Gaz łupkowy jest bezpieczny
Z dr. Janem Krasoniem, geologiem, konsultantem firm energetycznych z USA,
inicjatorem poszukiwania złóż niekonwencjonalnego gazu łupkowego w Polsce,
rozmawia Mariusz Bober
Jest Pan prekursorem poszukiwań w Polsce złóż niekonwencjonalnego gazu
łupkowego. Jak z dzisiejszej perspektywy ocenia Pan stan poszukiwań "błękitnego
polskiego złota"?
– Sprawa nabrała dużego rozmachu, a dotychczasowe wiercenia zapowiadają wielkie
odkrycia oraz odsłaniają przed Polską perspektywy rozwojowe. Odkrycie dużych
zasobów gazu łupkowego, których wielkość jak na razie możemy tylko szacować,
pozwoliłoby na uniezależnienie się Polski od importu niezwykle ważnego surowca
energetycznego. Mimo że niekonwencjonalny gaz łupkowy jest od niedawna
wydobywany (dotychczas tylko w USA), stał się już jednym z podstawowych surowców
energii. Choć nie różni się on składem od gazu konwencjonalnego, jego wydobycie
jest nieco trudniejsze i droższe. Wyniki wierceń poszukiwawczych w Polsce,
jakkolwiek nadal niecałkowicie znane, wydają się bardzo pozytywne, dlatego
ogromnie się cieszę, że mogłem się jeszcze w ten sposób przysłużyć mojej
Ojczyźnie.
Szacunki amerykańskiej Agencji Informacji o Energii mówiły, że Polska ma 5,3
bilionów m3 gazu łupkowego. Potwierdza Pan te dane?
– Mówię ogólnie o wynikach dotychczasowych poszukiwań. Bo bardzo ważne jest już
samo to, że w poszukiwania gazu łupkowego w Polsce zaangażowały się wielkie
korporacje energetyczne, nie tylko amerykańskie, ale również Polskie Górnictwo
Naftowe i Gazownictwo SA (PGNiG) oraz inne krajowe i zagraniczne firmy. Już
wstępne wiercenia poszukiwawcze potwierdzają, że szanse odkrycia wielkich złóż
gazu w Polsce są bardzo duże. Wskazują na to m.in. zawartość węgla organicznego
oraz inne również bardzo ważne właściwości skał łupkowych. Dobre są również
takie parametry, jak: grubość, miąższość serii łupkowej (tzn. grubość warstwy
skał łupkowych), twardość tych skał i ich szczelinowatość. To te wyniki są dla
firm energetycznych wielką zachętą do poszukiwań gazu łupkowego w Polsce.
Jednak niektórzy europejscy politycy i organizacje najchętniej zakazałyby
tych poszukiwań pod pretekstem negatywnych skutków dla środowiska. Komisja
Europejska zamówiła nawet raport na temat skutków eksploatacji gazu łupkowego.
Takie obawy są uzasadnione czy raczej motywowane politycznie?
– W Europie wynika to przede wszystkim z obaw przed potencjalną konkurencją ze
strony polskiego gazu. Politycy straszą także społeczeństwa jakimiś negatywnymi
skutkami eksploatacji tego gazu dla środowiska. Osobiście uważam, że chodzi o
to, aby stworzyć klimat do ustanawiania przepisów utrudniających poszukiwania
niekonwencjonalnych zasobów błękitnego paliwa. Niektórym chodzi też o to, by
Polska nie uniezależniła się od dostaw gazu ze Wschodu i nie stała się
konkurencyjnym dostawcą tego surowca na rynek europejski. A przecież w
rzeczywistości gospodarczej nośniki energii pełnią funkcję czegoś w rodzaju
krwiobiegu dla gospodarki każdego kraju i są niezwykle ważne dla jego
egzystencji. Tak jak człowiek nie może żyć bez krwi, tak normalny tryb życia
ludności, gospodarowania i rozwój kraju stają się niemożliwe bez energii. A gaz
jest jednym z podstawowych surowców energetycznych.
Raport Departamentu Energii USA rozprasza obawy o negatywny wpływ
eksploatacji gazu łupkowego na środowisko naturalne?
