Exodus z Libii
Wojna domowa w Libii ogarnęła wczoraj położone na wschodzie miasto Ras
al-Unuf. Według świadków, w wyniku ostrzału miejscowości przez artylerię ciężką
zginęło tam co najmniej 30 cywilów. Do starć pomiędzy siłami wiernymi Muammarowi
Kadafiemu a antyrządowymi oddziałami dochodzi też w znajdującym się około 50 km
na zachód od Trypolisu mieście Zawija. W związku z eskalacją konfliktu z Libii
uciekło już około 160 tys. ludzi.
Pomimo coraz większych utrudnień w pracy dziennikarzy nakładanych przez reżim
Kadafiego do mediów dotarła wczoraj wiadomość o dramatycznych walkach w portowym
mieście Ras al-Unuf. Jak informuje telewizja Al-Dżazira, do starć dochodzi też w
znajdującym się około 50 km na zachód od stolicy kraju mieście Zawija, gdzie –
jak podaje z kolei agencja Associated Press – ataku dokonała elitarna wojskowa
brygada dowodzona przez jednego z synów Kadafiego. Mieszkańcy donoszą, że liczni
żołnierze z Brygady Chamisa (od imienia syna Kadafiego) zaatakowali zachodnią
część Zawii, strzelając z moździerzy oraz ciężkiej broni maszynowej i
automatycznej. W tym samym czasie w mieście Adżdabija, które było obiektem
ubiegłotygodniowej dramatycznej masakry mieszkańców, po raz kolejny libijski
samolot wojskowy zbombardował teren przyległy do tamtejszej bazy wojskowej
zajętej przez oddziały przeciwników Kadafiego. Na szczęście nikt nie zginął. –
Nadleciał samolot i walczyliśmy z nim. Wtedy zaatakowali nas bombami. Jedna
spadła blisko, a dwie trochę dalej – relacjonował jeden z odpierających atak,
który podkreślił, że sama baza i znajdująca się na jej terenie amunicja nie
zostały uszkodzone. Dzień wcześniej libijskie samoloty po raz kolejny
zbombardowały też zajętą przez siły antyrządowe Bregę. Tymczasem prezydent
Wenezueli Hugo Chavez poinformował, że Kadafi godzi się na międzynarodową
mediację, która miałaby zakończyć wojnę w Libii. Ale mimo tych zapowiedzi Kadafi
nie cofnął rozkazów o bombardowaniu pozycji swoich przeciwników.
Jak wynika z szacunków ONZ, z ogarniętej powstaniem Libii uciekło już około 160
tys. osób. Organizacja Czerwony Półksiężyc w Tunezji podkreśla, że od 20 lutego
samą tylko granicę tunezyjsko-libijską przekroczyło już niemal 100 tys.
uciekinierów z Libii. Wśród uchodźców było około 35 tys. Egipcjan i ponad 10
tys. obywateli Bangladeszu. – Ci, którym udało się przekroczyć granicę,
powiedzieli nam, że skonfiskowano im telefony komórkowe i aparaty fotograficzne
– podkreśla cytowana przez PAP rzecznik Biura Wysokiego Komisarza Narodów
Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR) Melissa Fleming. Dodaje ona także, że
granica ta jest kontrolowana przez "ciężko uzbrojone siły proreżimowe", które
zablokowały już ucieczkę około 12,5 tys. osób. Dlatego też w czwartek kraje
europejskie uruchomiły most powietrzny, dzięki któremu mają one zostać
ewakuowane. Także polski rząd ze względów bezpieczeństwa ewakuował już personel
ambasady RP w Trypolisie.
Z powodu masowych demonstracji i buntu przeciwko rządzącemu Libią od ponad 40
lat Kadafiemu wschodnia część kraju znalazła się pod kontrolą opozycji.
Przywódca utworzonej przez przeciwników Muammara Kadafiego Narodowej Rady
Libijskiej, Mustafa Muhammad Abd ad-Dżalil, powiedział swoim zwolennikom, że nie
zaprzestanie walki, dopóki cały kraj nie zostanie wyzwolony. Hasłem "Zwycięstwo
albo śmierć" wzywał powstańców do dalszej walki. – Jesteśmy ludźmi, którzy
walczą, nie poddajemy się. (…) Skończył się czas hipokryzji – powiedział
Dżalil do tłumów zgromadzonych w Bajdzie, na północnym wschodzie kraju, którego
słowa cytuje PAP. Ostrzegł ich też przed infiltracją dokonywaną przez siły
lojalne wobec Kadafiego. W odpowiedzi z tłumu słychać było m.in. hasła: "Libia
jest wolna", "Kadafi musi odejść!".
W Trypolisie, który jest głównym punktem oporu libijskiego przywódcy, na
wczorajszy wieczór zapowiedziana została kolejna manifestacja jego przeciwników.
Pomimo obaw odnośnie do kolejnych brutalnych reakcji sił wiernych Kadafiemu
wielu mieszkańców miasta, pytanych przez Agencję Reutera, zapowiedziało, że po
wieczornych modlitwach zamierzają przyłączyć się do demonstracji. Prawdopodobnie
przygotowując się na krwawe tłumienie manifestacji, libijskie władze nie
pozwoliły jednak zagranicznym dziennikarzom relacjonowć tych wydarzeń, siłą
zatrzymując ich w hotelach. Wszystkie działania i kroki dziennikarzy są ściśle
kontrolowane przez odpowiednie służby. Rzecznik libijskich władz utrzymuje, że
dziennikarzom nakazano pozostać w hotelu, ponieważ ich obecność "może
doprowadzić do aktów przemocy ze strony osób powiązanych z Al-Kaidą".
Marta Ziarnik
