Długodystansowcy
– Kryzys związany z brakiem większości parlamentarnej jest zakończony. Polska posiada stabilny rząd, stworzony na warunkach, które dyktuje twarda sejmowa arytmetyka – powiedział premier Jarosław Kaczyński podczas telewizyjnego wystąpienia, dzień po tym, jak odnowiono koalicję PiS – LPR – Samoobrona, a Andrzej Lepper przyjął ponownie z rąk prezydenta nominację na stanowisko wicepremiera i ministra rolnictwa. Czy rzeczywiście jednak rząd z Andrzejem Lepperem – który prowokował nieustanne awantury z PiS i w koalicji jest wcale niekoniecznie po to, by Polskę razem z Prawem i Sprawiedliwością dekomunizować i walczyć z korupcją – może być stabilny?
– Dla dobra Polski jesteśmy gotowi wejść do tej samej rzeki. Ta woda jest teraz inna, ale ona płynie cały czas – deklarował Andrzej Lepper tuż przed zawarciem koalicji bis. I nastąpiło wejście do tej samej rzeki, bo nie tylko doszło do reaktywacji koalicji, ale również i tym razem Lepper mógł wejść do rządu głównie po to… żeby z niego wyjść i to z jeszcze większym hukiem jako obrońca rolników, bezrobotnych, emerytów i rencistów niż wtedy, gdy go zdymisjonował premier Jarosław Kaczyński. Premier zresztą najprawdopodobniej przejrzał strategię Leppera i stąd podziękował za „warcholstwo” Lepperowi, zanim ten jako współczesny Janosik zaczął rozdzierać szaty nad budżetem. Tego przedstawienia Polska już nie oglądała, choć miało być w zamyśle Andrzeja Leppera zdaje się tak, że oto wychodzi z koalicji, chociaż chciał jak najlepiej: 900 mln zł dla rolników, zwiększenia nakładów na służbę zdrowia, szkolnictwo, waloryzację rent i emerytur. To miał być ostatni akord triumfalnego wyjścia, do którego draka o Antoniego Macierewicza i o Afganistan to były tylko przygrywki, choć niewątpliwie efektowne dzięki mediom, które bardzo Lepperowi w demontażu koalicji pomagały. Czwarta władza bądź co bądź je z ręki układu, któremu dobry, stabilny prawicowy rząd może tylko przeszkadzać. Więcej danych na ten temat dostarczy pewnie wkrótce odtajnienie raportu dotyczącego likwidacji WSI, a w szczególności podanie do publicznej wiadomości nazwisk dziennikarzy będących na usługach służb.
Chamy i warchoły
Rozbicie przez Leppera koalicji nie zbiegło się zresztą przez przypadek z likwidacją WSI. Nerwy liderowi Samoobrony zaczęły puszczać wtedy, gdy rząd Jarosława Kaczyńskiego całkiem serio i z determinacją wziął się za likwidację wojskowych służb specjalnych. To wtedy Lepper zaczął wykonywać nerwowe ruchy: najpierw chciał dla Samoobrony stanowisk w resortach siłowych, następnie domagał się dymisji likwidatora WSI Antoniego Macierewicza pod pretekstem szkodliwości dla Rzeczypospolitej „zarówno w kraju, jak i na arenie międzynarodowej”, potem pojawiły się jego wypowiedzi na temat byłych szefów dyplomacji, by wreszcie doprowadzić do zerwania koalicji 22 września, kiedy na wniosek premiera Jarosława Kaczyńskiego prezydent Lech Kaczyński odwołał Leppera.
– Lepper otrzymał szansę na uczestniczenie w procesie dobrego rządzenia – powiedział premier przed zdymisjonowaniem przewodniczącego Samoobrony, i dodał, że Lepper z tej szansy nie skorzystał i powrócił do „swoich praktyk – warcholstwa”, a „warcholstwa w żadnym razie nie możemy tolerować”. – Chamstwo, chamstwo i jeszcze raz chamstwo (…). To nie ja zachowałem się jak awanturnik, jak cham, jak niewychowany. Brak kultury politycznej, osobistej, to, co premier wyprawia w tym rządzie, nie konsultując nic z nikim – odpowiedział pięknym za nadobne Andrzej Lepper premierowi. Wydawało się, że po takiej wymianie uprzejmości można się już tylko omijać z daleka, jednak jak się bardzo szybko okazało – nie w polityce. Można sobie było też zadawać pytanie, po co, mimo wszystko, Lepperowi teraz – po przebyciu ewolucji od Janosika do białego kołnierzyka – „powrót do starych praktyk – warcholstwa”, skoro osiągnął przerastający go szczyt kariery, a słupki popularności Samoobrony od momentu przystąpienia do koalicji poszły w górę.
