Nie dać zginąć poległym

Z Lechem Makowieckim, pieśniarzem, scenarzystą, rozmawia Agnieszka Żurek

"Katyń 1940 – ostatni list" to płyta wyjątkowa – 10 utworów, które opisują
najważniejsze dla Polski epizody II wojny światowej. "Słucham w kółko. Zastygam
z bólu, bardzo boli. Tak jakbym to sam przeżywał, ten brzozowy lasek…" –
napisał ktoś w internecie…

– Na pierwszych koncertach musiałem się mocno kontrolować; ludzie płakali, a
wyzwalane emocje były tak wielkie, że i mnie czasami odbierało głos… Myślę, że
to nie ja, to tematyka tych ballad potrafi wzruszyć największych "twardzieli".

Jak powstawały utwory na ten krążek?
– Zbierałem je chyba ze 30 lat. Ale same piosenki pisałem bardzo szybko, pod
wpływem impulsu – książki, filmu – swoistego "déj? vu". Ballada "Katyń 1940"
powstała w kilka minut. Tyle, ile normalnie trwa pisanie listu. Bez poprawek i
skreśleń.

Zatem to konkretne wydarzenia i emocje były twórczym impulsem?
– Tak właśnie. Na przykład utwór o Monte Cassino – "Klasztor" – to pokłosie
mojej studenckiej, samotnej wyprawy autostopem po Europie. Udało mi się dotrzeć
na Monte Cassino na skróty, wspinając się na wzgórze szlakiem polskich
żołnierzy. W sierpniowym upale, przytłoczony dużym, czerwonym plecakiem z
naszytym białym orłem, spocony i umorusany jak nieboskie stworzenie – stanąłem
wreszcie u bram klasztoru. Tam natknąłem się na dwóch Niemców stojących obok
"wypasionego" mercedesa. Musiałem wyglądać komicznie, bo obaj ryknęli gromkim
śmiechem.

Myśli Pan, że katastrofa smoleńska stała się takim bodźcem dla nas, Polaków –
wyrwała z letargu, rozbudziła uczucia patriotyczne?

– Zdecydowanie tak. Wbrew wszelkim usiłowaniom ten "zaściankowy", ckliwy
sentymentalizm narodowy wymknął się naszym "postępowym autorytetom" spod
kontroli.
Pamięta pani te bezmyślnie podskakujące "główki" przy krzyżu… To mnie poraża.
Ale ja wiem, że to jest tylko tysiąc, dwa tysiące zmanipulowanych,
niedojrzałych, nieświadomych tego, co się wokół nich dzieje małolatów. Znakomita
większość jest zupełnie inna. Mam taką nadzieję. Widziałem rzesze wspaniałej
młodzieży w Krakowie, pod Sukiennicami, podczas pogrzebu pary prezydenckiej.
Czytam codziennie nowe, emocjonalne wpisy nastolatków pod teledyskiem "Katyń
1940" na YouTube. Prawie 350 tys. odwiedzin! Co najmniej drugie tyle wchodzi na
filmiki spontanicznie tworzone w sieci przez nieznanych mi ludzi do moich
piosenek patriotycznych.

Pana płyta wyłamuje się z nurtu muzyki lekkiej, łatwej i przyjemnej. Czuje
się Pan outsiderem, twórcą z podziemia?

– W konwencji mainstreamowych mediów nie ma miejsca na poważną refleksję.
Pomijam już to, że do napisania przejmującej ballady patriotycznej nie wystarczy
samo rzemiosło; potrzebna jest też pewna wrażliwość. Inaczej zdryfujemy w
kierunku festiwalu kołobrzeskiego lub taniego sentymentalizmu.
Załóżmy jednak, że powstanie już jakiś wartościowy projekt patriotyczny
(scenariusz filmu wojennego, płyta z balladami wolnościowymi, widowisko
historyczne). Bez wsparcia instytucjonalnego, sponsorskiego, promocji w mediach
przedsięwzięcie to pozostanie w szufladzie jego twórcy. Wiem, co mówię; wygrałem
konkurs na scenariusz filmu fabularnego i siedmiu odcinków serialu telewizyjnego
o wysiedleniach Polaków przez Niemców w czasie II wojny światowej. Gotowy
scenariusz od roku zalega na półkach Agencji Filmowej TVP.
Napisałem musicalowe, jubileuszowe widowisko pt. "Grunwald" i – pomimo udanej
inauguracji – żadna z instytucji kultury czy samorządu nie zdecydowała się na
sfinansowanie wystawienia go na Polach Grunwaldzkich w lipcu br.
Reasumując: trzeba być pasjonatem, by zajmować się tego typu twórczością. Bo
patriotyzm w sztuce stał się działalnością niszową, spychaną do kręgów Radia
Maryja i TV Trwam.

