Księża ratujący Żydów

Prezentujemy materiały, które weszły do książki Karola Madaja i Małgorzaty
Żuławnik "Proboszcz getta" (IPN 2010). Jej głównym bohaterem jest ks. Marceli
Godlewski (1865-1945), proboszcz warszawskiej parafii Wszystkich Świętych przy
pl. Grzybowskim. W czasie II wojny światowej kościół znalazł się na terenie
dzielnicy żydowskiej. Dziś skupiamy się na udzielaniu przez ks. Godlewskiego
oraz wikarego ks. Antoniego Czarneckiego (1906-1989) materialnej i duchowej
pomocy Żydom. W 2010 r. "proboszcz getta" został odznaczony medalem Sprawiedliwy
wśród Narodów Świata.

Ksiądz prałat Marceli Godlewski należy do znanych przed wojną kapłanów –
działaczy katolicko-społecznych. Druga wojna światowa zastała sędziwego księdza
na planowaniu zasłużonej emerytury. Ostatnie lata jego życia nie miały być
jednak czasem odpoczynku. Jego parafia wkrótce znalazła się w warszawskim
getcie.
Marceli Godlewski urodził się w 1865 r. w Turczynie niedaleko Grajewa i w wieku
23 lat został wyświęcony na kapłana diecezji augustowskiej. W niedługim czasie
wyjechał na studia do Rzymu, by w roku 1893 zakończyć je doktoratem.
Trzydziestoletni ks. Godlewski został profesorem w warszawskim seminarium i
napisał pierwszy polski podręcznik do archeologii biblijnej. Przede wszystkim
jednak dał się poznać jako sprawny organizator i wszechstronny działacz.
Przejęty wcielaniem w życie katolickiej nauki społecznej, zawartej w encyklice
"Rerum novarum", zakładał stowarzyszenia robotnicze, w tym zwalczane przez
socjalistów Stowarzyszenie Robotników Chrześcijańskich. Propagował wiedzę jako
publicysta, redaktor i wydawca wielu tytułów prasowych, w tym "Kroniki
Rodzinnej" i "Kuryera dla Wszystkich". W swojej działalności stanowczo bronił
narodu polskiego przed zagrożeniami, jakie dostrzegał w tamtej epoce: pijaństwem
niszczącym rodzinę, protestantyzmem odciągającym od katolickiej ortodoksji,
nieuczciwą konkurencją ze strony Żydów oraz "nikczemnym" socjalizmem
"znajdującym się pod komendą żydowsko-pruską" [1].
Kilka dni po swoich pięćdziesiątych urodzinach ksiądz doktor stanął przed nowym
zadaniem: został proboszczem warszawskiej parafii Wszystkich Świętych. Ogromny
kościół i takaż parafia, położona w dzielnicy zamieszkałej w większości przez
ubogich ortodoksyjnych Żydów [2] i polskich robotników, stanowiła znakomite pole
do rozwoju organizacyjnych talentów doświadczonego duszpasterza. Sześćdziesiąte
i siedemdziesiąte urodziny świętował ksiądz prałat w wyremontowanym kościele
razem ze swoimi licznymi nowo powstałymi grupami parafialnymi.
Niemiecka okupacja całkowicie zmieniła oblicze 75-tysięcznej [3] parafii przy
pl. Grzybowskim. Nie chodzi o budynek kościoła, który po bombardowaniach z 12 i
13 września 1939 r. udało się odbudować, choć bez wieży nad prezbiterium. Główna
zmiana w parafii następowała wraz z tworzeniem przez Niemców getta dla Żydów
[4]. Żydowskie społeczeństwo Warszawy, stanowiące około jednej trzeciej
populacji stolicy [5], stłoczono na 2,4 proc. obszaru miasta w nieco ponad
400-hektarowej "dzielnicy" [6]. Gdy w listopadzie 1940 r. odcięto ostatecznie
getto od "strony aryjskiej", pl. Grzybowski znalazł się po drugiej stronie muru,
a parafianie zostali podzieleni na Żydów i Aryjczyków. Polacy pozbawieni dostępu
do swojej świątyni mogli spotykać się odtąd w przerobionym na kaplicę gabinecie
dentystycznym przy ul. Siennej 83 [7] bądź w innych czynnych kościołach. Podobny
los spotkał jeszcze dwie katolickie parafie: kościół Narodzenia NMP na Lesznie
oraz kościół pw. św. Augustyna na Nowolipkach. Katolickie świątynie nie
przestały być jednak potrzebne.

Parafia w getcie
W styczniu 1940 r. w getcie żyło 1540 katolików oraz 221 osób innych wyznań
chrześcijańskich. Szacuje się, że w chwili zamknięcia getta za murami znalazło
się ok. 2 tys. chrześcijan [8]. Z czasem ich liczba w getcie mogła wzrosnąć
nawet do ponad 5 tys. [9]. Ci ludzie, choć sami uważali się przeważnie za
Polaków [10], według hitlerowskich kryteriów rasowych byli Żydami. Ortodoksyjni
wyznawcy judaizmu traktowali ich przeważnie jak apostatów niemających udziału w
społeczności Izraela, natomiast dla syjonistów byli asymilantami, których
należało dla żydostwa odzyskać [11]. Potocznie określano ich mianem mechesów,
czyli "wychrztów". Konwersje z judaizmu na chrześcijaństwo były zauważalnym
zjawiskiem w przedwojennej Polsce. Szerokie było spektrum powodów tych
konwersji: od wyłącznie materialnych po czysto duchowe. Dla karierowiczów
chrzest mógł być trampoliną na stanowiska niedostępne dla Żydów, dla wierzących
był wyznaniem wiary w Jezusa Chrystusa. W Kościele katolickim [12] jedni i
drudzy musieli przejść okres przygotowania do chrztu i ściślejszy niż w
przypadku innych konwertytów egzamin [13]. Taki katechumenat trwał kilka
miesięcy, a chrzest poprzedzało przeprowadzane przez proboszcza dochodzenie w
sprawie szczerości intencji petenta i moralności jego życia prywatnego [14]. Nie
wiadomo, ilu takich konwertytów wyrzekło się w obecności ks. Godlewskiego starej
wiary i przyjęło nową, można jednak przypuszczać, że wielu "napływowych
parafian" Godlewski znał wcześniej przynajmniej ze słyszenia, gdyż takie
postacie, jak profesorowie Ludwik Hirszfeld czy Adam Ettinger, należały do elity
polskiego społeczeństwa.
Część konwertytów została przywieziona do getta, gdyż figurowali na tzw. Liście
Ronikiera. Przewodniczący Rady Głównej Opiekuńczej Adam Ronikier wśród swoich
licznych działań pomagał także ukrywającym się po stronie aryjskiej ochrzczonym
Żydom. Jego lista konwertytów znalazła się w rękach gestapo [15]. Emanuel
Ringelblum [16] i Chaim Aaron Kaplan [17] notują w swoich zapiskach ich przyjazd
do getta pod koniec lutego 1941 roku. Tragiczna sytuacja tej części elity
polskiego społeczeństwa miała, zdaniem Kaplana, wzbudzić przerażenie u Adama
Czerniakowa, przewodniczącego Żydowskiej Rady. Sceptycznie nastawiony do
chrześcijan Kaplan uważał przybyłych na ogromnej przyczepie "ronikierów" za
antysemitów, którzy przejęli całkowicie polskie zwyczaje i sposób życia [18].
