Nie wojuję sztachetą
Z prof. Andrzejem Waśką z Uniwersytetu Jagiellońskiego i Wyższej Szkoły
Filozoficzno-Pedagogicznej "Ignatianum" w Krakowie, wiceministrem edukacji
narodowej w 2007 r., rozmawia Paulina Gajkowska
Jutro w samo południe weźmie Pan udział w przedwyborczej debacie na temat
edukacji z minister Katarzyną Hall. Czy w ogóle warto w kampanii wyborczej
poruszać kwestię edukacji?
– Po pierwsze, bardzo cieszy mnie to, że problematyka oświatowa stała się
przedmiotem debaty publicznej w Polsce. Społeczeństwo w dużej mierze zdaje sobie
sprawę z tego, że w obszarze edukacji główne partie polityczne mają odmienne
programy. Jeszcze kilka lat temu kwestie związane z oświatą interesowały tylko
ekspertów. Mało tego – uważano, że kluczowe problemy w tym obszarze powinny być
rozstrzygane przez wąskie grono specjalistów. W moim przekonaniu, oświata jest
zbyt poważną dziedziną, aby pozostawiać ją wyłącznie ekspertom. Dotyczy ona
przecież całej rzeszy ludzi – rodziców, nauczycieli pracujących w placówkach
oświatowych, posiadających ogromne doświadczenie zawodowe, a w ostatnich latach
pomijanych przy podejmowaniu kluczowych decyzji w kształtowaniu programu
edukacji. Szwankował zwłaszcza system konsultacji społecznych. Ogromnie cieszy
mnie to, że temat szkoły pojawia się w kampanii wyborczej i że w ten sposób
opinia publiczna będzie miała dodatkową szansę, aby poznać stanowisko zarówno
ministerstwa, jak i opozycji w tej materii. Trzeba podkreślić, że przez ostatnie
kilka lat panował ogromny zamęt w mediach, jeśli chodzi o rzetelne informowanie
na temat programu oświatowego Prawa i Sprawiedliwości. Rządziły uprzedzenia
polityczne. Nie było okazji do merytorycznej dyskusji. Szansa na nią pojawia się
teraz, co mnie bardzo cieszy.
Tak jak Pan powiedział, widoczna jest aktywizacja społeczna, jeśli chodzi o
publiczną dyskusję na temat kształtu i poziomu edukacji. Jedną z ważniejszych
oddolnych inicjatyw była akcja "Ratuj maluchy".
– Bardzo cenię sobie inicjatywę państwa Elbanowskich. Akcja "Ratuj maluchy" jest
najlepszym dowodem na to, że społeczeństwo obywatelskie w Polsce istnieje. Mam
nadzieję, że w podobny sposób zaktywizuje się środowisko nauczycieli, również
akademickich. Sam jestem wykładowcą akademickim i wszystkie kwestie, które będą
poruszane podczas piątkowej debaty, są mi dobrze znane z racji mojego
kilkudziesięcioletniego doświadczenia zawodowego. Uważam, że decyzje dotyczące
oświaty powinny być podejmowane w sposób odpowiedzialny po uwzględnieniu punktu
widzenia różnych środowisk nią zainteresowanych. Liczę, że niedługo tak właśnie
będzie. Wiele wskazuje na społeczne niezadowolenie z radykalnych i
niedopracowanych reform minister Katarzyny Hall. Są one odrzucane niezależnie od
poglądów politycznych ludzi, którzy taką krytykę wyrażają.
Można odnieść wrażenie, że np. reforma egzaminu dojrzałości staje się coraz
bardziej skomplikowana organizacyjnie.
– Owszem. Obecny system jest skomplikowany organizacyjnie, bardzo kosztowny i
mało efektywny, jeśli chodzi o wyniki egzaminów. Podczas piątkowej debaty opinia
publiczna będzie miała okazję zapoznać się z programem Prawa i Sprawiedliwości
stanowiącym odpowiedź na bieżące problemy oświatowe.
Jaki jest główny cel jutrzejszej debaty?
– W moim przekonaniu, celem tych przedwyborczych debat jest zmiana języka
politycznego, nadanie mu merytorycznego charakteru i osłabienie panującego
obecnie stylu okładania się sztachetami przy pomocy argumentów ad personam, co
jest przyczyną głębokiego kryzysu komunikacyjnego w Polsce. Nie wiem, czy uda
się to, ponieważ, aby tak się stało, konieczna jest dobra wola drugiej strony. W
Prawie i Sprawiedliwości panuje głębokie przekonanie, że merytoryczna debata
jest konieczna. Na marginesie powiem, że moim osobistym celem jest podjęcie
takiej próby – zaproponowania nowej jakości w języku dyskursu politycznego,
czego wyrazem jest mój udział w debacie z minister edukacji.
Dziękuję za rozmowę.
