Nie jesteśmy bezradni
Z ks. bp. Wiesławem Meringiem, przewodniczącym Rady KEP ds. Kultury i
Ochrony Dziedzictwa Kulturowego, rozmawia Sławomir Jagodziński
Prezes Telewizji Polskiej uznał, że zatrudnienie Adama Darskiego w jednym z
programów telewizji publicznej było błędem. Jak Ksiądz Biskup przyjął to
oświadczenie?
– Dowiedziałem się o tym w trakcie mojego pobytu w Kazachstanie. Warto
podkreślić, że także tam społeczność chrześcijańska, katolicka była doskonale
zorientowana we wszystkim, co się u nas działo w sprawie "Nergala". Wiedzieli o
protestach ludzi wierzących przeciw promowaniu satanizmu i braku odpowiedniej
reakcji zarządu telewizji.
Dobrze, że prezes TVP zadeklarował rezygnację z zatrudnienia w kolejnej edycji
programu "The Voice of Poland" "Nergala", zaznaczając, że jego obecność budzi
sprzeciw chrześcijan. Podsumowując w jakiś sposób tę wielką katolicką batalię o
powstrzymanie promowania satanisty w TVP, chciałbym podkreślić coś bardzo
ważnego. Musimy uświadomić sobie, jako ludzie wierzący, że nie jesteśmy bez
wpływu na to, co dzieje się w publicznej telewizji, w naszej kulturze, w naszym
kraju. Okazuje się, że zmasowany protest, że liczne solidarne wystąpienia
katolików przeciw jakiemuś konkretnemu programowi godzącemu w chrześcijaństwo
mogą jednak przynieść bardzo dobre efekty. Nie jesteśmy tak zupełnie pozbawieni
znaczenia i głosu w tych istotnych dla nas sprawach, jak czasem się może
wydawać.
Trzeba jednak przyznać, że TVP długo czekała z przyznaniem się do błędu…
– Chciałoby się powiedzieć, lepiej późno niż wcale. Jestem daleki od przeżywania
w tej chwili jakiegoś momentu tryumfu w stylu: "o, pokazaliśmy wam". Nie o to
chodzi.
Mam jednak takie poczucie, że sprawę można było rozwiązać wcześniej i bardziej –
powiedzmy – elegancko. "Nergala" w programie nie będzie, ale szkoda, że tak
bardzo trudno było się przyznać telewizji publicznej do błędu, nazwać od
początku rzeczy po imieniu. Z reakcji TVP wynikało, że wszystkim kieruje tylko
strach o pieniądze, względy ekonomiczne, kontrakt… Ja sprawę od początku
nazwałem po imieniu, bo jako biskup i chrześcijanin nie mogłem milczeć, gdy
dochodzi do zatrudnienia w telewizji publicznej, opłacanej z naszych
abonamentów, człowieka, który profanuje Biblię, zionie nienawiścią do Chrystusa
i Kościoła.
Niektórzy zarzucali nam, katolikom, że zbyt emocjonalnie podeszliśmy do
sprawy "Nergala". Czy zgadza się Ksiądz Biskup z tą opinią?
– Nasza reakcja nie była ani zła, ani głupia, jak to niektórzy uważają. Trudno,
aby nie było emocji, gdy dochodzi do promowania w publicznej telewizji osoby,
która swym zachowaniem szydzi z tego, co dla nas święte, profanuje Biblię,
zionie nienawiścią do chrześcijaństwa. Jednak w reakcji na udział w programie
TVP "Nergala" podawałem bardzo konkretne argumenty, wskazywałem na dokumenty
dotyczące misji telewizji. Przecież on nie jest żadnym autorytetem muzycznym.
Nie promuje nic z tego, co ważne jest w każdym kraju i w każdym środowisku,
czyli dobra, prawdy, wartości godnych człowieka. Wystarczy zobaczyć jego
teledyski, relacje z jego zachowania – choćby niedawno w jednym z warszawskich
klubów – aby to wszystko zrozumieć. Tego nie muszę przecież w ogóle tłumaczyć. A
ludzie wierzący mają w tym kraju prawo do obrony swych uczuć religijnych, do
obrony wartości chrześcijańskich, z których pierwszą i najważniejszą jest sam
Chrystus.
Dziękuję za rozmowę.