– Z tego, co wiem, raport wskazuje, że jeśli spełnione są określone warunki
eksploatacji tego gazu, nie powoduje to ani zanieczyszczenia środowiska, ani wód
gruntowych. Najlepszy dowód na to, że gaz łupkowy jest bezpieczny, stanowi fakt,
że w samych Stanach Zjednoczonych wykonano dotąd ponad 35 tys. otworów
wiertniczych poszukiwawczych i produkcyjnych gazu łupkowego. Nie stwierdzono,
aby doprowadziło to do skażenia środowiska naturalnego. Ponadto wiercenia
poszukiwawcze wykonywano i nadal się wykonuje nawet na terenach znajdujących się
w obrębie samych miast, np. w obrębie miasta Fort Worth w Teksasie, gdzie jest
ponad 2 tys. otworów wiertniczych, obecnie produkcyjnych.
Ekolodzy twierdzili, że właśnie tam doszło do skażeń ujęć wody.
– Nie doszło tam do żadnych skażeń ujęć wody gazem łupkowym! Trzeba też
pamiętać, że w Polsce wody gruntowe normalnie występują nie głębiej niż 200 do
300 m poniżej poziomu gruntu. Głębiej najczęściej występują wody naturalnie
zmineralizowane. Wody te bez specjalnego uzdatniania nie nadają się do spożycia,
nawadniania ani innych celów. Tymczasem serie skalne zawierające gaz łupkowy w
Polsce występują na głębokościach poniżej 2 tys. metrów. W przeszłości przez
wiele lat prowadziłem zajęcia z hydrogeologii i wykonałem wiele ekspertyz
hydrogeologicznych. Dlatego znam warunki geologiczne występowania wód gruntowych
i głębinowych zarówno w Polsce, Libii, Egipcie, jak i w USA.
Co w takim razie w rzeczywistości pokazują upubliczniane w internecie filmy
straszące ludzi gazem łupkowym?
– W normalnych warunkach terenowych i geologicznych gaz łupkowy nie powoduje
skażenia ujęć wodnych. Straszenie jego szkodliwością jest bardzo chwytliwe, bo
wykorzystuje się niewątpliwie słuszną wrażliwość wszystkich konsumentów wody
pitnej na jej jakość, zwłaszcza tej, która trafia do kranów kuchennych. Płyn
używany do szczelinowania hydraulicznego i wydobywanie gazu łupkowego są
całkowicie oddzielone od pitnych wód gruntowych. Płyn w wierceniach gazowych,
nazywany płuczką wiertniczą, w ponad 90 proc. składa się z wody i piasku. Sama
płuczka nie jest szkodliwa dla środowiska. W rzeczywistości nieszkodliwa jest
również płuczka z dodatkiem od pół do kilku procent chemikaliów. Płuczka taka w
czasie krótkotrwałego szczelinowania jest wtłaczana w szczeliny i spękania
międzyłupkowe. Szczeliny te pod wielkim ciśnieniem płuczki są otwierane i
płuczka wnika w nie. Po ustąpieniu ciśnienia płuczka wypływa, ale piasek
pozostaje i "otwiera" szczeliny skalne, uwalniając z nich gaz, który dopływa do
otworu wiertniczego. Ilość i skład chemiczny dodawanych do płuczki wiertniczej
chemikaliów, modyfikowane w zależności od fizykochemicznych właściwości skał
łupkowych, stanowią tajemnicę technologiczną każdej firmy wiertniczej i
naftowej. Mimo to w USA pod presją potrzeby ochrony środowiska niektóre stany
(m.in. Colorado) wymogły na firmach naftowych zgodę na publiczne ujawnienie
pełnego procentowego składu chemicznego płuczki wtłaczanej do hydraulicznego
szczelinowania.
Jak amerykańskie społeczeństwo ocenia eksploatację gazu łupkowego?
– W rzeczywistości w USA mieszkańcy terenów, na których zostały odkryte i
eksploatuje się złoża gazu łupkowego, są z tego bardzo zadowoleni. Właściciele
terenów gazonośnych mający również prawa do tych zasobów [w USA właścicielem
zasobów jest osoba, do której należy grunt – red.], na których prowadzi się
wydobycie, mogą mieć udział w często niebagatelnych zyskach z eksploatacji gazu.
Wydobycie jest też korzystne dla wszystkich amerykańskich konsumentów, ponieważ
kilka lat temu, po rozpoczęciu eksploatacji gazu łupkowego, ceny surowca
znacząco spadły. Dziś w USA wszyscy konsumenci gazu płacą za niego 3-5 razy
mniej niż konsumenci w Polsce. Dzieje się tak tylko dlatego, że większość gazu w
Polsce jest importowana z Rosji, która dyktuje ceny swoim odbiorcom, bo w
Europie ma niemal monopol na jego dostawy.
Jak eksploatacja gazu łupkowego w Polsce zmieni rynek energetyczny w Europie?
