Mówię Arłukowiczowi: Sprawdzam
Z Mariuszem Dzierżawskim, pełnomocnikiem Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej
"Stop aborcji", rozmawia Paulina Jarosińska
"Ofiarami wykluczenia są dziś przede wszystkim dzieci chore. Odmawia im się
nawet prawa do życia" – napisał Pan w liście do pełnomocnika ds. wykluczenia
społecznego Bartosza Arłukowicza.
– Potraktowałem stanowisko pana Arłukowicza poważnie. Postanowiłem poprosić go o
to, aby zajął się sprawą tych, którzy są przedmiotem najgorszego wykluczenia,
czyli chorymi dziećmi zabijanymi zgodnie z obowiązującą ustawą. Nie bez
znaczenia był również fakt, że pan Arłukowicz jest lekarzem. Wydaje mi się, że
powinien on zdawać sobie sprawę z tego, w jaki sposób zabija się dzieci, u
których podejrzewa się chorobę. Zamordowanie dziecka wpływa również na lekarzy i
położne nierzadko zmuszane do udziału w tej haniebnej procedurze. Żywię więc
nadzieję, że świeżo powołany pełnomocnik ds. wykluczenia społecznego na poważnie
zajmie się tą sprawą i odpowie na nasz apel. Liczymy na to, że uda się nam z nim
spotkać.
Tak jak Pan powiedział, Bartosz Arłukowicz jest lekarzem. Jednak karierę
polityczną zawdzięcza środowisku, które w sposób jednoznaczny popiera
legalizację zabijania niewinnych dzieci.
– Pan Arłukowicz partię, która ma w programie legalizację aborcji, porzucił. W
związku z tym mam nadzieję, że jeśli kiedykolwiek podzielał taki pogląd, odcina
się dziś od niego. Daję panu Arłukowiczowi szansę – nie wiem, jak się zachowa.
Tak jak powiedziałem – podchodzę poważnie do tego urzędu i liczę na rozpatrzenie
mojej prośby.
Jest Pan pełnomocnikiem Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej "Stop aborcji",
który zebrał ponad pół miliona głosów poparcia dla projektu ustawy jednoznacznie
chroniącej życie ludzkie. W kwietniu złożył Pan ten projekt do Sejmu. Jaki jest
obecny stan prac nad nim?
– Projekt wraz z podpisami trafił do Sejmu 16 kwietnia. Zgodnie z ustawą o
inicjatywie ustawodawczej, marszałek Sejmu od daty przyjęcia ma trzy miesiące na
to, aby przedstawić Sejmowi projekt ustawy. Pierwsze czytanie powinno odbyć się
do 16 lipca. Chciałbym przy tej okazji serdecznie podziękować wszystkim ludziom
sumienia, którzy złożyli podpisy pod naszym projektem, i wszystkim, którzy
organizowali tę kampanię i w niej pomagali. Teraz naszym głównym celem jest, aby
posłowie zagłosowali za życiem. Jak chcemy to osiągnąć? Będziemy dalej prowadzić
naszą inicjatywę i mamy nadzieję, że ułatwimy im w pewnym sensie podjęcie
właściwej decyzji. Zamierzamy dotrzeć do nich z naszym projektem, który ma
masowe poparcie. Okazuje się, że wielu Polakom los dzieci nie jest obojętny.
Dlatego tak ważne jest, aby na rzecz tej fundamentalnej dla naszego państwa
sprawy uaktywniły się wszystkie media katolickie, ale również wszyscy ludzie,
dla których ochrona życia jest sprawą oczywistą. Należy pamiętać, że spokoju i
ładu społecznego nie zbuduje się na prawie do zabijania niewinnych, na
cywilizacji śmierci.
W chwili gdy składał Pan do Sejmu projekt ustawy wraz z podpisami, zwrócił
się Pan do parlamentarzystów z prośbą o spotkania i rozmowy, dzięki którym
opinia publiczna mogłaby zapoznać się z ich stanowiskiem w sprawie ochrony
życia. Czy już wiadomo, kiedy rozpoczną się te spotkania?
– W tej chwili umawiamy się na spotkania. Z kilkoma posłami mamy już
orientacyjne daty. Zależy nam na tym, aby zaangażować w tę akcję wiele osób, aby
mogła być ona przeprowadzona na dużą skalę. Spodziewam się, że w ciągu dwóch
tygodni ruszymy z akcją spotkań z posłami. Dzięki tej inicjatywie społeczeństwo
dowie się, jakie parlamentarzyści mają stanowisko w sprawie ochrony życia
poczętego. Efekt tych spotkań może wpłynąć na wyniki wyborów parlamentarnych.
Alarmuje Pan w liście do Bartosza Arłukowicza, że "w roku 2009 legalnie
uśmiercono przez aborcję 510 chorych dzieci", co jest wynikiem obecnie
obowiązującej ustawy, określanej nierzadko jako kompromis. Z perspektywy
własnych obserwacji i wielu lat działalności w ruchu pro-life jak Pan uważa: czy
w naszym społeczeństwie zmienił się stosunek do sprawy całkowitej ochrony życia
poczętego?
– Tak w istocie się stało. Twierdzę tak nie tylko z uwagi na to, co obserwuję,
ale również mogę tak powiedzieć na podstawie prowadzonych w tym zakresie badań.
Wynika z nich, że w ostatnich latach nastąpiło znaczne przesunięcie w stronę
życia. To jest bardzo pozytywny sygnał – fakt, że udało nam się zebrać ponad pół
miliona podpisów w tak krótkim czasie, najlepiej świadczy o tym, że coraz więcej
ludzi zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że aborcja nie jest jakimś tam
zabiegiem usuwającym tkanki, ale jest zabójstwem! Oczywiście, mamy świadomość,
że propaganda aborcyjna nadal oddziałuje drogą mainstreamowych mediów. Nie
poddajemy się jednak i widzimy tego wymierne skutki, zwłaszcza dzięki wystawie
"Wybierz życie", którą organizujemy już na dużą skalę od 6 lat. Widziały ją
miliony ludzi. Prawda o tym, czym jest aborcja, dociera więc do coraz większej
liczby osób.
Dziękuję za rozmowę.
