College ukręcił na siebie bicz
Jeden z chicagowskich college’ów oferuje bardzo atrakcyjne zniżki dla
studentów, jeśli w ankiecie rekrutacyjnej wskażą oni w odpowiedniej rubryce, iż
przynależą do… społeczności homoseksualnej. Każdy uczeń ubiegający się o
miejsce w Elmhurst College, który stwierdzi, iż jest członkiem grupy LGTB
(lesbijek, gejów, transseksualistów, biseksualistów), może liczyć z tego tytułu
na zwrot nawet 30 proc. czesnego. Szkoła chwali się, iż jest pierwszą placówką
edukacyjną na świecie, która wprowadziła tego typu przywileje dla aplikujących
do niej osób.
Ten położony na przedmieściach Chicago college artystyczny jest jednocześnie
pierwszą uczelnią, która w ankiecie rekrutacyjnej pyta o tak osobiste
zagadnienia. Wprawdzie władze szkoły zaznaczają, iż odpowiedź na to pytanie jest
opcjonalna, jednakże dziekan Elmhurst College Gary Rold podkreśla, że każdy, kto
zaznaczy w rubryce z pytaniem o to, czy jest homoseksualistą, pole "tak", może
spodziewać się w związku z tym przyznania stypendium w wysokości nawet jednej
trzeciej wszystkich studenckich opłat. Zdaniem dziekana, pytanie o orientację
seksualną ma na celu ułatwienie uczelni dotarcie do osób homoseksualnych z
inicjatywami do nich właśnie skierowanymi i te środowiska interesującymi. –
Stale rosnąca różnorodność jest częścią naszej misji – twierdzi dziekan. – Ma to
po prostu służyć zacieśnianiu więzi na różne sposoby, w różnych grupach, które
posiadają silną tożsamość. Orientacja seksualna nie jest być może tym samym co
rasa czy religia, ale jest dużą częścią tego, kim oni są – dodaje. Jak
podkreśla, w kwestionariuszu są zawarte także pytania właśnie o wyznawaną
religię bądź też ojczysty język, z tego tytułu jednak nie przysługują żadne
przywileje, stypendia, granty czy zniżki.
Jak podkreślają komentatorzy, taka ankieta to miecz obosieczny dla władz
uczelni. Pod hasłami dążenia do różnorodności władze uczelni mogą wkrótce
znaleźć się w sytuacji, iż w ich placówce będą studiowali sami homoseksualiści.
Oczywiście "homoseksualiści" tylko i wyłącznie na papierze. Nietrudno bowiem
wyobrazić sobie sytuację, że student chcący zaoszczędzić jedną trzecią czesnego,
a na prywatnych uczelniach, takich jak Elmhurst College, często przekracza ono
30 tys. dolarów za czteroletni kurs, zaznaczy bez skrupułów, iż przynależy do
społeczności LGTB. Otrzymywanie co pewien czas ulotek czy zaproszeń na imprezy
dla homoseksualistów da się jakoś przecierpieć, kiedy w grę wchodzi
zaoszczędzenie 10 tys. dolarów.
Tak więc chcąc się wpisać w panującą w Stanach Zjednoczonych poprawność
polityczną i przypodobać środowiskom progejowskim, władze uczelni prawdopodobnie
ukręciły same na siebie bicz. Jednocześnie też część obserwatorów podkreśla, że
sam fakt pytania w kwestionariuszu rekrutacyjnym do szkoły o czyjeś skłonności
seksualne jest oburzający, zaś zestawienie go w jednej rubryce z narodowością,
rasą i religią zakrawa wręcz o absurd.
Łukasz Sianożęcki
