Cmentarz pod cmentarzem
O ekshumacjach ciał osób skazanych na karę śmierci w wyniku wyroków sądów wojskowych w latach 40., 50. i 60. XX w. z naczelnikiem Biura Edukacji Publicznej Oddziału Wrocławskiego Instytutu Pamięci Narodowej dr. hab. Krzysztofem Szwagrzykiem rozmawia Marek Zygmunt
Wrocławski Oddział IPN jako jedyny w Polsce prowadzi ekshumacje ciał osób skazanych na karę śmierci w wyniku wyroków sądów wojskowych w latach 40. i 50. ubiegłego wieku. Dlaczego właśnie Wy podjęliście się tego zadania?
– Instytut Pamięci Narodowej realizuje obecnie w skali całego kraju program pt. „Śladami Zbrodni”. W ramach tego projektu udało nam się we Wrocławiu osiągnąć już pewne sukcesy. Zidentyfikowaliśmy i sfotografowaliśmy sporą ilość siedzib Urzędów Bezpieczeństwa na Dolnym Śląsku i Opolszczyźnie. Odnaleźliśmy miejsca pochówku żołnierzy Armii Krajowej, które przez ponad 50 lat były utajnione, i doprowadziliśmy do uroczystych pogrzebów tych ludzi.
Program „Śladami Zbrodni” nie jest w naszym przypadku tylko projektem ściśle naukowym, ale ma on u nas bardzo konkretny kształt. Realizując ten projekt, przyczyniamy się do tego, że rodziny uzyskują informację, gdzie ktoś był pochowany przed ponad 50 laty. Na największej wrocławskiej nekropolii – cmentarzu Osobowickim, zidentyfikowaliśmy miejsca pochówków ofiar terroru stalinowskiego: podporucznika Mieczysława Bujaka, żołnierza Polski Walczącej Włodzimierza Pawłowskiego i żołnierza Armii Krajowej Edwarda Cieśli. Obecnie prowadzimy również badania w dawnej siedzibie gestapo w Bolesławcu.
Ale wróćmy może na razie do cmentarza Osobowickiego, bo – jak słyszałem – jest to dla Pana miejsce szczególne.
– Rzeczywiście tak jest. Od momentu rozpoczęcia badań na tej nekropolii często odbieram telefony od dawnych pracowników cmentarza. Z ich opowieści wynika, że jeszcze w latach 80. odnajdywano tam przestrzelone czaszki, fragmenty mundurów czy orzełki. W żadnym innym miejscu w Polsce nie zachowały się kwatery, na których chowano ofiary systemu komunistycznego. W innych miastach takie kwatery, na których chowano więźniów w latach 60., 70. i 80., zostały przekazane do innych pochówków i dlatego odnalezienie tam ofiar systemu komunistycznego wydaje się prawie niemożliwe.
Dysponujemy informacjami, że na zlecenie pobliskiego więzienia z ul. Klęczkowskiej, aresztu UB i prokuratury wojskowej w latach 1945-1956 na cmentarzu Osobowickim pochowano ok. 850 osób. Ślady pochówków ok. 350 więźniów zachowały się na polach 81 i 120. Mając taką wiedzę, poszukiwaliśmy i nadal to czynimy na tych i inny kwaterach ofiar systemu komunistycznego.
Są to głównie dwie największe kwatery: 77 i dawna 102, która dzisiaj ma inny numer i została podzielona na kilka pól. Upieraliśmy się przy tym, że warto, mimo iż kwatery te leżą w samym centrum cmentarza Osobowickiego i posiadają teraz inny kształt, spróbować przebadać te pola georadarem. Wychodziliśmy po prostu z założenia, że nawet jeśli w latach 60., 70. i 80. ktoś wyznaczył te miejsca pochówków innym osobom, to jednak nie wyznaczył tych samych miejsc do pochówku. W związku z tym uznaliśmy, że istnieje prawdopodobieństwo, iż czasami ofiary chowano dokładnie na wcześniejszych grobach więźniów, ale czasami też mogło nastąpić tzw. przesunięcie. Okazało się, że warto było pójść tym tropem. Tylko na jednym z przebadanych przez nas dotychczas pól, znajdującym się w kwaterze 77, odnaleźliśmy ślady pochówków co najmniej 60 osób. Ich doczesne szczątki znajdują się pod ziemią pomiędzy cmentarnymi alejkami.
