Grabarczyk naobiecywał, drogowcy pod ostrzałem

Firmy realizujące inwestycje drogowe skarżą się na brak współpracy i
dialogu z instytucjami administracji rządowej. W tym z resortem infrastruktury i
Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad, która w przypadku najmniejszego
opóźnienia straszyć ma wykonawców karami finansowymi, zamiast usiąść do stołu i
wspólnie zastanowić się, w jaki sposób dokończyć budowę autostrady. A opóźnienia
przy budowie powstają często z obiektywnych przyczyn. Kierownictwo GDDKiA
wyjaśnia, że działania tej instytucji zmierzają do dopilnowania szybkiej budowy,
dobrych jakościowo dróg.

Praktycznie nie ma miesiąca, abyśmy nie słyszeli o opóźnieniach w budowie
autostrad i o kolejnych obiecanych przez ministra infrastruktury Cezarego
Grabarczyka odcinkach dróg, które mimo szumnych zapowiedzi na Euro 2012 nie będą
gotowe. Raport w sprawie "niezbędnych działań administracji drogowej" i "nowego
modelu współpracy z rynkiem" przygotował Zespół Doradców Gospodarczych TOR, z
zastrzeżeniem, iż jest to obraz widziany oczami wykonawców dróg. Autor raportu
Adrian Furgalski przyznał, iż patrząc na statystyki budowanych dróg, dzieje się
bardzo dobrze i faktycznie nastąpiło przyspieszenie w budowie dróg w Polsce. –
Ale mimo to wydaje się, że statystyką nie da się przykryć licznych problemów i
konfliktów, które wybuchają niemal każdego miesiąca na budowach. A wbrew pozorom
ta "telenowela chińska", która trwała parę tygodni, to nie jest wierzchołek góry
lodowej. Jeszcze jesienią może dojść do wielu problemów, jeśli nie wyciągniemy
wniosków z sytuacji – ocenił. Według Furgalskiego, powszechne rozczarowanie
stanem budowy dróg wynika z tego, że przez ostatnie lata obiecywano zbyt dużo,
mimo iż w bardzo wielu przypadkach te obietnice były tylko marzeniami. –
Dzisiaj, kiedy sprawdziłem harmonogram robót, to na 47 zadań, które są związane
z Euro, zagrożenia bądź brak już możliwości uzyskania tzw. przejezdności
występuje na 25 zadaniach, a więc w 54 proc. realizowanych kontraktów –
stwierdził. W raporcie zwrócono uwagę m.in. na potrzebę współpracy i dialogu
między wykonawcami a administracją rządową. Według autora raportu, obecne
relacje w tej sferze to "konfrontacyjna polityka zrzucania odpowiedzialności za
wszystko na wykonawców". Prezes Budimeksu Dariusz Blocher zwrócił uwagę, że
chociaż w Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad nie odmówiono mu nigdy
spotkania, to jednak efektów tych rozmów nie widać i – jak ocenił – GDDKiA nie
wychodzi naprzeciw wykonawcom. Na brak współpracy z GDDKiA skarżył się
wiceprezes NDI do spraw inwestycji Dariusz Skowroński. Konsorcjum NDI i SB
Granit poinformowało w lutym Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad o
odstąpieniu od kontraktu na budowę odcinka autostrady A4. Skowroński tłumaczył,
iż jego firma musiała zmierzyć się z dwoma podstawowymi problemami: badaniami
archeologicznymi i powodzią, które doprowadziły do opóźnień w budowie A4. –
Jeżeli jest budowa i zostanie zalana, i woda ustąpi, to jest oczywiste, że nie
możemy tam wprowadzić od razu po odejściu wody ciężkiego sprzętu, bo ten sprzęt
się utopi. Natomiast stanowisko Generalnej Dyrekcji jest takie, że w dniu, w
którym nie ma wody na budowie i plac budowy nie jest zalany, możemy kontynuować
prace. To jest stanowisko kogoś, kto nie bardzo miał do czynienia z budowami –
mówił Skowroński. Zaznaczył, że najpierw jego firma otrzymała informację, iż
według GDDKiA powódź nie ma wpływu na termin realizacji inwestycji, by po 175
dniach otrzymać decyzję o wydłużeniu terminu, choć – jak stwierdził – z umowy
wynika, że decyzja powinna zapaść w ciągu 42 dni. Skowroński zaznaczył, że 134
dni trwało w Generalnej Dyrekcji podejmowanie decyzji o przedłużeniu terminu w
związku z pracami archeologicznymi.
Z zarzutami wykonawców nie zgodził się p.o. szef GDDKiA Lech Witecki, choć
zastrzegł, że kierowana przez niego instytucja popełnia błędy, które jednak
stara się eliminować. Zapewnił, że GDDKiA działa w granicach prawa i pilnuje,
aby drogi były dobre jakościowo. – Jeżeli chcemy wybudować sobie podjazd pod
domem i zamówimy i zapłacimy za kostkę granitową, a wykonawca nam powie, że
kostka będzie betonowa, to prawdopodobnie zrezygnujemy z jego usług – tłumaczył
Witecki, zaznaczając, że wykonawca często chce dać tańszy substytut, który nie
wytrzyma tyle, ile ten ustalony w umowie. – Uważamy, że przyczyna obiektywna
może spowodować to, że te warunki może będą zmienione. Czasami pojawi się błąd,
który my popełnimy w projekcie, czasami pojawi się czynnik zewnętrzny –
stwierdził Witecki. Poinformował, że w sprawie autostrady A4 biegnącej do
granicy z Ukrainą został zakończony proces inwentaryzacji i w końcu tego
miesiąca albo w przyszłym będzie ogłoszone postępowanie przetargowe. W sprawie
autostrady A2 – pomiędzy Łodzią a Warszawą, gdzie z placu budowy zeszło chińskie
konsorcjum COVEC – wciąż trwają rozmowy z potencjalnymi wykonawcami i sprawdzana
jest wiarygodność firm, które mogłyby inwestycję dokończyć. Podwykonawcy, którzy
pracowali dla chińskiego konsorcjum, zapowiadali jednak, że nie udostępnią placu
budowy, dopóki nie otrzymają zapłaty za wykonane usługi. Witecki zapewniał, że
sprawę chce rozwiązać polubownie, aby doszło do jak najszybszego wznowienia
prac. Poinformował, że odbyło się spotkanie z podwykonawcami, którzy zostali
poinstruowani, jak mają postępować, żeby pieniądze wpływały na ich konto.
Stwierdził także, że plac budowy autostrady A2 nie jest całkowicie opuszczony,
gdyż podwykonawcy tam ciągle pracują. Problem z uzyskaniem zapłaty mogą
natomiast mieć podwykonawcy niezarejestrowani. Według Witeckiego, powinni
najpierw wystąpić z roszczeniami do firmy COVEC. Szef GDDKiA stwierdził, że są
też tacy podwykonawcy, którzy nie mieli nawet podpisanej umowy z chińskim
inwestorem, a więc trudno będzie im udowodnić wykonanie jakichkolwiek prac.
 

Artur Kowalski

drukuj