowiedziałam się o Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu i w pewnym sensie związałam się z nią na odległość. Decydując się na WSKSiM, brałam pod uwagę przede wszystkim jej katolickość.

Powiem coś, co może zaskoczyć. Właśnie w Niemczech wzmocniliśmy i ukształtowaliśmy naszą wiarę – mam na myśli swoją rodzinę. Mój brat, moi kuzyni i kuzynka oraz ja chodziliśmy na prywatne lekcje religii w każdą sobotę (dwie godziny) i to przez ponad cztery lata, potem były regularne rekolekcje. Przy każdej okazji mówiliśmy Niemcom o Radiu Maryja, prostowaliśmy zafałszowania o nim etc. Oczekiwałam, że w Polsce będę mogła rozwijać swoje życie duchowe, aktywnie bronić Kościoła i naszej katolickiej wiary. Byłam pewna, że to wszystko znajdę w WSKSiM.

Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej to dobra uczelnia, i nie żałuję, że się na nią zdecydowałam. Mam tu wielu przyjaciół, którzy myślą podobnie jak ja. Profesorowie są życzliwi, pomocni i otwarci na studentów. Cieszę się, że mogę właśnie tutaj rozwijać się intelektualnie poprzez wartościowe wykłady, duchowo – na Mszach św. akademickich, oraz fizycznie – w sali fitness. Wszystko to jest potrzebne, aby kształtować swoją osobowość.



Dominika Piotrowska (I rok, dziennikarstwo i komunikacja społeczna, Szwajcaria):



Moja babcia, która słucha Radia Maryja i ogląda Telewizję Trwam, podsunęła mi pomysł, żebym spróbowała podjąć studia w Polsce, właśnie w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej na kierunku dziennikarstwo i komunikacja społeczna. Stwierdziłam, że spróbuję swoich sił, czy w ogóle zdam sesję egzaminacyjną. Wcześniej uczęszczałam do Liceum Sióstr Prezentek w Krakowie. Bardzo spodobała mi się Polska i ludzie tutaj mieszkający, dlatego posłuchałam babci, by kontynuować edukację w Polsce. Miałam oczywiście też inne plany. Zanim zdecydowałam się na WSKSiM, dostałam się na germanistykę we Wrocławiu i w Warszawie.

Wybierając uczelnię, myślałam o mojej przyszłości. Jeszcze nie wiem, gdzie będę pracować. Mam możliwość powrotu do Szwajcarii, gdzie mieszkają moi rodzice, ale też chciałabym zostać w Polsce. Wiem, że gdybym studiowała germanistykę, to szanse na pracę miałabym tylko tutaj. Mam koleżankę, która wcześniej studiowała germanistykę, i teraz nie ma pracy w Szwajcarii.

W przyszłości chciałabym być dziennikarzem lub operatorem kamery, to mnie najbardziej interesuje. Mam nadzieję, że dzięki temu łatwiej będzie mi kiedyś zdobyć pracę, zarówno w Polsce, jak i w Szwajcarii. Trochę się obawiam, czy dam sobie radę. Mam trudności z językiem polskim, nie rozumiem niektórych słów, ale bardzo chcę dalej studiować. Na uczelni jest wiele kół zainteresowań – telewizyjne i radiowe, w których chętnie uczestniczę.


oprac. Mirosław Politowski
drukuj