Ochrzczeni Żydzi stanowili małą, ale widoczną grupę w getcie [19]. Często
pochodzili z wyższych warstw społecznych i posiadali cenne administracyjne bądź
organizacyjne umiejętności. Nie mógł tego nie zauważyć prezes Czerniakow i
dlatego często zajmowali oni wysokie stanowiska w Judenracie i policji
żydowskiej. Zdaniem Ringelbluma, w policji getta warszawskiego służyło około stu
ochrzczonych Żydów [20]. Ich nadreprezentacja w zarządzie i administracji Gminy
drażniła ortodoksyjnych żydów, którzy sporządzali listy chrześcijan w celu
ograniczenia ich przywilejów [21]. Wzajemna niechęć powodowała podobno nawet
rękoczyny. W jednej z relacji [22] wspomniano incydent, który miał miejsce przed
kościołem Wszystkich Świętych. Grupa uzbrojonych w kije żydowskich ortodoksów
zaatakowała wychodzących z kościoła wiernych. Miała interweniować Służba
Porządkowa z okrzykiem: "Naszych Żydów biją!" [23].
Trudno się zatem dziwić, że wyznawcy Chrystusa z "małego getta" [24] chcieli się
trzymać razem i utworzyli coś w rodzaju dzielnicy w getcie. Chrześcijanie
różnych wyznań, inteligencja oraz inni zasymilowani Żydzi drogą wymiany mieszkań
osiedlali się na ulicach w sąsiedztwie kościoła Wszystkich Świętych [25]. Tych
ludzi ks. Godlewski chciał objąć opieką duszpasterską. Po udanych negocjacjach z
Niemcami o pozostawienie w getcie czynnego kościoła ks. abp Stanisław Gall
zadecydował o utworzeniu parafii dla Żydów katolików [26]. Na wniosek ks.
Godlewskiego warszawski arcybiskup powierzył prowadzenie duszpasterstwa dla
chrześcijan w getcie ks. Antoniemu Czarneckiemu, wikaremu parafii Wszystkich
Świętych [27].
Na podstawie relacji świadków można jednak sądzić, że ks. Godlewski całym sercem
zaangażował się w to dzieło i to on był motorem duszpasterstwa. Ksiądz Czarnecki
nie miał takiego zapału [28] i jedynie wiernie realizował polecenia swojego
77-letniego proboszcza.
Kościół na Grzybowie na dwa lata stał się, być może jedyną na świecie, parafią
oficjalnie przeznaczoną wyłącznie dla chrześcijan pochodzenia żydowskiego. Na
terenie "dużego getta" funkcjonowała jeszcze parafia Narodzenia NMP na Lesznie,
ale nie była oficjalnie zatwierdzonym kościołem dla konwertytów z judaizmu. W
tym kontekście symboliczny jest fakt, że kościół Wszystkich Świętych oraz Wielką
Synagogę na Tłomackiem zaprojektowali, w tym samym monumentalnym
neoklasycystycznym stylu, ojciec i syn, Henryk i Leonardo Marconi [29]. Te dwie
ogromne świątynie znalazły się na terenie getta i obie rozbrzmiewały
liturgicznym – łacińskim i hebrajskim – śpiewem.
Kościół mógł być jednak otwierany tylko na jedną Mszę dziennie, i to zarówno w
tygodniu, jak i w niedzielę, a wierni z getta mogli tam wchodzić jedynie pod
kontrolą niemiecką [30]. Życie parafialne toczyło się więc w budynku plebanii i
na placyku przed nią oraz w parafialnym ogrodzie. W wielu wspomnieniach przewija
się obraz pełnego zieleni i kwiatów ogrodu przy kościele, który w getcie wydawał
się prawdziwą oazą [31].
Na podstawie relacji można przypuszczać, że obaj księża [32] mieli mieszkania na
plebanii oraz inne mieszkania poza gettem. Ksiądz Godlewski mieszkał na stałe w
swoim domu w Aninie i do Warszawy dojeżdżał koleją, a kiedy to nie było możliwe,
szedł pieszo [33]. Ksiądz Czarnecki najprawdopodobniej mieszkał stale na
pierwszym piętrze plebanii [34], choć miał też mieszkanie na Nowym Mieście,
dzięki czemu posiadał przepustkę i mógł codziennie wychodzić za mury getta [35].
Z relacji ks. Józefa Maja, który towarzyszył ks. Czarneckiemu w ostatnich latach
życia, wynika, że ks. Czarnecki "niechętnie" podjął pracę w getcie [36].
Zapytany [37] o powód tej niechęci odpowiedział, że był nim strach.
Przypomnijmy, że za jakąkolwiek pomoc okazaną Żydom groziła w okupowanej Polsce
kara śmierci, a księża nie byli grupą, której by to nie dotyczyło. Młody kapłan,
poza w pełni uzasadnionym strachem o własną głowę, mógł odczuwać, nieporównanie
mniejszy, lęk przed "teologiczną konfrontacją" z "nowymi parafianami" [38].
Nie wiemy, jakie uczucia towarzyszyły ks. Godlewskiemu, gdy władza kościelna
dała mu do wyboru pozostanie na probostwie w getcie albo objęcie parafii po
"stronie aryjskiej" [39]. Ze wspomnień o nim i jego działalności możemy wnosić,
że przyjął posługę wśród "nowych" parafian jako wolę Bożą.
W zdecydowanej większości relacji o ks. Godlewskim pojawiają się wzmianki o jego
przedwojennym "bojowym antysemityzmie" [40]. Jako pierwszy użył tego
sformułowania prof. Ludwik Hirszfeld w swojej, napisanej w 1943 r. i będącej
najczęściej cytowanym źródłem na temat ks. Godlewskiego, książce "Historia
jednego życia" [41]. Po Hirszfeldzie z zarzutem antysemityzmu rzadko
polemizowano. Choć sam zainteresowany nie czuł się antysemitą [42], anonimowa
mieszkanka plebanii określiła go mianem "żydożercy" [43]. Nawet jego najbliższy
współpracownik, ks. Czarnecki, przyznał, że proboszcz znany był z "niechętnego
nastawienia" do Żydów [44].
W tym kontekście łatwiej nam będzie zrozumieć wzmianki o "nawróceniu" ks.
Godlewskiego. Profesor Hirszfeld napisał: "Prałat Godlewski. Gdy wspominam to
nazwisko, ogarnia mnie wzruszenie. Namiętność i miłość w jednej duszy. Ongiś
bojowy antysemita, kapłan wojujący w piśmie i słowie. Ale gdy los zetknął go z
tym dnem nędzy, odrzucił precz swoje nastawienie i cały żar swego kapłańskiego
serca poświęcił Żydom. (…) Nie tylko myśmy go cenili. (…) prezes Gminy
Czerniaków (…) opowiadał, jak się prałat rozpłakał w jego gabinecie, gdy mówił
o żydowskiej niedoli i jak się starał pomóc i tej niedoli ulżyć. I mówił prezes
Rady Żydowskiej, że ten ksiądz, były antysemita, więcej serca Żydom okazywał niż
kler żydowski, któremu obca była idea pocieszyciela ogółu" [45]. Również ks.
