Nie skończy się na akcji pieczątkowej
Z dr. n. med. Maciejem Hamankiewiczem, prezesem Naczelnej Rady
Lekarskiej, rozmawia Anna Ambroziak
Już zbieramy żniwo zapisów ustawy refundacyjnej. Na spotkanie z
ministrem zdrowia Bartoszem Arłukowiczem wybierają się lekarze z NRL, aby
dyskutować o ewentualnej zmianie tego prawa.
– Nie przywiązywałbym zbyt wielkiej wagi do tego spotkania. Po ostatniej
wypowiedzi premiera Donalda Tuska obawiam się, że deklaracja strony rządowej
może być zbyt słaba i w tym momencie nie będzie już żadnej rozmowy. Wszystko, co
było możliwe do wykonania przez ministra zdrowia, nie zawsze zresztą zgodnie z
duchem ustawy, zostało wykonane.
Co konkretnie ma Pan na myśli?
– Komunikaty ministra Bartosza Arłukowicza – zgodę na to, by pacjenci pisali
oświadczenia potwierdzające ich ubezpieczenie; zgodę na to, żeby opracować
zasady kontroli, które miałby prowadzić Narodowy Fundusz Zdrowia. Nie można
powiedzieć, że tych starań ze strony pana ministra nie było. Ale problem jest
głębszy – w postaci ustawy. Zrobiliśmy bardzo wiele, by ją ucywilizować.
Wykazaliśmy maksimum cierpliwości, przyjmując za dobrą monetę argument strony
rządowej, że podobno ta ustawa nie jest ani przeciwko lekarzom, ani przeciwko
pacjentom, a jest po to, by "ukrócić" formy farmaceutyczne. Ale dziwnym trafem
to właśnie firmy farmaceutyczne – co przyznał sam pan minister Arłukowicz – są
zadowolone z ustawy refundacyjnej. Dziwnym trafem to właśnie lekarze, aptekarze
i pacjenci dramatycznie protestują. Obawiam się, że to spotkanie odbędzie się
tylko po to, żeby usłyszeć od pana ministra – zgodnie zresztą z jego deklaracją
– że to, co złe w ustawie, będzie poprawione. Wiemy, co jest złe, definiujemy to
bardzo czytelnie. Rozumieją to wszyscy: i Kancelaria Prezydenta RP, i posłowie,
a nawet Ministerstwo Zdrowia, głośno jednak do tego się nie przyznają.
Kancelaria Prezydenta?
– Pan minister Maciej Piróg na konferencji "Rynku Zdrowia" potwierdził, że te
zmiany, o które zabiegamy, są niezbędne do wykonania. Rozumiem, że jeśli
minister pana prezydenta publicznie wypowiada takie słowa, to oczywiście jest to
również stanowisko Kancelarii Prezydenta RP.
Prezydent Bronisław Komorowski zapowiadał na początku swojej kadencji
walkę z biurokracją…
– Zatem ten rozrost biurokracji wynikający z tej ustawy mija się z jego
zamiarami. Już najwyższy czas, by głośno powiedzieć, że przystępujemy do pracy
nad ustawą, by mogli z niej korzystać pacjenci przy pomocy lekarzy. Ponieważ ta
ustawa uniemożliwia przede wszystkim leczenie chorych. To sytuacja dramatyczna –
bo chyba nie o to w tych deklarowanych przez resort zdrowia oszczędnościach
chodziło. Bo nie chodziło o zadowolenie firm farmaceutycznych, ale o zadowolenie
pacjentów i ułatwienie pracy lekarzom. Stało się jednak całkowicie na odwrót.
Ale tę sytuację można jeszcze zmienić.
Nowelizując ustawę? Jak dotąd nie ma takiego projektu w Sejmie.