– Z normalnych złóż gazu konwencjonalnego surowiec ten wydobywa się zwykle przez
kilkanaście lat. Natomiast eksploatacja niekonwencjonalnego gazu łupkowego może
trwać krócej. W Polsce przyjmuje się, że ok. 10-15 lat zajmą przygotowania do
przemysłowego wydobycia gazu, choć moim zdaniem nastąpi to już dużo wcześniej, w
ciągu kilku lat. W USA na niektórych obszarach produkcja gazu łupkowego
uruchamiana jest właśnie w takim czasie. Jeśli chodzi o wielkość produkcji, to
dla Polski najważniejsze jest to, że sama będzie mogła wstrzymać import gazu,
ponieważ będzie samowystarczalna. Cena tego surowca dla klientów detalicznych, a
także dla przemysłu, niewątpliwie znacząco spadnie. Może to doprowadzić do
spadku cen na europejskim rynku, więc także spadku zarobków firm sprzedających
gaz w Europie. Istotne jest również to, że w Polsce jest dobry klimat
inwestycyjny dla inwestorów zagranicznych. To również sprawia, że duże
inwestycje i pieniądze trafiają właśnie nad Wisłę.
Dla kogo przede wszystkim polski gaz może stanowić konkurencję? Komisja ds.
Energii i Zmian Klimatu brytyjskiej Izby Gmin widzi w Polsce rywala i chce
monitorować nasze poszukiwania…
– Tak, to są bardzo niepokojące doniesienia. Ewidentnie widać tu również motywy
polityczne. Chodzi m.in. o obawy przed konkurencją dla budowanego na dnie Morza
Bałtyckiego rosyjsko-niemieckiego Gazociągu Północnego. Z tego rurociągu gaz ma
odbierać także Wielka Brytania. Ponadto Brytyjczycy obawiają się konkurencji dla
swoich producentów i importerów. Tymczasem polski gaz łupkowy nieprędko będzie
stanowił konkurencję na europejskim rynku. Ci, którzy się go obawiają, próbują
jednak uprzedzić swoimi działaniami taką konkurencję.
Ale Brytyjczykom kończą się zasoby gazu, więc i tak będą skazani na import.
Dlaczego nie chcą kupować gazu z dodatkowego źródła z Polski?
– Wiadomo, że zasoby ropy naftowej i gazu konwencjonalnego na Morzu Północnym są
eksploatowane już od kilkudziesięciu lat. Mimo że nadal są tam odkrywane nowe
pola naftowe, złoża są bliskie wyczerpania. Dlatego uważam, że już wkrótce
Wielka Brytania może być zaopatrywana surowcem z Gazociągu Północnego. Drugim,
może jeszcze ważniejszym motywem Brytyjczyków, jest uprzedzenie do ewentualnego
gazu z Polski, ponieważ liczą na to, że sami będą eksploatować gaz łupkowy,
także z obszaru Morza Północnego. Ale na ten potencjalny gaz trzeba będzie
poczekać o wiele dłużej niż na bardziej realny gaz z Polski.
Komisja brytyjskiej Izby Gmin wykazuje się wyjątkową hipokryzją. Z jednej
strony zachęca rząd do ulg podatkowych dla inwestorów wydobywających gaz łupkowy
spod dna Morza Północnego, z drugiej – wmawia, że eksploatacja tego surowca
grozi skażeniem środowiska. Przecież to poszukiwania pod dnem morskim są
bardziej niebezpieczne.
– Tak, jest to rzeczywiście przykład ewidentnej hipokryzji. To prawda, że
wiercenia na morzu są o wiele kosztowniejsze i potencjalnie groźniejsze dla
środowiska niż wiercenia na lądzie. Ale jeśli chodzi o możliwości techniczne, to
one niewiele różnią się od wierceń na lądzie. Problemem są raczej dużo większe
koszty poszukiwań na morzu. Duże są bowiem koszty platform wiertniczych i
prowadzonych z nich wierceń poszukiwawczych i produkcyjnych. Dlatego aby
opłacało się wydobywać gaz pod dnem morskim, zasoby gazu muszą być ogromne.
Odnośnie do wierceń na morzu warto zauważyć, że według informacji "World Oil"
(luty 2011), najgłębsze wiercenie na morzu zostało wykonane przez ExxonMobile w
ubiegłym roku na koncesji Sachalin-1. Osiągnięto tam głębokość 12 341 m, po czym
otwór został przedłużony wierceniem poziomym na odległość 11 472 metrów. To
pokazuje, że wiercenia, również na morzu, w tym także poziome na dużą odległość,
są dziś możliwe technicznie! Oby tylko zasoby gazu były odpowiednio wielkie i
ekonomicznie opłacalne do eksploatacji.