Czarnecki uważał, że jego proboszcz zmienił swoje nastawienie wobec Żydów w
zetknięciu z ogromem ich cierpienia [46]. Ksiądz Godlewski był naocznym
świadkiem wydarzeń, obok których nie można było przejść niezmienionym, zwłaszcza
jeżeli miało się taką społeczną wrażliwość jak on.
Nie ma bezpośredniej relacji ks. Godlewskiego o motywach, jakimi się kierował w
getcie warszawskim. Wnioski na ten temat można więc formułować na podstawie
tego, co robił.
Ksiądz Godlewski, jak sam przyznawał, był typem społecznika, który "w swojej
gorliwości wnika obok duchowych i w materialne potrzeby swoich parafian" [47].
Ekstremalna sytuacja w getcie wymagała adekwatnej reakcji. Parafianie w
pierwszej kolejności potrzebowali chleba i dachu nad głową. Proboszcz dysponował
dużym piętrowym budynkiem plebanii. Zamieszkało w nim około stu osób. Obok Żydów
katolików mieszkali tam także Żydzi nieochrzczeni. Obydwie grupy będą dalej
nazywane, za Hirszfeldem, "parafianami". Około połowy mieszkańców parafii
stanowili ludzie spośród inteligencji i ci zajmowali głównie mieszkania w
budynku plebanii, zaś w budynkach bocznych mieszkała "biedota żydowska, drobni
kupcy, robotnicy bez stałego zajęcia i szmuglerzy" [48]. Zalewski-Zamenhof
tłumaczy dużą liczbę inteligencji świadomym działaniem ks. Godlewskiego, który
miał sobie postawić za cel opiekę nad znanymi rodzinami należącymi do elity
polskiego społeczeństwa [49].
Niewiele wiemy o wzajemnych relacjach mieszkańców plebanii. Hermelin podaje, że
mimo relatywnie dobrej sytuacji mieszkaniowej i żywieniowej plebania nie była
wolna od wzajemnych niesnasek [50]. Niewiele w tym mogła zmienić rada
parafialna, w skład której wchodzili m.in.: dr Jakub Wienkiper-Antonowicz, dr
Julian Goldberg-Górecki, mec. Mieczysław Adam Ettinger, Rudolf Hermelin i
Bronisława Pfau [51]. Wspomnianą "dobrą" sytuację żywieniową przypisywano
zapobiegliwości ks. Godlewskiego [52]. W wielu relacjach wymieniana jest kuchnia
parafialna, która uratowała niejedną osobę przed śmiercią głodową. Zdaniem
Hermelina, korzystała ona z przydziałów Żydowskiego Towarzystwa Opieki
Społecznej [53]. Inaczej twierdzi ks. Czarnecki przypisujący działanie kuchni
kontaktom z archidiecezjalną Caritas.
Caritas miała przekazywać do parafii pomoc pieniężną i w naturze, która, mimo że
legalna, była czasem konfiskowana [54]. Trochę żywności udawało się przemycać w
teczkach księżom Godlewskiemu i Czarneckiemu, często przechodzącym przez "wachę"
[55]. Relacje Hermelina i ks. Czarneckiego są mniej więcej zgodne co do liczby
wydawanych posiłków. Prowadzona przez Bronisławę Pfau, a później przez Dionizego
Gelbarta jadłodajnia rozdawała około stu porcji dziennie [56]. Jednodaniowe
posiłki przeznaczone były w pierwszym rzędzie dla ubogich Żydów katolików,
jednak kuchnia wydawała także jedzenie nieochrzczonym Żydom [57]. Choć liczba
utrzymywanych w ten sposób przy życiu osób pokrywa się z liczbą "parafian",
relacje sugerują, że posiłki rozdawane były potrzebującym także spoza plebanii.
Stołówka funkcjonowała w ten sposób około roku. Swoją działalność zakończyła po
ogłoszeniu przez Niemców, w początkach grudnia 1941 r., kary śmierci za pomoc
Żydom. Po tej dacie pomoc żywnościowa udzielana była już tylko indywidualnie i
opierała się na przemycie "drugiego śniadania" [58].
Mieszkańcy getta mieli możliwość przystępowania do prawie wszystkich
sakramentów, z wyjątkiem tych, które wymagały obecności biskupa. Z relacji
wynika, że wierni przyjmowali Eucharystię, sakrament pokuty i pojednania,
małżeństwa, namaszczenia chorych. Udzielano też chrztu, co wśród ortodoksyjnych
żydów mogło wywoływać największe kontrowersje.
Ksiądz Czarnecki wspomina, że wiele osób przystępowało do Komunii św. Wśród nich
wymienia m.in. profesora kryminologii UW Mieczysława Adama Ettingera [59]. Dużą
liczbę praktykujących katolików potwierdza także Ludwik Hirszfeld, pisząc, że
nawet codzienna Liturgia cieszyła się popularnością. Wiernych nie odstraszał
nawet chłód częściowo zniszczonego kościoła [60]. Z pewnością dużo cieplej było
podczas Mszy św. niedzielnej. Wtedy ludzie gromadzili się w kościele z różnych
motywów. W tłumie obok katolików można było znaleźć mieszkających w pobliżu
chrześcijan innych wyznań, "katolików", którzy ochrzcili się tylko "dla
interesu", a nawet nieochrzczonych, zasymilowanych Żydów, którzy uczestnicząc we
Mszy św., chcieli zamanifestować swoje przywiązanie do polskiej tradycji [61].
Wielu przekraczających próg świątyni Żydów zdejmowało z ramion swoje opaski z
gwiazdą Dawida, by choć przez półtorej godziny poczuć się znowu częścią
polskiego społeczeństwa. Z pewnością wyjątkowe były te liturgiczne zgromadzenia,
w których "religijni geniusze" [62] modlili się wspólnie z tymi, którzy nie
bardzo wiedzieli, kiedy uklęknąć, a kiedy usiąść [63].
Trudno oszacować, ilu ludzi słuchało niedzielnych kazań ks. Godlewskiego. Czy
"bardzo wielu" to 200 osób, czy może raczej 2 tysiące? Ksiądz Czarnecki wspomina
jedną niedzielę, 26 lipca 1942 r., kiedy to, na kilka dni przed likwidacją
getta, w kościele zgromadziły się prawdziwe tłumy [64]. W tym największym
kościele Warszawy śmiało mogło pomieścić się 3-4 tys. ludzi [65]. Była to
oczywiście wyjątkowa niedziela. Wydaje się jednak, że uczestników spotkań z
Bogiem i polskością należy liczyć raczej w tysiącach niż setkach.
Nie bez przyczyny wspomniano o polskości, gdyż – jak pisze Hirszfeld – słuchaczy
intelektualistów najbardziej wzruszały i napełniały otuchą śmiałe kazania
dotyczące Ojczyzny [66]. Słuchając homilii, wierni niepokoili się o życie
księdza prałata [67]. Co było w tych kazaniach, że za ich głoszenie groziła
śmierć? Nie zachowały się żadne zapisy, jednak na podstawie relacji prof.