– Jeżeli nie będzie wcześniejszego uzgodnienia pomiędzy stroną społeczną,
ministerstwem a posłami, to nic takiego w Sejmie się nie przydarzy. Dlatego nie
przywiązywałbym zbyt wielkiej wagi do najbliższego spotkania z ministrem. Jeżeli
nie będzie jasnej deklaracji strony rządowej w tym względzie, nasz zespół
wyjdzie i nie będzie żadnych dalszych rozmów. Jest wielkie prawdopodobieństwo,
że środowe spotkanie zamknie się w trzech minutach.
Są już natomiast wnioski skarżące ustawę do Trybunału Konstytucyjnego
– złożone przez Prawo i Sprawiedliwość oraz samorząd lekarski…
– Wybraliśmy tę drogę, złożyliśmy ten wniosek przez ręce rzecznika praw
obywatelskich, pani prof. Ireny Lipowicz.
Ustawa nie była też opiniowana przez rzecznika praw pacjenta Krystynę
Barbarę Kozłowską. W jednym z komunikatów rzecznik nieoczekiwanie konkluduje, że
wejście w życie ustawy refundacyjnej nie będzie miało negatywnych konsekwencji
dla pacjentów.
– Jak widać, pani minister Kozłowska nie zrozumiała, o co w tym wszystkim
chodzi. Tak samo pan premier.
Ma Pan na myśli wypowiedzi nawołujące do wyciągania konsekwencji
wobec lekarzy, którzy jakoby utrudniają życie pacjentom?
– Tak. Pan premier wyraźnie nie ma pojęcia, jak funkcjonują przemysł
farmaceutyczny i lekarze. Wrzucił wszystko do jednego worka. Niepotrzebnie
wdepnął na pole minowe, na którym w ogóle się nie potrafi poruszać. Jego
niewiedza wyszła z każdej strony. Nas obowiązuje zasada: wspomagając lekarzy,
służymy chorym. Uznałem więc, że pan premier musiał się przejęzyczyć. Bo
przecież jest znany z tego, że widzi nieszczęście ludzkie, pożar, wypadek
drogowy i natychmiast się tam zjawia, oczywiście z kamerami telewizyjnymi. Jeśli
natomiast występuje przeciwko lekarzom, nie chce ich wesprzeć w pracy nad chorym
człowiekiem, to w gruncie rzeczy działa przeciwko pacjentom.
Teraz Pan ironizuje…
– Uniemożliwienie lekarzom właściwego wykonywania zawodu rzeczywiście uderza
w pacjentów. Ironizowaniem byłoby twierdzenie, że pan premier chciał zupełnie co
innego powiedzieć i tłumaczenie, że na pewno chciał mówić odwrotnie.
W ramach protestu przeciw ustawie lekarze z Ogólnopolskiego Związku
Zawodowego Lekarzy i Porozumienia Zielonogórskiego wypisują już recepty z
pieczątką: "Refundacja do decyzji NFZ". Naczelna Rada Lekarska wycofała się z
tego pomysłu, chociaż początkowo go zaakceptowała.
– W akcie totalnej rozpaczy 2 grudnia Naczelna Rada Lekarska rekomendowała
przybijanie tych pieczątek, natomiast 16 grudnia zawiesiła tę rekomendację. Ale
to była tylko rekomendacja pozostawiająca ostateczną decyzję samym lekarzom.
Wykonujemy wolny zawód lekarza i każdy z nas podejmuje indywidualne decyzje.
Czy jeśli dzisiejsze rozmowy z resortem zdrowia zakończą się
fiaskiem, samorząd lekarski przewiduje podjęcie innej formy protestu?
– Samorząd lekarski nie ma uprawnień do prowadzenia akcji strajkowych ani
protestacyjnych. Natomiast będę apelował do Ogólnopolskiego Związku Zawodowego
Lekarzy, by przystąpił już nie do jakiejś akcji pieczątkowej, ale do akcji
prawdziwej, która wynika z ustawy o związkach zawodowych.
Dziękuję za rozmowę.
