Niebezpieczny dekret


Czego Polska może spodziewać się od Ukrainy w przyszłości? Takie pytanie nasuwa się po ogłoszeniu 14 października br. przez prezydenta Juszczenkę dekretu „O wszechstronnych studiach i obiektywnym wyświetleniu działalności ukraińskiego ruchu wyzwoleńczego i sprzyjaniu procesowi narodowego pojednania, a także sprzyjaniu sprawiedliwości historycznej wobec uczestników narodowowyzwoleńczych walk w kraju w pierwszej połowie XX wieku”.

Dla niezorientowanych tytuł dekretu brzmi może niewinnie, ale w treści Juszczenko wzywa parlament do uchwalenia ustawy uznającej Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i jej zbrojne ramię – Ukraińską Powstańczą Armię, za ruch wyzwoleńczy i w ślad za tym żyjących jeszcze członków tych organizacji za kombatantów, którzy walczyli o niepodległość Ukrainy. Donosił już o tym w „Naszym Dzienniku” korespondent z Kijowa Eugeniusz Tuzow-Lubański.
Nie bez znaczenia jest data ogłoszenia dekretu, 14 października – dzień, w którym nacjonaliści obchodzą rocznicę powołania UPA (1942 r.). Rehabilitacja i gloryfikacja OUN-UPA w prezydenckim wydaniu (demonstracyjnie deklarowana tego dnia w orędziu do byłych ounowców i upowców) zasadza się na antysowieckiej działalności tych formacji i całkowitym zamknięciu oczu na popełnione przez nie potworne zbrodnie przeciw ludzkości – zbrodnie ludobójstwa, których ofiarami stali się przede wszystkim Polacy – w imię niepodległej Ukrainy.
Dla zwycięzcy „pomarańczowej rewolucji“ (popieranego z wielkim entuzjazmem przez największe wówczas polskie partie polityczne, głęboko przekonane, że bronią demokracji, w rzeczywistości – jak się okazuje, bardzo słabo zorientowanych w ukraińskich realiach historycznych i politycznych) nie ma znaczenia faszystowski charakter OUN i UPA, które stawiały własną nację ponad wszystkie, przyznawały jej prawa nieograniczone żadnymi moralnymi zasadami i terrorem podporządkowywały sobie społeczeństwo.
Od 1929 roku OUN, działająca na terenie przedwojennej Polski, upowszechniała tzw. dekalog nacjonalisty będący ostrym przeciwieństwem Dekalogu obowiązującego chrześcijan. Przykazania, które wyparły chrześcijańskie normy z greckokatolickich i prawosławnych dusz wykonawców późniejszego ludobójstwa, brzmiały: przykazanie 7.: „Nie zawahasz się wykonać największej zbrodni, jeżeli tego wymagać będzie dobro sprawy”, przykazanie 8.: „Nienawiścią i podstępem będziesz przyjmować wrogów Twojej Nacji”, przykazanie 10.: „Będziesz dążyć do poszerzenia siły, chwały, bogactwa i przestrzeni Państwa Ukraińskiego nawet drogą zniewolenia obcoplemieńców”.
Z takiej ideologii ukraińskiego nacjonalizmu wynikała zarówno koncepcja jednonarodowego niepodległego państwa ukraińskiego, jak i metody jego zdobywania – drogą bezwzględnego i bezlitosnego fizycznego usunięcia nie-Ukraińców z terenów przyszłego państwa, przede wszystkim Polaków. W odezwie II Wielkiego Zboru Ukraińskich Nacjonalistów, który odbył się w Rzymie w sierpniu 1939 r., wezwano: „Ukraina dla Ukraińców! Nie pozostawić piędzi ziemi Ukraińskiej w rękach wrogów i obcoplemieńców!”, co następnie weszło do intensywnej propagandy uprawianej przez nacjonalistycznych aktywistów na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.
Realizacja ideologicznych podstaw działania OUN-UPA to zorganizowane na wielką skalę systematyczne unicestwianie Polaków: od końca 1942 na Wołyniu (głównie w 1943 roku) i od połowy 1943 w Małopolsce Wschodniej (najsilniej w 1944) – aż do ekspatriacji Polaków w 1945 roku. Ludobójstwo tak organizowano, by w miarę możności wymordować jak największą liczbę Polaków, szczególnie na Wołyniu.
„Okrążyliśmy 5 polskich wsi i w ciągu nocy oraz następnego dnia spaliliśmy je, a wszystkich mieszkańców, starych i młodych, wyrżnęliśmy – w sumie ponad dwa tysiące osób. (…) Wielu Polaków – mężczyzn, kobiety, starców i dzieci – wrzucaliśmy żywcem do studni, a następnie dobijaliśmy ich, strzelając z broni palnej. Pozostałych siekliśmy bagnetami, zabijaliśmy siekierami i rozstrzeliwaliśmy” – przyznał się sowieckiemu śledczemu podczas przesłuchania Stepan Redesza, wojak UPA (protokół tego przesłuchania oraz inne dokumenty świadczące o zbrodniach ludobójstwa dokonanych przez OUN-UPA znajdują się w tomie 4. zbioru dokumentów „Polska i Ukraina w latach trzydziestych-czterdziestych XX wieku. Polacy i Ukraińcy pomiędzy dwoma systemami totalitarnymi 1942-1945”, ogłoszonym w 2005 roku przez Instytut Pamięci Narodowej wspólnie z Państwowym Archiwum Służby Bezpieczeństwa Ukrainy oraz innymi instytucjami).