Hirszfelda i ks. Czarneckiego [68] można podjąć próbę rekonstrukcji podstawowych
elementów nauczania ks. Godlewskiego w getcie warszawskim. Ksiądz prałat
nawiązywał do sytuacji zebranych, opowiadając o cierpieniach Jezusa Chrystusa. W
tym duchu aktualizował pieśń o cierpiącym słudze Jahwe z Księgi Izajasza. Prałat
głosił naukę o Synu Bożym, który z miłości do człowieka złożył na krzyżu ofiarę
ekspiacyjną. Dokonane wtedy odpuszczenie win może stać się udziałem wszystkich
grzeszników, nie tylko tych prześladowanych przez niemieckiego okupanta, ale i
samych oprawców. Grzesznik, niezależnie od narodowości, musi zrobić jedno:
wyznać swoją winę i zwrócić się do Najwyższego o przebaczenie. Przedstawienie
prośby o zbawienie najlepiej powierzyć Maryi [69]. Ona jest nie tylko Matką
Boga, lecz także Matką wszystkich ludzi.
Matką jest też Polska. Ona czasem bywała dla swoich dzieci, zwłaszcza tych
żydowskich, niesprawiedliwa, niekiedy w zapamiętaniu je krzywdziła, ale w głębi
serca kochała je i pragnęła ich dobra. Dzieci powinny matce przebaczyć i
odpłacić miłością za miłość. To miłość do Ojczyzny tworzy więź narodową. Mało
ważna jest rasa czy pochodzenie społeczne. Człowiek staje się Polakiem dzięki
szlachetnej postawie wobec Polski. Zajętą przez hitlerowców Ojczyznę można
odzyskać tylko dzięki "wspólnemu ukochaniu". Ukochaniu nie tylko bliskich, ale i
"tych ludzi potwornych", którzy nie mają nic, za co można by ich było kochać.
Dla miłości warto cierpieć, gdyż takie cierpienie prowadzi do wolności.
"Postawny mężczyzna o siwych włosach i okrągłej dobrej twarzy" stojący na
ambonie "miał w wyglądzie coś szlachetnego" [70]. Gdy namiętnie rzucał słowa,
przypominał zebranym ks. Piotra Skargę z obrazów Matejki [71]. Ortodoksyjni
żydzi nie mogli, na poziomie dogmatycznym, zgodzić się z prezentowaną katolicką
teologią. Z pewnością nie byli też zwolennikami odciągania żydów od judaizmu i
mogli mylnie interpretować niektóre słowa ks. Godlewskiego [72]. Nie wydaje się
jednak, by z ich strony groziło księdzu proboszczowi jakieś niebezpieczeństwo.
Za to niemieckim okupantom jego słowa o polsko-żydowskim braterstwie w miłości
do Polski z pewnością mogły się wydać wrogie i to prawdopodobnie ich reakcji
najbardziej bali się słuchacze.
W parafii Wszystkich Świętych działał chór założony przez ks. Czarneckiego.
Dyrygował nim student szkoły muzycznej Andrzej Dobrowolski. Z pewnością "w
każdym zakątku" unosił się "duch patriotyzmu" niesiony słowami zabronionej przez
okupanta pieśni "Boże, coś Polskę" [73].
Poza Eucharystią w getcie udzielane też były inne sakramenty. Sakrament pokuty,
choć źródła zachowują w tej sprawie właściwą dyskrecję, należał do oczywistych
posług duszpasterskich i mieścił się zapewne w tym, co Hirszfeld nazywa
"pocieszaniem i pokrzepianiem" [74]. Grono osób przystępujących do Komunii św.
świadczy o tym, że sakrament pokuty był udzielany.
Ksiądz Czarnecki wspomina w swojej relacji, że kilka par zawarło sakramentalny
związek małżeński [75]. Wikary zaznacza, że były to skromne uroczystości w
gronie przyjaciół i bliskich. Jachiel Górny w raporcie dla Ringelbluma opisał
ślub w kościele na Lesznie. Przedstawiony przez niego obraz spacerujących po
ścieżkach przykościelnego ogródka odświętnie ubranych ludzi, wesoło
rozmawiających z księdzem można z pewnym prawdopodobieństwem odnieść również do
parafii przy pl. Grzybowskim.
Według relacji ks. Czarneckiego sakramentem, któremu towarzyszyła szczególna
łaska stanu, było namaszczenie chorych zwane dawniej ostatnim namaszczeniem.
Ksiądz Godlewski powierzył trudne zadanie bezpośredniego przygotowania wiernych
na spotkanie z Bogiem swojemu wikaremu. Udzielanie w getcie ostatniego
namaszczenia wymagało dużej odporności psychicznej. By dotrzeć z wiatykiem i
świętymi olejami do chorych parafian, trzeba było opuścić bezpieczny teren
przykościelny i chodzić ulicami pełnymi trupów [76]. Z faktu, że właśnie widok
ludzkich zwłok był dla młodego księdza najbardziej wstrząsającym wspomnieniem z
udzielania tego sakramentu, można wnioskować, że w najbliższej okolicy kościoła
nie praktykowano potajemnego nocnego wynoszenia martwych ciał. Widok ludzi
umierających na dur plamisty też był wstrząsający. W czasie gdy ks. Czarnecki
wypowiadał słowa formuły sakramentu: "Przez to święte namaszczenie…", i
kciukiem znaczył chore ciało, po pościeli spacerowały sznureczki śmiercionośnych
insektów [77].
W getcie odbywały się także katolickie pogrzeby. Uczestnicy pogrzebu brali
udział w nabożeństwie i mogli towarzyszyć trumnie do bramy getta. Tam żegnali
się ze zmarłym. Na cmentarz Bródnowski mogli udać się tylko księża posiadający
przepustki [78]. Ostatnią posługę wypełnili księża parafii Wszystkich Świętych
m.in. wobec nieznanej z imienia pani Czarnogórskiej, Zygmunta Pfaua [79] oraz
Feliksy Birbaumowej [80].
Udzielanie sakramentów i nabożeństwa stanowiły posługę duszpasterską wobec
żydowskich katolików w getcie i jako takie nie budziły większych kontrowersji.
Najbardziej problematyczny był natomiast sakrament chrztu świętego. Do jego
przyjęcia zgłaszały się przeważnie osoby dorosłe będące wcześniej wyznawcami
judaizmu.
Motywacje Żydów przechodzących na chrześcijaństwo były różne. Ksiądz Czarnecki
był ostrożny w ich ocenie [81]. Chrzty często tłumaczono pragmatyzmem.
Czerniakow zapisał zdanie jednego z ochrzczonych, że "chrzest jest jak wygodne
miejsce w tramwaju" [82]. Wielu Żydów w getcie uważało, że konwertyci będą
lepiej traktowani przez niemieckiego okupanta. Nie było to jednak prawdą. Dla
Niemców neofici pozostawali Żydami i w niczym nie zmieniało to ich stanowiska
prawnego. Dla Żydów mechesi byli odszczepieńcami i, jak już wspomniano, nie
mieli wcale łatwych relacji ze swoimi rodakami. Gdy padł rozkaz wyznaczenia
transportów do Treblinki, jednym z pierwszych pojechali między innymi katolicy
[83]. Jeżeli chrzest był "wygodnym miejscem w tramwaju", to ten tramwaj jechał w
tym samym kierunku, co całe getto.
Mieszkańcy getta nie znali końca swojej historii i często żyli złudzeniami.