Niebezpieczne związki
Zaraz potem jednak, jak 26 września w TVN 24 „cały kraj widział film z Renatą”, mający zmieść ze sceny politycznej PiS, a Samoobrona miała odnieść sukces na polu walki z „korupcją polityczną”, jakiej miało się dopuścić PiS, sytuacja stała się już jaśniejsza.
Po pokazaniu owsianych taśm Beger „Gazeta Polska” napisała, powołując się na ustalenia komisji weryfikacyjnej WSI, że sekretarz programowy TVN Milan Subotić współpracował wcześniej z wojskowymi służbami PRL, a oficerem prowadzącym Suboticia miał być gen. Konstanty Malejczyk, który – według tygodnika – był też współpracownikiem Leppera. Według informatorów „GP”, Malejczyk spotkał się z Januszem Maksymiukiem z Samoobrony na kilka dni przed emisją programu TVN 24 Teraz My, w którym ujawniono taśmy Beger. „To Maksymiuk przyznał się później do zorganizowania prowokacji. A dziennikarze TVN publicznie stwierdzili, że zgłosili się w sprawie jej przygotowania do Maksymiuka” – napisała „Gazeta Polska”.
Andrzej Lepper wyparł się znajomości z Malejczykiem, a imputowanie tego rodzaju kontaktów określił jako prowokację, która ma na celu skompromitowanie Samoobrony. Na związki Leppera z ludźmi z WSI wskazywała jednak nie tylko „Gazeta Polska”, ale także m.in. tygodniki „Wprost” i „Nasza Polska”. „Wprost” niedawno przypomniało, że w najbliższym otoczeniu szefa Samoobrony znajdowali się oficerowie WSI: Marek Mackiewicz i Lech Szymański; „Nasza Polska” pisała we wrześniu br., że „wśród ekspertów Samoobrony znajduje się od kilku lat płk Marek Mackiewicz, były szef kontrwywiadu WSI, a od pewnego czasu dołączyli do niego jeszcze byli szefowie tych służb; gen. Konstanty Malejczyk (oficer wywiadu wojskowego od 1970 r., kierował WSI w latach 1994-1996) i kontradmirał Kazimierz Głowacki
(w wywiadzie od 1968 r., szef WSI w latach 1996-1997)”.
Odbijanie elektoratu
WSI usadowione na zapleczu partii pociągały więc pewnie za sznurki przy rozpadzie pierwszej koalicji Samoobrony z PiS, jednak Leppera ostatecznie do „warcholstwa” pchnęło coś innego. Gdyby agenturalne uwikłanie było tu jedynym czynnikiem, to Samoobrona nie głosowałaby raczej za rozwiązaniem WSI. Andrzej Lepper w opinii dr Barbary Fedyszak-Radziejowskiej, socjolog wsi, wszedł do koalicji z PiS bynajmniej nie po to, by u boku braci Kaczyńskich budować IV RP, ale po to, by odebrać PiS rolniczy elektorat. Zorientował się po wyborach w 2005 r., że jego wyborcy przechodzą na stronę PiS. Żeby odwrócić tę tendencję, Lepper wchodzi do rządu z zamiarem „odbicia” PiS „swoich” wyborców i już po dwóch miesiącach sprawowania funkcji wicepremiera i ministra rolnictwa dopina swego. Już w lipcu co drugi rolnik zamierza głosować na Andrzeja Leppera i jego partię i ta tendencja utrzymuje się do września, do rozpadu koalicji.
Można by zapytać w związku z tym, czy Lepper nie szukał dziury w całym, jednak z drugiej strony dłuższe trwanie w koalicji i jej sukces oznaczałyby „wchłonięcie” Samoobrony przez PiS.
Sytuacja zmieniła się bowiem o tyle po przystąpieniu do Unii Europejskiej, że negocjowanie zmian wspólnej polityki rolnej, eksportu polskiej żywności do Rosji odbywa się już nie na poziomie ministerstwa rolnictwa, ale na poziomie premiera, i już nie w Warszawie, a w Brukseli decydują się warunki polityki rolnej. – W związku z tym jeśli znajdzie się partia, a PiS próbuje taką rolę odegrać, która będzie w stanie samodzielnie sformować rząd i wyłonić premiera, rozumiejąc zarazem interesy wsi i rolników, to ona stopniowo stanie się ich reprezentacją. Samoobrona na samodzielne rządy nie ma szans, rolniczy elektorat jest na to za mały. A pozostając z kolei w koalicji z większym partnerem, prędzej czy później ten elektorat straci na jego rzecz. Rozpad koalicji był więc próbą zahamowania tego procesu, który co prawda jest – moim zdaniem – nieuchronny, ale można go opóźnić o 10, 15 lat – ocenia dr Barbara Fedyszak-Radziejowska.
