Nie ma porozumienia. I nie będzie…?
Uczestnicy szczytu klimatycznego w Kopenhadze nie są ani o krok bliżej porozumienia w sprawie uzgodnienia pakietu ograniczeń emisji CO2. Państwa rozwijające się nie chcą zgodzić się na tak poważne cięcia emisji CO2, jakie proponują kraje najbogatsze. Jeszcze wczoraj część polityków podkreślała, że nie wiadomo, czy w ogóle dojdzie do sformułowania wspólnego stanowiska.
Kanclerz Niemiec Angela Merkel podkreślała, że wiadomości, które nadchodzą ze szczytu klimatycznego w Kopenhadze, nie są dobre, i dodała, że w tej chwili nie widać „rozsądnego procesu negocjacji”. Także sami gospodarze szczytu mają podobne odczucia. Duńskie władze na dzień przed zakończeniem obrad ze smutkiem twierdziły, iż szanse na osiągnięcie porozumienia wydają się niewielkie.
Wczoraj w obradach uczestniczyli przedstawiciele ponad 130 krajów z różnych części świata, w tym premier Donald Tusk. Dziś do delegatów dołączy także prezydent USA Barack Obama. Kanclerz Merkel apelowała do amerykańskiego prezydenta o bardziej ambitne podejście jego kraju do ograniczania emisji CO2. Stany Zjednoczone, które nie podpisały protokołu z Kioto, w swoich planach zakładają zmniejszenie wytwarzania CO2 o zaledwie 4 proc. w stosunku do roku 1990.
Także premier Australii Kevin Rudd wątpi w możliwość osiągnięcia porozumienia. Jak powiedział, obawia się „triumfu formy nad treścią” przy pisaniu wspólnego oświadczenia na zakończenie szczytu. Końcowy dokument ma mówić o planach walki z tzw. globalnym ociepleniem powodowanym przez człowieka po 2012 r., kiedy to wygasają zobowiązania protokołu z Kioto. W negocjacjach końcowych – oprócz Obamy, Merkel i Ruuda – osobiście wezmą udział m.in. premier Wielkiej Brytanii Gordon Brown, brazylijski prezydent Luiz Lula da Silva oraz prezydent Iranu Mahmud Ahmadineżad.
Krajom, które psują szyki zwolennikom walki z klimatem, przewodzą Chiny. Również premier Indii Manmohan Singh powtarza, że jego kraj nie może zgodzić się na porozumienie klimatyczne, które utrudni wyjście z ubóstwa milionom ludzi. Gospodarze szczytu obiecują, że będą starali się upraszczać wszelkie narosłe kwestie sporne i prowadzić do spisania jednolitej umowy. Szczególne spory wzbudza zapis, który – zdaniem części krajów z Danią na czele – jest kluczowy, a zakłada zobowiązanie się wszystkich uczestników szczytu do ograniczenia wzrostu globalnej temperatury o maksimum 2 st. C w stosunku do okresu przedindustrialnego. Kraje sprzeciwstawiające się tym założeniom zgadzają się, aby było to najwyżej 1,5 st. C. Niestety, w związku z tym, że w grupie tej znajdują się raczej kraje biedne, to nie mają one większych szans na przeforsowanie swoich postulatów.
Mimo to większość polityków nie widzi szansy na wypracowanie wspólnego stanowiska. Także przedstawiciele Wielkiej Brytanii, która wprawdzie zgadza się na większość zaproponowanych postulatów, stwierdzili, że porozumienie znajduje się na ostrzu noża. – Ludzie mogą zabić ten proces, zabić to porozumienie przez spory formalne – stwierdził brytyjski minister energii i zmian klimatu Ed Miliband. Niezadowolona jest też Komisja Europejska. Jej przewodniczący José Manuel Barroso stwierdził, iż jest wyjątkowo rozczarowany powolnym tempem rozmów. Z zatroskania zachodnich polityków kpił sobie nieco prezydent Wenezueli Hugo Chavez, twierdząc, iż kwestie klimatu nie są dla nich tak ważne, jak to przedstawiają. – Gdyby klimat był bankiem, kapitalistycznym bankiem, już dawno by go uratowano – zauważył Chavez.
Nadzieją na postęp w rozmowach była deklaracja najbogatszych państw o zwiększeniu pomocy na walkę z globalnym ociepleniem dla krajów ubogich i takich, które same nie będą w stanie spełnić wymogów nowego porozumienia. Zdaniem amerykańskiej sekretarz stanu Hillary Clinton, Stany Zjednoczone „przyczynią się do uruchomienia 100 mld USD rocznie do roku 2020” na ten cel. Japonia zaoferowała pomoc w wysokości 15 mld USD przez trzy lata. Tę kwotę należy dodać do 10,6 mld USD zaoferowanych przez kraje Unii Europejskiej. W tej puli znajduje się także kwota 3,5 mld USD przeznaczonych na walkę z wycinaniem lasów, a ofiarowanych przez Australię, Francję, Japonię, Norwegię, Wielką Brytanię i USA.
Łukasz Sianożęcki