Śmiało można przyjąć, że duża część neofitów przyjmowała chrzest, gdyż liczyła
na uratowanie życia. Po stronie aryjskiej do oszukania Niemców czasem
wystarczyła znajomość pacierza i katechizmu [84]. Jednak, jak informował papieża
29 sierpnia 1942 r. ks. abp Andrzej Szeptycki, greckokatolicki metropolita
Lwowa, nie wszyscy neofici kierowali się wyłącznie pragmatyzmem [85]. Wiadomość
tę potwierdza Ludwik Hirszfeld. Profesor wiele razy występował w roli ojca
chrzestnego dla swoich uczniów i wierzył w szczerość motywów oraz autentyczną
wiarę nowo ochrzczonych. Jego zdaniem, pociągał ich urok religii miłości,
religii ich polskiej Ojczyzny [86].
Niezależnie od motywów do chrztu zgłaszało się bardzo wielu ludzi. Przeważnie
byli to członkowie inteligencji i ludzie dorośli [87]. W większości mężczyźni,
choć nie brakowało kobiet i całych rodzin. Młodzież do 18. roku życia chrzczono
wyłącznie za zgodą rodziców [88]. Ksiądz Czarnecki wspomina, że z aprobatą ks.
abp. Stanisława Galla, zasłużonego w ratowaniu księży pochodzenia żydowskiego,
prowadzono w parafii Wszystkich Świętych szybkie, sześciotygodniowe kursy
przygotowawcze do sakramentu chrztu. Katechezy dla katechumenów odbywały się na
placyku przed plebanią. Przed niewielką figurą Matki Bożej Niepokalanej [89]
stały wtedy trzy ławki, które nie były w stanie pomieścić kilkunastu słuchaczy.
Takich kursów zakończonych egzaminem, po którym następował uroczysty obrzęd
chrztu, odbyło się kilka [90]. Gdyby takie kursy odbywały się nie kilkakrotnie,
jak twierdzi w swojej relacji z 1973 r. ich prowadzący, lecz bez przerwy, aż do
likwidacji "małego getta", i gdyby w każdym wzięło udział 20 osób, to i tak
liczba katechumenów nie przekroczyłaby 300. Skąd więc biorą się liczby 5 czy 7
tys. Żydów przyjętych w ten sposób do Kościoła, które padły w 1986 r. w rozmowie
ks. Czarneckiego z ks. Wieteską, a której świadkiem i przekazicielem był ks.
Maj? Być może winne były, wspominane w relacji, braki w pamięci ks. Czarneckiego
[91], a może poza kursem sześciotygodniowym odbywały się także kursy
przyspieszone, o których nie wspomniał ich prowadzący w roku 1973. Wzmiankę o
takim przyspieszonym kursie znajdujemy w relacji ks. Maja. Pisze on, że wobec
ekstremalnych warunków panujących w getcie, za zgodą warszawskiej Kurii
Metropolitalnej, do przyjęcia chrztu wystarczyło złożenie przez kandydata
wyznania wiary, wola przyjęcia chrztu i obecność przynajmniej jednego świadka
[92]. Sam ks. Czarnecki w roku 1986 miał powiedzieć, że do grona ochrzczonych
najwięcej ludzi przyjął po rozpoczęciu likwidacji getta [93]. Jeżeli uznać, że
faktycznie tak było, to w czasie likwidacji musiałyby się odbywać jakieś masowe
obrzędy chrztu, o których nie zachowały się wzmianki w źródłach. Hirszfeld
wspomina tylko, że tuż przed oddaniem przepustki do getta ks. Czarnecki w
niebezpieczeństwie śmierci zgodził się ochrzcić młodego prawnika Tadeusza
Edelmana [94]. Możliwe, że w tym czasie odbyło się więcej przyspieszonych
chrztów według zasady in articulo mortis, nic jednak nie potwierdza informacji o
tysiącach takich praktyk. Wydaje się, że liczby 5 i 7 tys. prawdopodobnie nie
dotyczyły katechumenów w parafii Wszystkich Świętych, lecz albo liczby
fałszywych metryk chrztu [95], albo też ogólnej liczby chrześcijan w getcie
warszawskim. Takie liczby mogły też pojawić się w kontekście pojemności kościoła
pw. Wszystkich Świętych i przypuszczalnej liczby uczestników Mszy św. z 26 lipca
1942 roku. Jednak zdaniem ks. Zygmunta Króla, wieloletniego proboszcza parafii
Wszystkich Świętych, kościół jest pełny przy 3 tys. osób, a przy 4 tys. można
mówić o "wielkim niespodziewanym" tłumie, jaki widział z ambony ks. Czarnecki
[96]. W tej liczbie potencjalnych uczestników Mszy św. znaleźli się nie tylko
nowo ochrzczeni, ale także "starzy konwertyci" oraz sympatycy polskości. Wydaje
się, że prawdziwych katechumenów mogło być co najwyżej kilkuset.
Pod koniec lipca 1942 r. ks. Godlewski wezwał z urlopu ks. Czarneckiego
lakonicznym telegramem: "Wracaj – likwidują getto" [97]. Z relacji wiadomo, że
ostatnia Msza św. została odprawiona w dziewiątą niedzielę po Zesłaniu Ducha
Świętego [98], która w 1942 r. wypadała 26 lipca [99]. Pośród ogromnego tłumu
zgromadzonego w świątyni wyczuwało się powagę chwili. Odczytywano wtedy w
kościołach następujący fragment z Ewangelii: "W on czas: Gdy się przybliżył
Jezus do Jerozolimy, patrząc na miasto, głośno nad niem zapłakał mówiąc: O
gdybyś i ty w tym właśnie dniu twoim poznało to, co ci pokój przynosi, teraz
jednak zakryte jest to przed oczyma twemi! Albowiem przyjdą na cię dni, a
nieprzyjaciele twoi otoczą cię wałem, i oblegną cię, i ścisną cię zewsząd; a
ciebie i twe dziatki, które są w tobie, powalą o ziemię i nie pozostawią w tobie
kamienia na kamieniu; ponieważ nie poznałoś czasu nawiedzenia twego!" (Łk 19,
41-44) [100]. Tego dnia w kościele Wszystkich Świętych homilia nie była
potrzebna. Jak wspomina ks. Czarnecki, sam Zbawiciel przemówił "potężnie i
przejmująco", a w świątyni rozległ się wielki płacz i lament [101].
W poniedziałek, 27 lipca, miało miejsce rozczulające pożegnanie. Profesor
Hirszfeld zapamiętał chwilę, gdy ks. Czarnecki przekazywał rozkaz zamknięcia
kościoła oraz oddania kluczy i księżowskich przepustek. Parafianie mieli wtedy
wrażenie, że otwiera się pod nimi otchłań. Wszyscy płakali, czuli, że jest to
nie tylko ostatnie spotkanie z duszpasterzem, ale także pożegnanie z życiem.
Wtedy w niebezpieczeństwie śmierci miał się odbyć chrzest Tadeusza Edelmana
[102]. Potem ks. Czarnecki przeniósł Najświętszy Sakrament do kaplicy na Sienną
83 [103].
Być może tego samego dnia ksiądz zdemontował figurę Matki Bożej, świadka
duchowych przemian mieszkańców getta, i uroczyście odprowadzany przez parafian
wyszedł na zewnątrz. Żandarmi nie zaczepiali tej maryjnej "procesji" [104].
