Łukaszenka jest pewny zwycięstwa
Choć w wyborach prezydenckich na Białorusi może wystartować nawet
dziesięciu kandydatów, to chyba nikt z nich nie wierzy w możliwość pokonania
urzędującego prezydenta – Alaksandra Łukaszenki. Widać, że Łukaszenka nie boi
się porażki, ale nie wiadomo, czy Centralna Komisja Wyborcza nie zakwestionuje
niektórych list z poparciem dla pretendentów do prezydenckiego fotela.
Zgodnie z oczekiwaniem na pierwszym miejscu pod względem liczby podpisów
poparcia jest prezydent Alaksandr Łukszenka, który przedstawił ponad 1,1 mln
głosów, a minimalny próg to 100 tysięcy. Drugi jest poeta i przywódca kampanii
społecznej "Mów Prawdę!" Władimir Nieklajew – ponad 160 tys. podpisów. Ponadto z
ramienia organizacji opozycyjnych w szranki wyborcze chcą stanąć: Aleś
Michalewicz, przewodniczący Sojuszu "O modernizację" (120 tys. podpisów),
Jarosław Romańczuk, wiceprzewodniczący Zjednoczonej Partii Obywatelskiej (128
tys.), Witalij Rymaszewskij, przewodniczący partii Białoruska Chrześcijańska
Demokracja (105 tys.), Andriej Sannikow, szef kampanii "Europejska Białoruś"
(150 tys.), i Nikołaj Statkiewicz, przewodniczący Białoruskiej Partii
Socjaldemokratycznej Narodna Hramada (118 tys.). Do CKW zgłosiło się też trzech
kandydatów niezależnych: ekonomista Wiktar Tierieszczenko (122,5 tys. podpisów),
Dmitrij Uss, dyrektor firmy Trivium (111 tys.), i Władimir Prowalskij,
przedsiębiorca z Witebska (109 tys.).
Przypuszcza się, że CKW Białorusi nie zarejestruje wszystkich kandydatów. –
Jeżeli w którymś okręgu wyborczym ponad 15 proc. podpisów będzie nieprawdziwych,
to wszystkie podpisy z tego okręgu zostaną unieważnione – poinformował sekretarz
CKW Nikołaj Łozowik. Zakłada się jednak, że ten etap przejdzie co najmniej
siedmiu kandydatów. Trzeba przyznać, że tym razem władze nie utrudniały
kandydatom zbierania podpisów. Sam Łukaszenka, pewny zwycięstwa, kpił z
opozycji. – Udało im się uzbierać 100 tys. podpisów, ponieważ sam poprosiłem
swój elektorat, by się podpisywał na znak poparcia dla przedstawicieli opozycji
– mówił białoruski przywódca. – Łukszenka nie zebrał 100 tys. podpisów, zrobiła
to za niego administracja – protestowali kandydaci Władimir Nieklajew oraz
Andriej Sannikow.
Wybory prezydenckie będzie obserwować Unia Europejska. I chyba to jest głównym
powodem liberalizmu prezydenta, bo Łukaszenka chce odbudować dobre relacje z
Unią.
Wiesław Sarosiek