Koalicja-reaktywacja
Czy zatem Andrzej Lepper nie wszedł teraz ponownie do koalicji w tym samym celu co za pierwszym razem? Bardzo prawdopodobne, że tak, ponieważ wyborcy nie lubią tych, którzy rozbijają koalicję i notowania Samoobrony poleciały w dół. Lepper chce więc „odwojować” utracony elektorat, zatem koalicja-reaktywacja mieści się jak najbardziej w nowej-starej strategii przedłużania trwania Samoobrony. Nie wróży to może najlepiej trwałości koalicji, ale też jak zauważył politolog dr Marek Migalski: – Koalicja może trwać dłużej niż myślimy. Obydwie strony (PiS i Samoobrona) zorientowały się, że są słabsze, niż myślały wcześniej. Nie ma niczego silniejszego niż koalicja słabych. Myślę, że ten układ może być trwalszy, niż myślą przeciwnicy tego rządu. PiS i Samoobrona zobaczyły swoją słabość. PiS zorientowało się, że do realizacji programu potrzebuje głosów Samoobrony. Andrzej Lepper zobaczył, że nie jest w stanie wywrócić tego układu i PiS jest mu potrzebne do tego, żeby budował swoją pozycję jako „państwowotwórczy mąż stanu” – ocenia Migalski.
Czy mimo sprzeczności wpisanej w sojusz Prawa i Sprawiedliwości, partii wywodzącej się z antykomunistycznego Porozumienia Centrum, z Samoobroną, formacją zbudowaną na lewicowym związku zawodowym i o wyraźnym sentymencie do PRL, koalicja po reaktywacji rzeczywiście może przetrwać? A jeśli nie, to czy warto było wchodzić do tej samej rzeki? Mimo że twarda arytmetyka sejmowa mówi, że było to, podobnie jak za pierwszym razem, wyjście z sytuacji bez wyjścia, dla wyborców PiS, zwłaszcza po owsianych taśmach, może to być „politycznie nieestetyczne”.
Jarosław Kaczyński, po tym, jak już padło „warcholstwo” i „chamstwo”, a zdymisjonowany Lepper nie przebierał w słowach, ocenił w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, że mimo wszystko nie żałuje koalicji z Samoobroną, gdyż warto było ją zawrzeć już choćby po to, by mógł powstać raport o likwidacji WSI.
A woda wciąż płynie
Nie jest więc wcale tak, jak powiedział Paweł Śpiewak w „Kropce nad i” Monice Olejnik, że kolejna nominacja dla Andrzeja Leppera zaprzecza dorobkowi światowej filozofii. – Jarosław Kaczyński chce przeprowadzić dowód na to, że Heraklit nie miał racji, to znaczy, że jednak można wejść trzy razy do tej samej rzeki. W tym znaczeniu jest to po prostu pokazanie, że cały dotychczasowy dorobek filozofii światowej po prostu nadaje się do wyrzucenia (…). Można powiedzieć, że jest to nowy początek w dziedzinie filozofii – zadrwił Śpiewak ku ogólnemu rozweseleniu, jak profesor świetnie zrozumiał Heraklita, który owszem powiedział, że nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki, ale dlatego że w każdym momencie „napływają nowe wody”, które sprawiają, że rzeka nigdy nie jest taka sama.
Podobnie sytuacja, w której była zawiązywana pierwsza koalicja, nie jest taka sama, jak teraz, gdy już udało się przegłosować likwidację WSI i powołanie CBA, a rząd może się pochwalić, że polska gospodarka na pewno nie „dołuje”.
Prawdopodobnie więc Jarosław Kaczyński powie po kolejnej wolcie Leppera, do której – jak tylko podskoczą notowania Samoobrony – pewnie dojdzie, że nawet jeśli na długim dystansie między III a IV RP zrobiliśmy tylko kilka kroków, to naprzód i że dlatego warto było „drugi raz wejść do tej samej rzeki”, która nie była już taka sama.