Niedługo potem, 6 sierpnia, plebania została zniszczona, a pozostający w getcie
parafianie zapędzeni na Umschlagplatz i wywiezieni do Treblinki [105].
Nie wszyscy żydowscy katolicy zginęli. Z pomocą księży części udało się uciec,
niektórym wprost w ostatniej chwili. Zdarzało się, że po wielu zakrętach losu
znów spotykali swoich duszpasterzy [106]. Po wojnie biblijna "reszta" parafian
wróciła do swoich zawodów i rozpoczęła "normalne" życie w Polsce Ludowej. Według
niepotwierdzonych informacji ks. Maja niektórzy parafianie po latach spotkali
się w Izraelu i dali początek grupie hebrajskich katolików używającej w liturgii
języka hebrajskiego. Zdaniem ks. Maja, o. Daniel Rufeisen, duszpasterz
hebrajskich katolików, prowadził dalej to, co zaczęli księża w parafii
Wszystkich Świętych, ale to właśnie księży Godlewskiego i Czarneckiego należy
uznać za ojców tej nowej drogi w Kościele katolickim [107].
Kwestią wymagającą osobnego omówienia jest ściśle ratownicza działalność ks.
Marcelego Godlewskiego. Ksiądz prałat nie ograniczał się bowiem tylko do
duszpasterstwa. Działalności konspiracyjnej ks. Godlewskiego w Warszawie,
zarówno przed likwidacją getta, jak i po niej, poświęcono specjalny rozdział w
książce "Proboszcz getta". Jest w nim mowa o zaangażowaniu w przemyt i ukrywanie
osób pochodzenia żydowskiego, współpracę w dziele ratowania Żydów ze
Zgromadzeniem Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi oraz żołnierzami ZWZ-AK.
Pokazano też, jak ks. Godlewski organizował siatkę producentów fałszywych metryk
chrztu. Intensywność tych i innych działań ratowniczych z chwilą likwidacji
getta wcale nie zmalała, lecz wręcz wzrosła.

 


Przypisy:
1 M. Godlewski, Stajemy na placówce, "Kuryer dla Wszystkich" 1914, nr 1, s. 1.
2 Więcej o żydowskim charakterze pl. Grzybowskiego można przeczytać w: P.
Paziński, Plac w sercu Warszawy, "Midrasz" 2007, nr 127, s. 9-11.
3 A. Czarnecki, Parafia Wszystkich Świętych, [w:] Za to groziła śmierć. Polacy z
pomocą Żydom w czasie okupacji, red. Władysław Smólski, Warszawa 1981, s. 206.
4 Wyczerpujące informacje na temat getta można znaleźć w: B. Engelking, J.
Leociak, Getto warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście, Warszawa 2001.
5 P. Dembowski, Chrześcijanie w getcie warszawskim. Epitafium dla zapomnianych,
Włocławek 2008, s. 58.
6 Potem jeszcze liczba ludności getta wzrastała w wyniku przesiedleń. Getto
Warszawskie, [w:] Polski słownik judaistyczny, t. 1, red. Z. Borzymińska, R.
Żebrowski, Warszawa 2003, s. 475.
7 A. Czarnecki, Parafia…, s. 206.
8 B. Engelking, J. Leociak, Getto…, s. 620; P. Dembowski, Chrześcijanie…, s.
80.
9 P. Dembowski, Chrześcijanie…, s. 80.
10 Prof. Hirszfeld napisał: "Nie znałem Żydów i nie wiedziałem, jak się trafia
do ich serc. (…) Obcy temu narodowi. Odrzucony przez tłum jako chrześcijanin",
L. Hirszfeld, Historia jednego życia, Warszawa 2000, s. 202-203.
11 P. Dembowski, Chrześcijanie…, s. 111.
12 Częste były konwersje na protestantyzm, z powodu prowadzonej przez
protestantów misji wśród Żydów (W. Benedyktowicz, Nasi starsi bracia w wierze,
"Pielgrzym Polski" 1995, nr 673, s. 12; por. D. Pałka, Kościół katolicki wobec
Żydów w Polsce międzywojennej, Kraków 2006, s. 315).
13 D. Pałka, Kościół katolicki…, s. 315.
14 Ibidem…, s. 323-324.
15 Zdaniem Petera Dembowskiego (Chrześcijanie…, s. 63) okoliczności tego
przecieku nie zostały ostatecznie zbadane. W znajdującym się w zbiorach ANN
Raporcie z Getta dla Delegatury Rządu Polskiego na uchodźstwie znalazł on
notatkę sporządzoną 25 IV 1941 przez "Lilkę": "Stefan Idzikowski albo Idźkowski,
żydowskiego pochodzenia, pracownik warszawskiego oddziału RGO, jest podejrzany o
przekazanie Niemcom listy ochrzczonych Żydów, którzy pozostali po aryjskiej
stronie Warszawy".
16 E. Ringelblum, Kronika getta warszawskiego. Wrzesień 1939-styczeń 1943,
Warszawa 1988, s. 236.
17 P. Dembowski, Chrześcijanie…, s. 50.
18 Za: P. Dembowski, Chrześcijanie…, s. 115.
19 B. Engelking, J. Leociak, Getto…, s. 622.
20 E. Ringelblum, Kronika…, s. 246.
21 P. Dembowski, Chrześcijanie…, s. 84-85; lista ważnych urzędników neofitów w
Judenracie podana za Adlerem, s. 106. Ringelblum przytacza komentujący tę
sytuację dowcip z getta: "Chcesz otrzymać posadę w gminie żydowskiej, no to
wychrzcij się" (Kronika…, s. 327).
22 W relacji z Yad Vashem Stanisław Gajewski przekazuje tę informację usłyszaną
od Milejowskiego; B. Engelking, J. Leociak, Getto…, s. 622.
23 Może właśnie wtedy jeden z nich krzyknął: "Precz z Żydami!" (E. Ringelblum,
Kronika…, s. 246).
24 "Małym gettem" nazywano część zamkniętej dzielnicy po południowej stronie
ulicy Chłodnej. Z "dużym gettem" rozciągającym się na północ od ul. Chłodnej
połączone było jedynie wąskim przesmykiem skrzyżowania Żelaznej z Chłodną.
Komunikacja między tymi dwoma częściami getta była utrudniona.
25 A. Czarnecki, Parafia…, s. 207.
26 F. Stopniak, Katolickie duchowieństwo w Polsce i Żydzi w okresie niemieckiej
okupacji, [w:] K. Dunin-Wąsowicz (red.), Społeczeństwo polskie wobec
martyrologii i walki Żydów w latach II wojny światowej. Materiały z sesji w
Instytucie Historii PAN w dniu 11 III 1993 r., Warszawa 1996, s. 27.
27 A. Czarnecki, Parafia…, s. 206. Autorowi nie udało się dotrzeć do
oficjalnego dokumentu zatwierdzającego ks. Czarneckiego na to stanowisko. Z
ustnego przekazu warszawskiego duchowieństwa wynika, że był to jedyny taki
przypadek w Polsce, gdyż w innych gettach nie było czynnych kościołów.
28 "Był to ksiądz młody, nie miał tego namiętnego stosunku do życia co prałat,
ale posiadał słodycz i dobroć kapłana. Był przez wszystkich lubiany i szanowany.