Zaoferowanie przez Polskę większej partii gazu na europejski rynek i spadek
cen surowca podważałyby sensowność wydobycia gazu łupkowego z Morza Północnego?
– Uważam, że nie. W takim przypadku powtarzam – wielkość zasobów gazu, koszt
jego poszukiwań i eksploatacji, a w rezultacie ich opłacalność w kontekście
konkurencyjnych cen różnych dostawców surowca na rynku europejskim będą głównymi
czynnikami decydującymi o sensowności poszukiwań i wydobycia gazu łupkowego z
dna Morza Północnego.
Skoro dziś są możliwości techniczne eksploatacji gazu łupkowego pod dnem
morskim, dlaczego polskie spółki mające koncesje na Bałtyku ociągają się z
takimi planami? Niedawno Lotos Petrobaltic przyznał, że nawet nie planuje w
najbliższej przyszłości odwiertów na morskich koncesjach gazu
niekonwencjonalnego, bo "nikt na świecie nie wydobywa jeszcze gazu ze złóż
niekonwencjonalnych na morzu" …
– W ubiegłym roku uczestniczyłem w konferencji na temat zasobów surowców
energetycznych na Morzu Bałtyckim, w której brali udział także przedstawiciele
Lotosu Petrobalticu. Prezentowali oni wyniki jednego z odwiertów wykonanego
niedawno na ich koncesji na Bałtyku. Na moje pytanie o wydajność gazu z odwiertu
przez warstwę łupków przewierconych powyżej horyzontu produkcyjnego prelegent
odpowiedział, że obecności gazu w łupkach nie badano. To pokazuje, jak
sceptycznie władze wyżej wymienionej spółki podchodziły przynajmniej do
ubiegłego roku, do poszukiwań niekonwencjonalnych zasobów gazu łupkowego na
Bałtyku. Tymczasem na tym obszarze są niewątpliwie możliwości odkrycia dużych
zasobów tego surowca, a także ropy naftowej. Mam na ten temat wiedzę, ponieważ
osobiście z doświadczonym amerykańskim geologiem naftowym wykonywaliśmy w 1991
r. studium ekonomicznej opłacalności eksploatacji Pola Naftowego B-3 na Bałtyku.
Tymczasem wcześniejsza ocena tego złoża przez ekspertów ówczesnego Petrobalticu
była negatywna, ponieważ zasoby ropy naftowej uważane były za nieopłacalne do
uruchomienia produkcji. Jednak po naszej ocenie ekonomicznej złoże to od 1994 r.
jest eksploatowane [Petrobaltic wydobywa tam ropę i gaz konwencjonalny – red.].
Ze względu na nieufność polskich firm do niekonwencjonalnych złóż gazu szukał
Pan chętnych do poszukiwań gazu łupkowego wśród inwestorów zagranicznych?
– Wówczas PGNiG, a także inne polskie firmy naftowe nie miały doświadczenia w
poszukiwaniach gazu łupkowego. Wykonanie odwiertów poszukiwawczych tego rodzaju
surowca na dużą skalę w wielu różnych obszarach Polski to wielkie wyzwanie,
przede wszystkim finansowe. Polska już zyskała na otwarciu na inwestorów
zagranicznych. Także dzięki temu, że uda się zbadać polskie zasoby surowców
energetycznych, minimalizując własne koszty i ryzyko takich poszukiwań. W
przypadku głębokich wierceń, szczególnie poszukiwawczych – zarówno ropy, jak i
gazu – te koszty i ryzyko są ogromne. Poszukiwania finansowane przez inwestorów
zagranicznych przyczynią się przede wszystkim do dokładniejszego zbadania i
rozpoznania wgłębnych geologicznych struktur Polski. Trzeba również mieć na
uwadze, że każdy odwiert poszukiwawczy w przypadku nieobecności ekonomicznie
opłacalnych do eksploatacji zasobów gazu to również ryzyko straty często
kilkudziesięciomilionowej inwestycji.
Dziękuję za rozmowę.
Dr Jan Krasoń jest absolwentem Uniwersytetu Wrocławskiego, ekspertem w
dziedzinie poszukiwań i oceny ekonomicznej surowców energetycznych i
mineralnych. Właściciel firmy Geoexplorers International, Inc., z siedzibą w
Denver, w stanie Colorado w USA.