Jesteśmy wyjątkiem czy może dzieje się tak na całym świecie?
– W Stanach Zjednoczonych Bruce Springsteen utworem "Born In The USA" okupował
tygodniami listy przebojów. Spychany u nas do kruchty repertuar religijny w
Ameryce bez problemów wykonywany jest przez największe gwiazdy – że przypomnę
wielki przebój "Why my, Lord" Krisa Kristoffersona czy nieśmiertelne "Amazing
Grace" w interpretacji coraz to nowych wykonawców z samego topu.
U nas śpiewanie o Ojczyźnie czy Bogu jest obciachem. Dlatego "Katyń 1940 –
ostatni list" nigdy nie pojawi się na żadnej liście przebojów. Chociaż
codziennie piszą lub telefonują do mnie nabywcy płyty, dziękując mi za chwile
autentycznego wzruszenia.
Na szczęście jest internet; tam nie ma – jeszcze? – żadnych ograniczeń.

Stworzył Pan projekt widowiska "Wolność" opartego na pomyśle połączenia 21
Postulatów Porozumień Sierpniowych z Dekalogiem. Jakie były losy tego projektu?

– Na 25-lecie "Solidarności" przedstawiłem "Wolność" Honorowemu Komitetowi
Obchodów. Tenże Komitet uznał, że mój projekt godny jest wystawienia pod Trzema
Krzyżami – o ile sam znajdę sobie sponsorów. Jestem twórcą, nie marketingowcem.
Machnąłem na to ręką. Ale ze zdziwieniem patrzyłem potem, jak za ogromne
pieniądze powstają kolejne "fety" sławiące powstanie NSZZ "Solidarność".

Trudno wygrać z Kylie Minogue.
– Przed ostatnimi sierpniowymi obchodami próbowałem nawet dostać się do
organizatora – Europejskiego Centrum Solidarności – by odświeżyć ofertę. Kiedy
usłyszałem o słynnym brytyjskim reżyserze, gwiazdach zagranicznych – dałem sobie
spokój. Jak było i czym się to skończyło – widzieliśmy wszyscy.

Co może być dla nas największym wsparciem w walce o tożsamość?
– Rodzina. Tak zawsze bywało. Jeśli rodzice znajdą czas dla swoich dzieci –
zakładam, że mimo egoizmu i wygodnictwa zdecydują się je mieć – jeśli będą z
nimi dużo rozmawiać, wychowają je w duchu tradycji, poszanowania i znajomości
historii, rozumienia i stosowania w życiu praw Dekalogu – ciągłość pokoleniowa
zostanie zachowana.
Na szkołę nie ma co liczyć. Nie jest to nawet wina nauczycieli, tylko
"dewastacji" programu nauczania. Z polityków też nie radzę brać przykładu. To
już w większości "celebryci". Mój optymizm zasadza się na rodzinie.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Płytę Lecha Makowieckiego "Katyń 1940 – ostatni list" można nabyć wysyłkowo w
fundacjach "Lux Veritatis" i "Nasza Przyszłość".

 

PATRIOTYZM

Pytasz mnie: "Co to jest Patriotyzm?
Na co komu potrzebna Ojczyzna?…"
Roztapiamy się w tyglu Europy,
A ja tylko o ranach i bliznach…

Dziwisz się, po co ten cały bagaż:
Te sztandary… Historia… I wiersze…
Jak objaśnić to komuś, kto czasem
Czyta tylko instrukcję playstation?…

Wiem… Tak długo nie było tu wojen…
Jest internet, McDonalds i stringi…
Mądrych ludzi obrzuca się błotem…
Na przywódców ogłasza castingi…

Rządzą chłopcy w przykrótkich spodenkach,
Chleb drożeje, tanieją igrzyska…
Rozszczekała się w mediach nagonka;
Lepkie kłamstwo wylewa się z pysków…

Złodziej dzierży dziś klucze do banku…
Błazen mieni się dumnie Stańczykiem…
"Autorytet" wystawia na sprzedaż
Swe poparcie – za euro-srebrniki…

Mówisz mi: "To jest chyba normalne!
Cały świat przecież 'jedzie po bandzie’…
Dla nas, wiesz… Liczy się tu i teraz…
Taki czas… Bawmy się w Eurolandzie!"

"Wolność mamy… Więc 'róbta, co chceta!’
Kto nie umie się bawić, niech spada!…"
Ja coś mówię o tańcu Chochoła,
Ty nie kumasz nic z tego, co gadam…

Masz licencjat, brak zasad i power.
Chamski PR pozwoli wyjść z cienia…
Nauczyli cię prawie wszystkiego,
Odebrali zaś zdolność myślenia…

"Miałeś, chamie, złoty róg, (…)
ostał ci się ino sznur…"
A mury rosną, rosną, rosną…
Sięgają prawie białych chmur…
A mury rosną… Niewidzialnie…
Otacza wszystko szklany mur…

Pytasz mnie: "Co to jest PATRIOTYZM?"…
Wielu mędrków wciąż nad tym się trudzi…
Patriotyzm na dziś – to mieć dzieci…
I wychować je… Na dobrych ludzi…
Lech Makowiecki

drukuj