„Drań” i „plugawy osobnik”


„Grzecznie prosimy – na razie – o rychłe wyprowadzenie się z tej dzielnicy. Niepotrzebny nam tu taki plugawy osobnik. Długo czekać nie będziemy. Saska Kępa dla Polaków”. Takiej treści anonimy z pogróżkami otrzymuje Jan Maria Władysław Rokita. To tylko fragment jednego z nich. Co mogły zawierać pozostałe?

„To jest efekt działalności Jarosława i Lecha Kaczyńskich. To jest efekt wzywania do nienawiści” – nie ma złudzeń co do źródła pogróżek i inwektyw – „plugawy osobnik” ofiara politycznej nagonki, niedoszły „premier z Krakowa”. Nie ma na świecie przypadków, a anonimy pojawiły się zaraz po oskarżeniu pana Rokity (niemal jednocześnie i zgodnym chórem!) przez pana premiera Kaczyńskiego i pana prezydenta Kaczyńskiego o „zbrodnię przeciwko demokracji”, jaką miała być tzw. inwigilacja prawicy.
Sprawa musi być poważna, skoro „premier z Krakowa” przywołał na tę okoliczność film Jerzego Kawalerowicza „Śmierć prezydenta” o zabójstwie Gabriela Narutowicza: „Endecy nie zabili Gabriela Narutowicza. Endecy o Narutowiczu mówili językiem, którym Jarosław i Lech Kaczyński mówią dzisiaj o mnie. A najpierw były takie listy”.
Miejmy nadzieję, że dla policji i prokuratury, które już prowadzą postępowanie, punktem honoru będzie jak najszybsze wyjaśnienie tej sprawy. Żeby nie doszło do jeszcze większego zagrożenia demokracji i posądzenie nie padło na, dajmy na to, samego Jana Rokitę, że sam do siebie wysyła listy, albo wręcz na Donalda Tuska, który, jak wiadomo, lubi pisać i nawet ma talent.
Byłaby to już woda na młyn reżimowych mediów jedzących z ręki PiS, w których mówi się o Donaldzie Tusku per „drań”. W Sygnałach dnia Joanna Lichocka nie zdążyła dobrze się przywitać z gościem i ze słuchaczami, a już zapytała: „Donald Tusk jest draniem?”. „Zgadzam się z tym w zupełności” – odpowiedział gość (oczywiście z PiS), poseł Tomasz Markowski.
Przykład ten, oczywiście obok szeregu innych, znalazł się w raporcie Platformy na temat mediów publicznych, w którym PO zarzuca koalicji rządzącej obsadę stanowisk w mediach publicznych na zasadzie „partyjno-towarzysko-rodzinnych” mechanizmów, co oczywiście musi się przekładać na tendencyjność przekazu, jak na przykład po tym, gdy „cały kraj widział film z Renatą”. Wtedy telewizja publiczna „podjęła nadzwyczajne działania propagandowe, mające na celu minimalizację strat politycznych PiS” – stwierdza raport. Nie dość, że wyemitowała orędzie premiera Jarosława Kaczyńskiego, to jeszcze nadała po nim stronniczą audycję „Debaty Polaków”, a następnego dnia, już chyba tylko po to, by zadośćuczynić nachalnej propagandzie, w TVP był jeszcze wywiad z premierem Kaczyńskim! „Nie dopuszczono w podobnym trybie żadnego przedstawiciela opozycji”, choć, jak wiadomo, i opozycja ma swojego premiera. Zupełnie inaczej w tym czasie potrafiły się znaleźć w telewizji komercyjnej – choć to nie na niej spoczywa ciężar wypełniania misji – „dzieci Suboticia”! Raport o tym nie mówi, ale to zrozumiałe samo przez się.
W Polskim Radiu natomiast było tak samo albo gorzej niż w TVP. Na rozmowę do „Sygnałów dnia” zaproszono Tomasza Żukowskiego, „socjologa wyraźnie sympatyzującego z PiS”, i prowadząca rozmowę Dorota Gawryluk w swoich pytaniach wyraźnie opowiadała się „po stronie PiS-owskiej interpretacji afery taśmowej”, używając sformułowań „świętoszkowate oburzenie” i „wmawianie” w odniesieniu do opozycji. Nie lepiej było w przypadku Polskiej Agencji Prasowej, której PO słusznie zarzuca „jednostronność”, bo jako ostatnia z mediów elektronicznych poinformowała o taśmach z rozmów Lipiński – Beger. Pierwszą depeszę o aferze taśmowej PAP nadała, co zupełnie niesłychane, dopiero o godzinie 0.27 – kilka godzin po programie TVN, kiedy większość gazet zamknęła już swoje wydania, a PO dzielnie trwała na posterunku w Sejmie i walczyła z hydrą „politycznej korupcji”. Ta sama PAP zresztą podobną jednostronnością wykazała się przy ujawnieniu dokumentów z tzw. szafy Lesiaka. W połączeniu z przekazami innych mediów publicznych na temat tzw. inwigilacji prawicy może to stworzyć u odbiorców fałszywy obraz, że „premier z Krakowa” mógłby być jednak „autorem zbrodni przeciwko demokracji”.
Lektura raportu sprawia przyjemność, wszystkim polecam, chociaż może pozostawia pewien niedosyt. Jeśli autorzy nie mogą odżałować audycji „Forum” albo odejścia do Polsatu pani Niny Terentiew, to dlaczego nie zająknęli się słowem o pani Monice Olejnik i jej programie „Prosto w oczy”? Inna rzecz, że może nie ma tego złego, co by dobre nie wyszło, bo trafiła w bardziej odpowiednie dla siebie miejsce. Dość przypomnieć, że TVN 24 jako pierwsza nagłośniła sprawę i stanęła na wysokości zadania – w odróżnieniu od TVP – gdy te, wciąż nienamierzone, ciemne siły zaczęły wysyłać pogróżki do Jana Marii Rokity.
Czy nie przypomina to wszystko mrocznych czasów stanu wojennego, gdy na znak protestu przeciwko propagandzie „Dziennika Telewizyjnego” pisaliśmy na murach „telewizja kłamie”? Sytuacja dojrzała, by wrócić do starej formy protestu w unowocześnionej formie. Czy najodpowiedniejsze nie byłyby tu billboardy ze sloganem: „TVP kłamie. WSI 24 – cała prawda, całą dobę”? Dobrze by jednak było, gdyby billboardy zostały sfinansowane z partyjnych składek, a nie, dajmy na to, z pieniędzy PZU. Wszelkie skojarzenia z „aferą billboardową” jako przykładem chorobliwej nienawiści i bezpardonowej nagonki na Platformę Obywatelską – przypadkowe.

Julia M. Jaskólska

drukuj