Katolicy nie mogą milczeć
Z JE ks. bp. Stanisławem Napierałą, ordynariuszem kaliskim, rozmawia
Sławomir Jagodziński
Kult świętego Józefa z kaliskiego sanktuarium promieniuje na całą Polskę.
Niezwykła jest tradycja spotkań modlitewnych w pierwsze czwartki miesiąca w
intencjach obrony rodziny i poszanowania życia ludzkiego. Dlaczego właśnie te
dwie intencje?
– Życie ludzkie i rodzina to dobra fundamentalne, na których opierają się
wszystkie inne. Życie ludzkie to właściwie człowiek w całej rozciągłości swojego
istnienia od poczęcia do naturalnej śmierci. Szczególnie w tych dwóch momentach:
gdy rozwija się pod sercem matki i gdy dotknięte jest starością czy brakiem
zdrowia, życie ludzkie zdane jest na innych i potrzebuje pomocy. Niestety,
cywilizacja współczesna zamiast zabezpieczać to życie wówczas, kiedy ono
potrzebuje wsparcia, robi coś zupełnie odwrotnego. Wprowadza ustawodawstwo,
które zezwala zabijać, czyniąc z dziecka w łonie matki albo człowieka
cierpiącego zakładnika innych spraw i dążeń. Nie! Nigdy nie można nawet
najważniejszych spraw załatwiać poprzez zadanie śmierci drugiemu. Stąd też takie
zbrodnie jak aborcja czy eutanazja współczesną cywilizację czynią cywilizacją
śmierci.
Także rodzina to równie fundamentalne dobro w łączności właśnie z życiem
ludzkim. Ona jest tym właściwym środowiskiem, gdzie człowiek się rodzi i gdzie
się rozwija, dojrzewa, by znowu dać początek nowej rodzinie. Tej prawdy nie
zmienią żadne współczesne ataki na chrześcijański model małżeństwa i rodziny.
Obrona życia i rodziny to zatem dwie niezwykle ważne intencje, w których
modliliśmy się w sanktuarium św. Józefa 1 września z całą Rodziną Radia Maryja i
modlimy się w każdy pierwszy czwartek miesiąca od kilku lat. To też wypełnienie
tego, do czego wezwał nas bł. Jan Paweł II, gdy w 1997 roku przybył do
kaliskiego sanktuarium św. Józefa. Tam Papież Polak zawierzył Opiekunowi Świętej
Rodziny życie ludzkie od poczęcia do naturalnej śmierci i wszystkie rodziny.
Niedawne odrzucenie przez Sejm projektu ustawy o całkowitej ochronie życia
ludzkiego, zapowiedzi premiera, że po wyborach przyjdzie pora na zajęcie się
sprawą tzw. związków partnerskich, nie napawają optymizmem. Czy to nie jest już
wystarczające ostrzeżenie dla katolickiego wyborcy, aby dokładnie przyjrzał się
kandydatom na posłów i senatorów?
– Zabijanie dzieci poczętych, legalizowanie tzw. związków partnerskich, wszelkie
działania przeciw godności człowieka, życiu i zdrowej rodzinie – ci, co
deklarują coś takiego w swym programie, sami się dyskwalifikują. Oczywiście,
katolik nie może z czystym sumieniem głosować na takich polityków.
Katolicy nie mogą milczeć i właśnie w życiu politycznym powinni zgodnie ze swoją
wiarą wypełniać swe zadania. I to nie tylko ich prawo, ale i obowiązek. Mają
pokazywać najpierw te normy moralne, którymi polityka musi się też kierować,
żeby służyła ludziom, a nie żeby była przeciwko nim. Polityka musi być moralna i
przestrzegać zasad, które ludzie wierzący doskonale powinny znać i nimi się
kierować, zwłaszcza idąc na wybory. Nie można nam wybierać kogoś takiego, kto
będzie głosił, że będzie legalizował związki partnerskie, że będzie propagował
aborcję czy eutanazję. Nie wolno! Angażując się w wybory, katolicy mają
obowiązek wyszukać odpowiednich kandydatów, zaprezentować ich, głosować na nich.
Muszą się zmobilizować! Bo potem mamy taką sytuację, że w kraju, gdzie
zdecydowana większość jest katolikami, do władzy dochodzą ludzie, którzy krajem
kierują wbrew zasadom katolickim. Jest to przyzwyczajenie jeszcze zakodowane z
PRL, że polityka to domena jedynie partii. Wtedy była ta jedna partia, dzisiaj
są różne… Jednak polityka to jest święty obowiązek wszystkich, zwłaszcza
katolików. W demokracji świeccy wierni mają też obowiązek wpływać na władzę i
sięgać po władzę, aby przemieniać ten świat w duchu Ewangelii. Ale muszą być
autentyczni i wierni.
W jednej z homilii wygłoszonej w kaliskim sanktuarium odniósł się Ksiądz
Biskup do swoistej "mody", żeby żyć razem, ale nie zawierać małżeństwa. To
niszczy rodzinę. Czy tego problemu nie pogłębia coraz większe przyzwolenie
społeczne i obojętność (czasem także katolickich rodziców) na takie sytuacje?
– Zjawisko życia przez dwoje ludzi jak małżonkowie, ale bez zawierania
małżeństwa, choć stało się "modne", to jest obce naszej kulturze, naszym
obyczajom w Polsce. Skąd to się wzięło? Na pewno ta "moda" zaistniała w
obszarach krajów zachodnich i przenika do nas, ale naśladowanie tych złych
wzorców ma też swoją przyczynę w polityce względem rodziny. Państwo powinno
służyć rodzinie, a nie kreować takie prawa i tworzyć warunki, które sprzyjają
życiu dwojga ludzi bez małżeństwa. Nie może opłacać się bardziej nie być
małżeństwem, niż nim być! Taka polityka zbiera tragiczne żniwo.
To oczywiście wiąże się z wrażliwością społeczeństwa na zjawiska niesłużące
zakładaniu rodziny, środowiska, które jest naturalnym miejscem zrodzenia i
wychowania potomstwa. Duszpasterze, ludzie wierzący nigdy nie mogą udawać, że
nie widzą zła, grzechu. Bardzo źle jest, gdy rodzice, wiedząc, że ich dzieci
żyją bez ślubu, milczą, tak jakby przyzwalając na to. To też oznaka choroby
współczesnej cywilizacji, którą można nazwać w tym przypadku cywilizacją
dekadencji moralności. Normy moralne są przemilczane, pomijane, relatywizowane,
tak jakby ich po prostu nie było. Wszyscy, którzy czują odpowiedzialność za
rodzinę, za dzieci, za naszą przyszłość, nie mogą tego nie zauważać, nie mogą
tępić w tej sprawie swojej wrażliwości. W przygotowaniu do życia rodzinnego, w
katechezie trzeba od samego początku na to zwracać uwagę. Jeżeli dzieci będą
wychowywane w takich związkach bez małżeństwa, to jakie wzorce otrzymają? Jest
to zagadnienie bardzo ważne, ale też bardzo trudne.
Dziękuję za rozmowę.