W podobnych okolicznościach na Wołyniu zginęło 60 tys. Polaków, w dwu województwach: tarnopolskim i lwowskim, według dokumentacji Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów, 69 tys. (ogłoszonej w dwu cennych pracach autorstwa Henryka Komańskiego i Szczepana Siekierki: „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich w województwie tarnopolskim 1939-1947”, Wrocław 2003 oraz „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich w województwie lwowskim 1939-
-1947″, Wrocław 2006), a łącznie na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej do 150 tys. Polaków. Do tego trzeba dodać, że było to genocidium atrox, a więc ludobójstwo połączone ze strasznymi torturami, jak łamanie kości, obcinanie części ciała, wykłuwanie oczu itp. Wobec okrucieństw stosowanych przez UPA i przez związaną z nią tzw. ukraińską wiejską „samoobronę”, potencjalne ofiary modliły się, by być „tylko” zastrzelone.
Tymczasem z nacjonalistycznego portalu (www.ukrnationalism.ua) dowiadujemy się o uroczystościach na Wołyniu z okazji 64. rocznicy utworzenia UPA. We wsi Mały Stydyń w rejonie kostopolskim (przed wojną powiat) po nabożeństwie w cerkwi pochód mieszkańców i „weteranów” UPA na czele z duchownymi prawosławnymi i najważniejszymi przedstawicielami władzy rejonowej i obwodowej zgromadził się pod pomnikiem postawionym w miejscu postoju pierwszego sztabu UPA. W Równem, również po uroczystej liturgii, ale w soborze, młodzież i „weterani” UPA w obecności przedstawicieli władz złożyli kwiaty pod pomnikami: głównodowodzącego UPA-Północ Dmytra Klaczkiwśkiego „Kłyma Sawura” – organizatora ludobójstwa Polaków na Wołyniu. W tych uroczystościach wzięło udział kilka tysięcy osób, a gościem był przewodniczący Białoruskiej Partii Wolności S. Wysocki.
W bliskiej okolicy wymienionych pomników bohaterów UPA, tj. w przedwojennych powiatach kostopolskim i rówieńskim, zostało zamordowanych wiele tysięcy bezbronnych Polaków. Jednak na stronie wymienionego wyżej portalu nacjonalistyczny historyk Aleksander Palij obłudnie twierdzi, że oskarżenia UPA o zbrodnie to niedorzeczność, ponieważ miejscowa ludność ukraińska takich zbrodni sobie nie przypomina, natomiast pamięta zbrodnie, których dokonywali ci, z którymi UPA walczyła.
Gloryfikacja UPA, której podstawą jest wypieranie się zbrodniczych kart własnej historii, wspierana do tego urzędowo, może zaowocować groźnym rozprzestrzenianiem się nacjonalistycznej ideologii OUN. Już niestety znalazła ona zwolenników wśród młodzieży zrzeszonej w Młodzieżowym Kongresie Nacjonalistycznym, który odwołuje się do tej ideologii i który dodał – do własnej – symbolikę OUN: czerwono-czarne sztandary, wywołujące silne obawy u Polaków, którzy przeżyli rzezie na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. W tych samych barwach jest też herb Młodzieżowego Kongresu Nacjonalistycznego o agresywnej złowieszczej wymowie: blasfemiczna kompozycja krzyża, skrzyżowanych mieczy i głowy wilka z wyszczerzonymi kłami oraz kolcami na szczycie łba. Jak się wydaje, na razie nie jest to liczna organizacja, ale z czasem poprzez internet może zwabić rzesze młodych ludzi pragnących „patriotycznych” idei i nieodróżniających patriotyzmu od zbrodniczego nacjonalizmu.
W powyższej sytuacji i biorąc pod uwagę cytowaną przez „Nasz Dziennik” mętną wypowiedź rzecznika naszego MSZ, trzeba żądać, by obecny rząd zdobył się na jakieś jednoznaczne oświadczenie. Powinno być wyraźnie powiedziane: nie będzie mogło być dalej szczególnie życzliwego stosunku Polski do Ukrainy, pomocy w ewentualnym jej członkostwie w Unii Europejskiej, jeśli Kijów miałby dokonać rehabilitacji i wręcz gloryfikacji zbrodniczej formacji UPA – winnej straszliwego ludobójstwa na Polakach. Trzeba też w tej fundamentalnej sprawie apelować do posłów i senatorów o wywarcie silnego nacisku w tym kierunku na rząd.

Ewa Siemaszko
drukuj