A jeśli Bóg jest?…

Życie ludzkie przypomina górę lodową. Tylko mała jego część znajduje się
ponad powierzchnią wody – reszta jest zakryta. Mały Książę z powiastki Antoine’a
de Saint-Exupéry’ego zwykł mówić, że najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.
Reszta to tajemnica…

Jak "tam" jest? Jak wygląda druga strona życia? Co dalej?… – to często
stawiane pytania. Problem w tym, że nikt z ludzi nie zna na nie odpowiedzi. Z
prostej przyczyny: nikt nie doświadczył życia po śmierci i nie powrócił, aby o
nim opowiedzieć. Z jednym wyjątkiem: dokonał tego Chrystus. Jeśli zatem Jemu –
jako pierwszemu z ludzi – udało się pokonać tę drogę, to tylko On może dać
odpowiedź. Warto więc posłuchać nie pseudonaukowych wywodów czy filozoficznych
teorii, ale Jego opowieści o prawdziwym życiu. To one przecież są główną treścią
Ewangelii. Tutaj też leży zasadnicza trudność w jej przyjęciu: tak dramatycznie
stawiamy wszystko na to, co "widzialne dla oczu", że z pamięci umyka prawda o
wieczności.
Kto miał do czynienia z historią filozofii, z pewnością zetknął się z tzw.
zakładem Pascala. Sformułował on myśl, że zakładając istnienie Boga, nic nie
ryzykujemy. Mamy do zyskania nieskończone życie wieczne (jeśli Bóg jest), a
możemy jedynie stracić marną, skończoną doczesność (jeśli Boga nie ma). Wiara w
Boga bardziej się opłaca niż niewiara, ponieważ ryzykujemy tylko czas życia,
który zazwyczaj jest krótki. Pascal był wielokrotnie krytykowany za
interesowność. Minęły wieki, ale obawiam się, że w wielu z nas taka wiara "na
wszelki wypadek" spokojnie sobie wegetuje. Taka polisa na czarną godzinę…
Tymczasem nie o to chodzi.
Streszczając dzisiejszą Liturgię Słowa, można by powiedzieć, że dotyczy ona
życia. Życia, które po śmierci nie ustanie, ale radykalnie się zmieni, ponieważ
"Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych". Nie zatraci się w nim ludzka
indywidualność, nie będzie polegało na zlaniu się z bóstwem, jak próbują nam
wmawiać różnego rodzaju pseudoreligie. Nie będzie to też żaden łańcuch wcieleń.
Będzie to najbardziej dojmujące doświadczenie. "Zasiewa się zniszczalne – mówi
św. Paweł – powstaje zaś niezniszczalne; sieje się niechwalebne – powstaje
chwalebne; sieje się słabe – powstaje mocne; zasiewa się ciało zmysłowe –
powstaje ciało duchowe" (por. 1 Kor 15, 42-44). Jak to się stanie? Nie wiemy.

Nie tak dawno grupy wojujących ateistów rozklejały w autobusach i na
skrzyżowaniach ulic kilku europejskich miast hasła: "Boga prawdopodobnie nie ma.
Używajcie spokojnie życia". Ciekawe, że słowo "prawdopodobnie" dla wielu stało
się źródłem niepokoju sumienia: a jeśli Bóg jest? Co wtedy?…
Problem w tym, że boga, którego sobie wyobrażają i obalają Clinton Richard
Dawkins, wojujący scjentyści, "na pewno" nie ma. Negują coś, co ich poprzednicy,
oświeceniowi teiści i deiści, wymyślili jako użyteczną, odartą z tajemnicy
hipotezę. Niestety, wielu ludzi daje się wciągnąć w jałowe spory. Zamiast szukać
Prawdy, koncentrują się na przekonywaniu siebie i innych, że ona nie istnieje.
Tymczasem między martwą ideą a "Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba" jest przepaść
nie do przebycia. Nie da się stać po obu jej stronach. Trzeba wybrać brzeg. I od
udzielonej odpowiedzi zależeć będzie kształt przyszłego życia.
 

ks. Paweł Siedlanowski

drukuj