Janukowycz raczej utrzyma przewagę nad Tymoszenko

Z Anną Górską, ekspertem z Ośrodka Studiów Wschodnich, rozmawia Marta
Ziarnik

Jak ocenia Pani szanse obojga kandydatów w drugiej turze wyborów
prezydenckich?
– Zgodnie z ordynacją wyborczą dwa tygodnie przed
głosowaniem nie są publikowane sondaże poparcia dla kandydatów. Nie ma zatem
możliwości, by się do nich odwołać i ocenić szanse wyborcze kandydatów. Na
podstawie pośrednich sygnałów i wyników pierwszej tury można sądzić, że Wiktor
Janukowycz zachował przewagę nad swoją konkurentką Julią Tymoszenko. O wynikach
wyborów zadecyduje jednak nie tylko deklarowane poparcie, ale również inne
czynniki, np. warunki pogodowe ograniczające frekwencję w niektórych regionach
Ukrainy.

Jak ukraińskie społeczeństwo zareagowało na niepojawienie się Wiktora
Janukowycza w telewizyjnej debacie z Julią Tymoszenko?
– Nie ma
badań dotyczących rezultatów „debaty” telewizyjnej. Można natomiast stwierdzić,
że Julii Tymoszenko nie udało się wykorzystać nieobecności w studiu Wiktora
Janukowycza. Jej 100-minutowe wystąpienie nie było porywające i nie wniosło nic
szczególnie nowego do kampanii. Ponieważ tego samego dnia Wiktor Janukowycz
wystąpił w programie ICTV, można uznać, że telewizyjne wystąpienia były
neutralne dla budowania poparcia dla kandydatów.

Dlaczego Janukowycz nie wykorzystał szansy konfrontacji z
Tymoszenko?
– Wiktor Janukowycz obawiał się bezpośredniego starcia z
Julią Tymoszenko. Charyzmatyczna i emocjonalna erudytka zapewne pokonałaby go w
relacjonowanej na żywo debacie. Z tego względu sztab Janukowycza uznał, że
powinien on zrezygnować z debaty. Wystąpienie telewizyjne tego samego wieczora w
gronie przyjaźnie nastawionych do niego dziennikarzy miało zrekompensować
nieobecność w debacie.

Tymoszenko oskarża Janukowycza o próby fałszowania wyborów. Obawy są
uzasadnione?
– Julia Tymoszenko oskarża Wiktora Janukowycza o zamiar
sfałszowania wyborów, a ten z kolei posądza swoją konkurentkę o zamiar zerwania
wyborów poprzez zablokowanie pracy komisji wyborczych. Według ordynacji (przed
zmianami) w skład komisji na wszystkich szczeblach, poza Centralną Komisją
Wyborczą, wchodzili przedstawiciele obydwu kandydatów w równej liczbie, a
legalność pracy komisji wymagała kworum. Poprawka wniesiona do ordynacji zmienia
ten zapis, co ogranicza możliwości blokowania pracy komisji, ale równocześnie
stwarza możliwości podejmowania decyzji, w tym także tych związanych z
rezultatem głosowania przez ograniczoną ilość jej członków. Można to postrzegać
jako możliwość machinacji, ale jeśli oboje kandydaci będą mieli równe
przedstawicielstwo – co zależy tylko od nich – jest ona minimalna. Nie można
natomiast pochwalać samych zmian w ordynacji przyjmowanych na „pięć minut” przed
głosowaniem.

Część analityków wysuwa śmiałe twierdzenia, że w związku z
zaostrzającą się walką pomiędzy kandydatami i możliwymi fałszerstwami, trzeba
się liczyć nawet z koniecznością przeprowadzenia trzeciej tury
wyborów.
– Trudno przewidzieć ostateczny przebieg głosowania.
Zapewne niezależnie od tego, kto zwycięży, strona przegrywająca będzie próbowała
podważyć rezultaty głosowania. Wydaje się, że będą to przede wszystkim pozwy
sądowe wzmacniane ulicznymi pikietami. Nie ma natomiast takiego potencjału
społecznego poparcia dla żadnego z kandydatów, by te protesty przerodziły się w
manifestacje przypominające wydarzenia z 2004 roku. W odróżnieniu od poprzednich
wyborów nie mamy tym razem do czynienia z opowiadaniem się po stronie „nowego
lub starego” czy tym bardziej „dobra lub zła”. Z tego względu działania
podejmowane po wyborach raczej nie doprowadzą do rewizji rezultatów. Mogą
natomiast opóźnić oficjalne ogłoszenie wyników i inaugurację nowego prezydenta,
zwłaszcza jeśli różnica w uzyskanych głosach będzie niewielka (do 3 proc.).

Elektorat Juszczenki zagłosuje na Tymoszenko?
– Julia
Tymoszenko walczy o wyborców, którzy w pierwszej turze głosowali na innych
kandydatów, dlatego zrozumiałe są jej deklaracje o konsolidacji
narodowo-demokratycznych czy proreformatorskich sił. Równocześnie należy
zauważyć, że wbrew tym deklaracjom żaden z kandydatów – do których Tymoszenko
odnosi te deklaracje – nie wezwał swoich wyborców do głosowania na urzędującą
premier ani nie potwierdził gotowości podjęcia z nią współpracy.

Jednak Juszczenko podkreśla, że i tak będzie w końcu premierem. Pani
zdaniem, ma większe szanse niż Serhij Tihipko?
– Wydaje się błędnym
założenie, że nowym premierem będzie albo Serhij Tihipko, albo Wiktor
Juszczenko. Bardzo wiele oczywiście zależy od politycznych rozkładów po wyborach
i chociażby decyzji zwycięskiego obozu w sprawie przedterminowych wyborów
parlamentarnych. W zależności od tych decyzji obaj politycy przyjmą określoną
taktykę, która według nich pozwoli im zapewnić sobie miejsce na scenie
politycznej. Dla Serhija Tihipki ważne jest wprowadzenie swojej partii (Silna
Ukraina) do parlamentu i wydaje się korzystniejsze niewchodzenie do struktur
rządowych, jeśli takie wybory miałyby się odbyć stosunkowo szybko. Brak
perspektywy wyborczej będzie natomiast zwiększał jego skłonność do wzmocnienia
swojej osobistej pozycji, np. przez urząd premiera. W przypadku Wiktora
Juszczenki najbardziej prawdopodobnym wydaje się również działanie na rzecz
takich wyborów. Wyraźnie widać, że próbuje on przejąć głosy tzw.
nacjonalistycznego elektoratu, co jest możliwe w świetle rezultatów wyborczych
liderów innych partii z tego nurtu. Oświadczenia o urzędzie premiera należy
zatem traktować trochę na wyrost – jako deklarację szans i potwierdzenie
potencjału politycznego. Nie możemy również zapominać, że obecne deklaracje
kandydatów na prezydenta dotyczące obsadzenia stanowiska premiera wynikają z
taktyki wyborczej i poszukiwania sojuszników przed głosowaniem. Po wyborach ich
decyzjami będą kierowały inne motywy. Dla uporządkowania dyskusji na temat
zmiany premiera trzeba jeszcze wyjaśnić, że zmiana na stanowisku prezydenta
formalnie nie pociąga za sobą konieczności dymisji rządu. Po zwycięstwie Wiktora
Janukowycza premierem pozostanie Julia Tymoszenko. Po jej zwycięstwie zapewne
pełniącym obowiązki będzie pierwszy wicepremier Ołeksandr Turczynow. Dymisja
premiera i rządu oraz powołanie nowego to prerogatywy parlamentu, a nie
prezydenta.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj