Kobiety nie potrzebują ideologii
Z Agnieszką Jackowską, filozofem, pedagogiem, prezesem stowarzyszenia
Edukacja i Media, członkiem zarządu Związku Dużych Rodzin "Trzy Plus", matką
sześciorga dzieci, rozmawia Mariusz Bober
Organizacje feministyczne domagają się "równouprawnienia kobiet". A przecież
Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej zapewnia równość kobietom i mężczyznom.
– Pewne działania podejmowane przy okazji tzw. Święta Kobiet są wykorzystywane
tak naprawdę do szerzenia ideologii – z jednej strony feministycznej, a z
drugiej strony lewicowej, która znajduje wyraz w wielu przepisach Unii
Europejskiej. Jej organa zmuszają do ich wdrażania także polskie władze.
Przykładem tych wpływów jest podpisana niedawno przez prezydenta Bronisława
Komorowskiego tzw. ustawa o parytetach [na listach wyborczych musi być po 35
proc. kobiet i mężczyzn – red.]. A przecież w Polsce rola kobiety jest bardzo
duża, a jej pozycja ugruntowana. Wynika to zarówno z zapisów Konstytucji, jak i
polskiej tożsamości oraz kultury opartej na wielkim szacunku dla kobiety,
mającym źródło m.in. w kulcie Matki Bożej. W Polsce nie musimy udowadniać tego,
że kobieta jest szanowana. Chociaż w ostatnich latach, pod naciskiem
zewnętrznym, zwłaszcza mediów, zmienia się niestety na niekorzyść zarówno
myślenie młodych dziewcząt, jak i chłopców, i tracimy tę kulturową "busolę".
Hasło "Dość wyzysku, wymawiamy służbę!" pokazuje, że feministki
konfrontacyjnie traktują kobiecość.
– Takie hasła są wyrazem tego, co prof. Margaret Peeters nazywa nową etyką.
Można je krótko ująć jako: przeciwne życiu, człowiekowi, rodzinie i samej
kobiecie. Jeśli jakaś osoba zachowująca się tak, jak propagandowe
kobiety-robotnice w czasach komunistycznych, wykrzykuje: "nie będę służyć!", to
wyraża właśnie ideologię feministyczną. W ten sposób sprzeciwia się postawie
chrześcijańskiej, która podkreśla właśnie rolę służby dla innych. A przecież nie
ma miłości bez służby! Z drugiej strony – jeśli nie ma miłości, to rola kobiety
może zostać sprowadzona do "kucharki", "sprzątaczki" itp. Jednak ta postawa
służby jest bardzo istotna. Jak wyglądałyby nasze domy, gdyby kobieta
dobrowolnie nie podjęła tych ról – sprzątania, gotowania, gdyby nie dawała
swojej miłości mężowi, dzieciom, nie pomagała im w lekcjach itd.? Realizacja
feministycznej ideologii prowadzi właśnie do rozbijania rodziny. Bo jeśli nikt
nikomu nie będzie służył, to każdy będzie się skupiał tylko na sobie. To nie
jest tworzenie relacji miłości, tylko czegoś w rodzaju wymiany "usług" lub dóbr.
Środowiska feministyczne podważają podstawowe prawa człowieka – prawo do
życia. To demaskuje prawdziwe oblicze feminizmu – ruchu wymierzonego w kobiety.
– Jeśli wznoszą hasła: "żądamy legalnej aborcji", to zaczynam się zastanawiać,
czy niedługo nie zaczną żądać "legalnej kradzieży". To są hasła cywilizacji
śmierci! Ich realizacja prowadzi do dalszej erozji rodziny i godzi w samego
człowieka. To nieprawda, że przyniosą kobiecie wyzwolenie i szczęście! Takie
manifestacje traktuję jako swoiste sondowanie – jak daleko mogą się posunąć.
Część kobiet chce się spełniać poprzez pracę zawodową. Dla nich feministki
mają hasło zrównania podobno niższych pensji. Czy rzeczywiście chodzi tu o dobro
kobiet?
– Na pierwszy rzut oka to hasło wydaje się całkowicie słuszne. Kobiety mają
wolny wybór, jeśli chcą pracować zawodowo. I jest oczywiste, że powinny godnie
zarabiać. Ale to inny problem. W rzeczywistości chodzi tu o realizację jednego z
celów feministycznej ideologii, która zakłada, że kobietę należy uniezależnić
całkowicie od mężczyzny, także na płaszczyźnie ekonomicznej. Feministki
przekonują, że jedyną drogą dla kobiet jest praca zawodowa. A ja pytam –
dlaczego? Miałam okazję uczestniczyć w spotkaniach kobiet z pełnomocnikiem rządu
ds. równego traktowania Elżbietą Radziszewską i widziałam, że wielki wpływ na
działania rządu mają przedstawicielki organizacji feministycznych.
Jakie w takim razie są prawdziwe problemy kobiet?
– Jako matka sześciorga dzieci mogę powiedzieć, że prawdziwym problemem jest to,
aby państwo przynajmniej dało nam spokój i powstrzymało się od ideologicznych
ingerencji w funkcjonowanie rodzin. Przykładem takiego wtrącania się państwa
jest tzw. ustawa o przemocy w rodzinie, dająca urzędnikom uprawnienia do
odbierania dzieci rodzinom np. pod pretekstem niskich standardów życia. Innym
przykładem jest ustawa żłobkowa, która chce dzieci wydrzeć rodzicom z domu w jak
najwcześniejszym okresie ich życia. Ustawodawca jakby zapomniał, że najlepszym
środowiskiem dla rozwoju dziecka jest po prostu rodzina, a nie opłacane osoby
spoza rodziny pracujące w żłobkach. Nasuwa mi się pytanie, kto będzie płacił za
skutki okaleczenia psychiki dzieci w wyniku zbyt wczesnego wyrwania ich ze
środowiska rodzinnego. Państwo tymczasem powinno skupić się na tym, aby stworzyć
warunki rozwoju zarówno kobiet, matek, mężów – przede wszystkim w pracy
zawodowej, jak i dzieci – poprzez sprawny system edukacji. Problemem kobiet,
które chcą się zająć wychowywaniem swoich dzieci, jest to, że ich mężowie mają
kłopoty ze znalezieniem pracy, z której mogą utrzymać rodzinę. To właśnie tworzy
przymus ekonomiczny wymuszający na kobietach decyzje o podejmowaniu pracy poza
domem. W ten sposób muszą one coraz więcej pracować, ciągle szkolić się, a swoje
dzieci oddawać do przedszkoli. Skutkiem tego jest sytuacja, że matki zmusza się,
aby były ciągle poza domem. Jak w takich warunkach można tworzyć prawdziwe więzy
z dzieckiem, z mężem, z resztą rodziny i przyjaciółmi? Badania socjologiczne
pokazują, że większość kobiet chciałaby opiekować się swoimi dziećmi
przynajmniej do 2.-3. roku ich życia. Do pracy zmusza je po prostu to, że
rodzina nie jest w stanie utrzymać się z samego wynagrodzenia męża. Dlatego
państwo powinno skupić się na stworzeniu warunków godnego macierzyństwa i opieki
nad dziećmi dla tych kobiet, które tego chcą, pomóc rodzinom zdobyć mieszkanie,
a mężom – godnie zarabiać. Wiele państw europejskich, i to nie tylko tych
najbogatszych, ale także biedniejszych od nas, prowadzi właśnie politykę
wzmacniania funkcji wychowawczej rodziców. To staje się już standardem
europejskim! Dlaczego w Polsce przyjmowane są przeciwne rozstrzygnięcia?
Dziękuję za rozmowę.