A jego miły i serdeczny sposób bycia działał kojąco" (L. Hirszfeld, Historia…,
s. 254).
29 P. Dembowski, Chrześcijanie…, s. 77.
30 J. Maj, O Matce Bożej z Getta Warszawskiego i o pracy tam ks. Antoniego
Czarneckiego, [w:] J. Maj (red.), Usiłowałem tym ludziom pomóc, Warszawa-Kielce
2004, s. 45, nieco inne dane podaje w swojej relacji R. Hermelin: "Zasadniczo
kościół był czynny 3 razy w tygodniu. W niedzielę zbierało się do 100 (stu)
wiernych" (R. Hermelin, Bez tytułu, Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego
349/2610, s. 26).
31 R. Dobrzyński, Ulica Zamenhofa. Rozmowa z wnukiem twórcy języka esperanto,
Bielsko-Biała 2001, s. 143.
32 Według niektórych dokumentów posługę duszpasterską w parafii pełnił jeszcze
ks. Tadeusz Nowotko (J. Doliwa Śledziński, Warszawskie getto żydowskie i kościół
Wszystkich Świętych na placu Grzybowskim, AŻIH 301/6010, s. 1-3; Z. Król,
Relacja, AŻIH 349/2610, s. 41). We wspomnieniach jednak wymieniani byli
wyłącznie ks. Godlewski i ks. Czarnecki.
33 R. Hermelin, Bez tytułu, s. 26.
34 A. Czarnecki, Parafia…, s. 207.
35 J. Maj, O Matce Bożej…, s. 44-45.
36 J. Maj, O Matce Bożej…, s. 44.
37 Autor przeprowadził z ks. Józefem Majem wywiad 4 sierpnia 2008 r.
38 Niedługo przed swoją śmiercią w 1989 r. ks. Czarnecki opowiadał swojemu
następcy o specyficznych problemach duszpasterskich "żydowskich katolików".
Cechował ich "ogromny indywidualizm" i świetna znajomość Starego Testamentu.
Obrona chrześcijańskiego monoteizmu była dla nich sprawą najistotniejszą.
Jednocześnie wykazywali "nieco protestanckie" podejście do Maryi. Ksiądz
Czarnecki wspominał swoje trudności w tłumaczeniu podstawowych zagadnień
mariologii takich jak Niepokalane Poczęcie NMP. Maryję traktowali "bardziej
historycznie niż mistycznie" (J. Maj, O Matce Bożej…, s. 50-51; wywiad z ks.
J. Majem z 4 sierpnia 2008 r.).
39 Ks. J. Maj, Notatka o ks. Antonim Czarneckim, AŻIH 349/2610, s. 46-47.
40 L. Hirszfeld, Historia…, s. 253.
41 Zainteresowanym życiem tego wybitnego naukowca, którego jeszcze wiele razy
będziemy przywoływać, można polecić książkę: W. Kozuschek, Ludwik Hirszfeld
(1884-1954). Rys życia i działalność naukowa, Wrocław 2005.
42 Niedługo po objęciu probostwa tak bronił się przed zarzutem antysemityzmu:
"Czyż jednak słyszał kto, abym kiedykolwiek wystąpił z nienawiścią do żydów? Czy
wskażą mi choć jeden artykuł, w którym mogliby się dopatrzyć czegoś niezgodnego
z nauką Chrystusową? Nie, zadaniem mojem było i jest, jako kapłana i obywatela
kraju, uczyć, że kochać bliźniego jak siebie samego, to nie znaczy, abyśmy mieli
dla obcych i wrogich sobie przybyszów samobójstwa się dopuszczać lub oddać w ich
ręce ziemię i domy nasze, a samym do Ameryki wywędrować. Dzwonienie na trwogę,
gdy niebezpieczeństwo nam zagraża ze strony żydów; chyba nie może być wzięte za
nienawiść względem nich" [pisownia oryginalna] (M. Godlewski, Nie czyń tego
nikomu, co tobie nie miło, "Kuryer dla Wszystkich" 1915, nr 102, s. 1).
43 Anonim, Wspomnienie o prałacie Godlewskim, AŻIH 349/2610, s. 21.
44 A. Czarnecki, Parafia…, s. 207.
45 L. Hirszfeld, Historia…, s. 253-254.
46 A. Czarnecki, Parafia…, s. 207.
47 M. Godlewski, Praca pasterska na parafii w czasach obecnych, "Wiadomości
Archidiecezjalne Warszawskie" 1918, nr 10, s. 402.
48 R. Hermelin, Bez tytułu…, s. 24.
49 R. Dobrzyński, Ulica Zamenhofa…, s. 141.
50 Hermelin oskarżał np. B. Pfau o kradzież żywności (R. Hermelin, Bez
tytułu…, s. 26).
51 A. Czarnecki, Parafia…, s. 207.
52 Hirszfeld pisał: "[Godlewski] stał na czele Caritasu dzielnicy. I kazał
rozdawać zupę bez względu na to, czy głodny jest chrześcijaninem czy Żydem" (L.
Hirszfeld, Historia…, s. 254).
53 R. Hermelin, Bez tytułu…, s. 26.
54 A. Czarnecki, Parafia…, s. 208, wersję Czarneckiego pośrednio potwierdza
Ringelblum: "W dzień Hoszana Raba przyjęło chrzest ponad 50 osób (informacja z
Gminy Żydowskiej). Przyczyna: Caritas troszczy się o neofitów" (E. Ringelblum,
Kronika…, s. 327).
55 Pełen nieścisłości artykuł w "Słowie Powszechnym" nazywa to: "karmieniem
umierających z głodu dzieci żydowskich drugim śniadaniem" (Misjonarze za murami
ghetta, "Słowo Powszechne" 1947, nr 28, s. 7).
56 R. Hermelin, Relacja…, s. 26; A. Czarnecki, Parafia…, s. 208.
57 A. Czarnecki, Parafia…, s. 208; zob. też przyp. 62.
58 A. Czarnecki, Parafia…, s. 208.
59 A. Czarnecki, Parafia…, s. 209. Według relacji Stanisława Adlera, prof.
Ettinger został wybrany na sędziego getta. Wzbudziło to protest środowiska
ortodoksyjnego, które, mimo że kandydaturze Ettingera nie można było z
formalnego punktu widzenia nic zarzucić, nie życzyło sobie, by praktykujący
katolik pełnił takie ważne stanowisko w getcie. Poza uczestnictwem w radzie
parafialnej Ettinger organizował też potajemne zajęcia z prawa w getcie (za
Marianowiczem P. Dembowski, Chrześcijanie…, s. 105-106). Ettinger podobnie jak
Hirszfeld zdawał sobie sprawę z niezmiernie ważnej roli edukacji dla przetrwania
ducha w narodzie żydowskim. Hirszfeld mógł jednak swoje zajęcia z medycyny
prowadzić legalnie, gdyż Niemcy w obawie przed epidemią zezwolili na kursy dla
lekarzy (L. Hirszfeld, Historia…, s. 208).
60 L. Hirszfeld, Historia…, s. 254.
61 L. Hirszfeld, Historia…, s. 254.
62 Tak wysokie zdanie miał ks. Czarnecki o religijności córki profesora, Marysi
Hirszfeldównie (J. Maj, O Matce Bożej…, s. 47).
