Nie chcemy być częścią przedstawienia

Czy wystąpią Państwo do członków Komisji Badania Wypadków Lotniczych
Lotnictwa Państwowego kierowanej przez ministra Jerzego Millera o dodatkowe
wyjaśnienia w sprawie raportu po katastrofie Tu-154M?

Sebastian Putra, syn wicemarszałka Sejmu Krzysztofa Putry:


Osobiście nie widzę potrzeby takiego spotkania. Po obserwacji kontekstu
politycznego, w jakim wyniki tego raportu zostały publicznie ogłoszone, nie
wierzę, bym mógł się od jego autorów dowiedzieć czegoś więcej na temat przyczyn
katastrofy smoleńskiej. Uważam za wyreżyserowaną dymisję ministra obrony
narodowej Bogdana Klicha zaraz po podaniu wyników prac komisji Jerzego Millera.
Ta sprawa musiała być przesądzona dużo wcześniej. Moim zdaniem, premier chciał w
ten sposób zrzucić z siebie całą odpowiedzialność, jaka na nim ciąży w związku z
zaniedbaniami dotyczącymi przygotowań do lotu i samego lotu z udziałem m.in.
prezydenta Lecha Kaczyńskiego na uroczystości katyńskie. A Bogdan Klich, choć
zdymisjonowany, to znów startuje w wyborach, więc raczej z poważnej polityki nie
odejdzie. Jeśli chodzi o sprawę katastrofy, nie można również powiedzieć, że
funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu nie popełnili żadnego błędu, ale ich szef
minister Jerzy Miller nic o tym w swoim raporcie nie pisze. Widząc tę "grę
raportem", nie wierzę, że możemy się z niego dowiedzieć całej prawdy i oczekiwać
jasnego przedstawienia winnych. Uważam ponadto, że w raporcie jedynie wspomniano
o winie rosyjskich kontrolerów lotu, a w świetle nawet tego materiału
dowodowego, który posiada komisja, powinno się ich bardziej tą winą obciążyć.
Szczerze mówiąc, po obejrzeniu w telewizji przedstawienia wyników raportu
Millera byłem zdruzgotany faktem, iż niemal wszystkie zaprezentowane tam
tłumaczenia przyczyn katastrofy są jedynie hipotezami.

Zdzisław Moniuszko, ojciec stewardesy Justyny Moniuszko:


Nie uważam, by takie
spotkanie było potrzebne. Wyniki raportu zostały przedstawione. Główną winą
obciążono pilotów, jakąś minimalną rosyjskich kontrolerów lotu. Jakie bowiem
inne wnioski można wyciągnąć w sytuacji, kiedy wszystkie najważniejsze dowody
oddano w ręce Rosjan i teraz pisze się raport, trochę jakby "wróżąc z fusów"?
Cóż więc da jakieś jeszcze spotkanie, to tylko strata czasu. Bardziej już liczę
na wyniki badania sprawy przez Najwyższą Izbę Kontroli. O wiele mniej na wyniki
śledztwa prokuratury wojskowej, bo skoro już w czasie śledztwa awansuje się
Parulskiego, czyli osobę odpowiedzialną za wynik tego śledztwa, to co by nie
mówić, może to mieć istotny wpływ na te wyniki.
 

not. AB

drukuj