Fałszywy alarm na miejscu strzelaniny

W Devinskej Novej Vsi na przedmieściach Bratysławy, gdzie w poniedziałek
uzbrojony mężczyzna zabił siedem osób, a później popełnił samobójstwo, ogłoszono
wczoraj alarm bombowy. Został on wszczęty po tym, jak ktoś z przechodniów
poinformował policję, że pod jednym z zaparkowanych przy ulicy samochodów
zauważył tajemnicze pudełko. Ale policja nie znalazła w nim bomby i alarm
odwołano. Nadal trwa także walka o życie trzech osób rannych w czasie
strzelaniny.

Pudełko po butach zauważył wczoraj rano jeden z przechodniów pod zaparkowaną
przy ulicy czarną skodą octavią. Pakunek, który wywołał obawy przechodniów,
znajdował się bowiem w tej samej części Bratysławy, gdzie dzień wcześniej doszło
do krwawej strzelaniny. Część dzielnicy, gdzie znaleziono pakunek, policja na
kilka godzin odgrodziła kordonem.

Tymczasem słowackie gazety, pisząc o poniedziałkowej strzelaninie,
podkreślają, że była to największa masakra w powojennej historii Słowacji. Tego
dnia 48-letni mężczyzna otworzył ogień do mieszkańców. W trakcie trwającego dwie
godziny dramatu zabił 7 osób i ranił 15 kolejnych (wśród nich 3-letniego chłopca
i policjanta), po czym popełnił samobójstwo. Stan trzech przebywających w
szpitalu osób uważa się za ciężki. Jedna osoba jest w stanie krytycznym, ale –
jak podkreślają lekarze – stabilnym. Jak podaje też lewicowy dziennik "Pravda",
sześciu z siedmiu zabitych to osoby pochodzenia romskiego. Jedną z przypadkowych
ofiar jest kobieta, która w momencie strzelaniny przebywała na balkonie swojego
mieszkania. Czeska "Mlada Fronta Dnes", powołując się na krewnych zamordowanej
rodziny, pisze również, że sprawca popełnił zbrodnię na tle rasowym. "Nie lubił
ciemnoskórych. Ciągle miał coś przeciw nam. Mieszkał w kawalerce naprzeciwko" –
powiedział jeden z rozmówców gazety. Słowacka policja na razie nie chce
spekulować na temat rzekomych rasistowskich powodów masakry.
O sprawcy wiadomo, że był on sąsiadem ludzi, których zabił.

Mężczyzna miał opinię dziwaka i samotnika. Świadkowie twierdzą również, że nie
lubił Romów i zachowywał się wobec nich dość agresywnie. "Nie dogadywali się
zbyt dobrze, on był specyficzny, żył sam" – mówiła cytowana przez słowackie
gazety sąsiadka. Media potwierdziły także wcześniejsze informacje, że
zamordowane osoby "nie cieszyły się w okolicy dobrą opinią". Zdaniem sąsiadów,
był to głośny, pełen problemów dom. W jednopokojowym mieszkaniu często
przebywało nawet 10 ludzi, niejednokrotnie bawiących się do późnej nocy. Według
słowackiej telewizji Markiza, ostatnio wywołali oni m.in. konflikt, który
doprowadził do interwencji policji.
Słowackie media, powołując się na policję, twierdzą, że napastnik miał prawo do
posiadania broni. Ministerstwo spraw wewnętrznych potwierdziło także, że
mężczyzna pracował wcześniej w służbach bezpieczeństwa, ale nie podano, z
jakiego powodu z nich odszedł.

"Pravda" pisze także, że mieszkańcy Devinskej Novej Vsi krytykują policję za
zbyt późne i za bardzo chaotyczne działania w sytuacji kryzysowej. Według nich,
funkcjonariusze zupełnie nie wiedzieli, co się dzieje ani czy napastnik nadal
zagrażał otoczeniu, i nie potrafili informować społeczeństwa o faktycznym
przebiegu zdarzenia. Gazeta przypomina również, że po akcji minister spraw
wewnętrznych Daniel Lipszic powiedział, że operacja odbyła się profesjonalnie i
osiągnęła swoje cele. Także wczoraj po południu zebrać miał się rząd, aby
ustalić wysokość odszkodowań dla ofiar strzelaniny i ich rodzin.
 

Marta Ziarnik

drukuj