63 Swój udział w liturgii opisuje niezwiązany z Kościołem historyk żydowski –
Marian Małowist, za: P. Dembowski, Chrześcijanie…, s. 124.
64 A. Czarnecki, Parafia…, s. 211.
65 P. Dembowski, Chrześcijanie…, s. 81.
66 L. Hirszfeld, Historia…, s. 255.
67 R. Hermelin, Bez tytułu, s. 27.
68 L. Hirszfeld, Historia…, s. 254-255. Tam też można przeczytać jedyną w
swoim rodzaju duchową interpretację części Mszy św.; J. Maj, O Matce Bożej…,
s. 49-52; A. Czarnecki, Parafia…, s. 210.
69 Być może echa kazań słychać w wierszu Muriel Kordowicz: Maryi Niepokalanie
Poczętej z warszawskiego getta, AŻIH 349/2610, s. 82.
70 R. Dobrzyński, Ulica Zamenhofa…, s. 142.
71 L. Hirszfeld, Historia…, s. 253.
72 Ringelblum przytacza plotkę, jakoby ks. Godlewski na kazaniu nakazał neofitom
wyparcie się Żydów (E. Ringelblum, Kronika…, s. 341). Polemizuje z nią
Dembowski, twierdząc, że Godlewski mógł tylko zachęcać do strzeżenia wiary
chrześcijańskiej (P. Dembowski, Chrześcijanie…, s. 94).
73 Świadectwo Jachiela Górnego znajduje się w zbiorach ŻIH. Obszerny fragment
cytuje P. Dembowski, Chrześcijanie…, s. 120-121.
74 L. Hirszfeld, Historia…, s. 254.
75 A. Czarnecki, Parafia…, s. 210.
76 Prawdopodobnie, zgodnie z utartą praktyką, ks. Czarnecki chodził do chorych z
Najświętszym Sakramentem. Nie wiemy, czy towarzyszył mu ministrant z dzwonkiem,
tak jak to było zalecane. Gdyby tak było, to z pewnością widok katolickiego
księdza w szatach liturgicznych i cyborium oraz ministranta dzwoniącego na ulicy
getta musiał budzić zdziwienie. Być może ślady pamięci takich procesji znajdują
się w artykule ze "Słowa Powszechnego", który opisuje, jak ks. Godlewski
codziennie wynosi Najświętszy Sakrament z getta.
77 A. Czarnecki, Parafia…, s. 209.
78 P. Dembowski, Chrześcijanie…, s. 109.
79 A. Czarnecki, Parafia…, s. 208.
80 A. Weksztein, Bez tytułu, AŻIH 302/204, s. 164.
81 A. Czarnecki, Parafia…, s. 208.
82 B. Engelking, J. Leociak, Getto…, s. 623.
83 J. Maj, O Matce Bożej…, s. 50.
84 Anonim, Wspomnienie…, s. 21.
85 F. Stopniak, Katolickie duchowieństwo…, s. 27.
86 L. Hirszfeld, Historia…, s. 255.
87 A. Czarnecki, Parafia…, s. 209.
88 J. Maj, O Matce Bożej…, s. 47.
89 Odlew cynowo-ołowiowy o wysokości 90 cm i szerokości 40 cm zwany "Matką Bożą
z Getta" stoi obecnie na terenie kościoła św. Katarzyny w Warszawie.
90 Czarnecki, Parafia…, s. 208.
91 J. Maj, O Matce Bożej…, s. 47.
92 J. Maj, O Matce Bożej…, s. 46.
93 J. Maj, O Matce Bożej…, s. 50.
94 L. Hirszfeld, Historia…, s. 271.
95 Zaleski-Zamenhof w swoim piśmie do ŻIH wspomina, że przy wydawaniu świadectw
chrztu dla uspokojenia własnego sumienia ks. Czarnecki dokonywał symbolicznego
pokropienia wodą. Louis C. Zaleski-Zamenhof, Pismo z dnia 28 V 2002 do ŻIH na
ręce Janiny Sacharewicz, AŻIH 349/2610, s. 20.
96 P. Dembowski, Chrześcijanie…, s. 81.
97 A. Czarnecki, Parafia…, s. 211. Zdaniem ks. Czarneckiego, prałata
Godlewskiego nie było na ostatniej Mszy św., gdyż przepustkę zabrano mu kilka
tygodni wcześniej. Nieco inaczej przedstawia tę sprawę Hermelin, który twierdzi,
że żegnał się z ks. Godlewskim we wtorek, 28 lipca (R. Hermelin, Bez tytułu…,
s. 26). Relację Czarneckiego potwierdza Hirszfeld.
98 A. Czarnecki, Parafia…, s. 211.
99 P. Dembowski, Chrześcijanie…, s. 148.
100 Najprawdopodobniej właśnie to tłumaczenie zostało przeczytane z ambony
tamtej niedzieli. Cyt. za: Mszał Rzymski w skróceniu wydany z rozporządzenia
Jego Eminencji Edmunda Kardynała Dalbora arcybiskupa gnieźnieńskiego i
poznańskiego, prymasa Polski przez ks. Aleksandra Żychlińskiego, wyd. III uzup.,
Poznań-Warszawa-Wilno-Lublin 1931.
101 A. Czarnecki, Parafia…, s. 211.
102 L. Hirszfeld, Historia…, s. 271.
103 A. Czarnecki, Parafia…, s. 211.
104 J. Maj, O Matce Bożej…, s. 48.
105 Henryk Makower tak wspomina to wydarzenie: "Na początku Akcji Niemcy i
Ukraińcy zniszczyli plebanię. Zabrali wszystkich mieszkańców, którzy nie zdołali
przedostać się "na drugą stronę". Z okien mojego szpitala przy ulicy Leszno
widziałem masę ludzi idących z "małego getta" przez Żelazną i Nowolipki na
Umschlagplatz. Szli w milczeniu. Wszystko, co słyszałem, to dźwięk butów
stąpających po chodniku. Zauważyłem wielu moich przyjaciół z parafii wśród tych
ludzi". Cyt. za: P. Dembowski, Chrześcijanie…, s. 149.
106 Tak było w przypadku Dionizego Gelbarda, drugiego kierownika parafialnej
kuchni. Na Umschlagplatz poszedł razem z żoną. Jemu udało się uratować, jej nie.
Potem ukrywał się i był lekarzem "leśnych partyzantów" w Biłgoraju.
Zadenuncjowany przeniósł się do Lwowa. Tam w roku 1943 spotkał swoją przyszłą
drugą żonę, Helenę Gadomską (Hanneman), Żydówkę, która z fałszywym ausweisem
przynosiła kiedyś jedzenie na pl. Grzybowski. Ksiądz Godlewski pobłogosławił ich
małżeństwo i pomógł Dionizemu wyrobić fałszywe dokumenty, dzięki którym, jako
Edward Gadomski, przeżył do końca wojny i został sekretarzem generalnym Gminy
Żydowskiej w Lublinie. Rękopis relacji Heleny Gadomskiej w archiwum ŻIH, sygn.
301/5624.
107 J. Maj, O Matce Bożej…, s. 51-52. Wywiad z księdzem Józefem Majem 4
sierpnia 2008 r.
Skrócony przedruk z "Biuletynu IPN" 2009, nr 3.

drukuj