Tędy chodzą wrocławianie, siadają na tych ławeczkach. Nie mają świadomości, że na głębokości zaledwie 50 cm znajdują się ludzkie ciała. Odkryliśmy np. szczątki człowieka, który został pochowany w ten sposób, że rzucono jego ciało twarzą do ziemi. Georadar wykrył także, że obok są jeszcze inne ludzkie szczątki. Ciało tego człowieka pochowano na boku z ręką zgiętą w łokciu, co oznaczało, że w momencie pochówku nie nastąpiło jeszcze tzw. pośmiertne wystygnięcie i kiedy wrzucono go do tego dołu, ręka zastygła właśnie w tym ułożeniu.
Nie potrafię dzisiaj odpowiedzieć, ile czasu zajmą nam jeszcze badania na cmentarzu Osobowickim. Ale już te dwie ekshumacje dają uzasadnione podstawy do tego, żeby stwierdzić, iż skala odkrycia na tej nekropolii może być określana od kilkudziesięciu do nawet 300 ofiar systemu komunistycznego.
Z inicjatywy Oddziału Wrocławskiego IPN doszło niedawno do spotkania z udziałem sekretarza Rady Ochrony Pomników, Walk i Męczeństwa Andrzeja Przewoźnika, przedstawicieli władz wojewódzkich i miejskich, Zakładu Medycyny Sądowej Akademii Medycznej, na którym wspólnie zastanawialiśmy się, w jaki sposób ludzi, którzy w tak niegodziwy sposób są pochowani i leżą pod cmentarnymi alejkami, stamtąd wyciągnąć i upamiętnić, mając przede wszystkim na uwadze fakt, że mamy do czynienia z niezwykle delikatną materią. Tym bardziej że nie każdy człowiek, który w ten sposób został pochowany, był bohaterem. Mamy tutaj bowiem do czynienia zarówno z oficerami Armii Krajowej, partyzantami różnych oddziałów antykomunistycznych, jak i z pospolitymi przestępcami bądź też z Niemcami, którzy byli w czasie II wojny światowej w SS, Wehrmachcie i w załogach obozów koncentracyjnych.
Doszliśmy do wniosku, że obecnie będziemy poszukiwali przede wszystkim ludzi, co do których mamy pewność, że ich aresztowanie i śmierć nastąpiły w związku z działalnością polityczną. Należą do nich np. członkowie oddziału „Otto” Franciszka Olszówki: Helena Motykówna, Roman Roszowski, Edward Szemberski i Idzi Piszczałka, którzy zginęli w egzekucji 18 lipca 1946 roku.
Jaka jest szansa na ich odnalezienie?
– Moim zdaniem, spora. Z posiadanych przez nas dokumentów wynika, że na tym polu pochowano łącznie 160 osób. Jest wśród nich sześć kobiet – Helena Motykówna była najmłodsza. Dlatego też będziemy intensywnie poszukiwali szkieletu młodej kobiety. A jak już go odkryjemy, to będziemy bliscy pewności, że obok leżą jej koledzy. Mamy kontakt z ich rodzinami i dlatego zawsze w razie potrzeby będziemy mogli przeprowadzić badania DNA. A to będzie jeden z kroków do stworzenia swego rodzaju topografii „cmentarza pod cmentarzem”.
Jak już wcześniej wspomnieliśmy, wrocławski cmentarz Osobowicki nie jest obecnie jedynym miejscem badań prowadzonych przez Wrocławski Oddział IPN w ramach programu „Śladami Zbrodni”.
– Kilka tygodni temu przeprowadziliśmy georadarem badania budynku i jego otoczenia, który kiedyś należał do gestapo i Urzędu Bezpieczeństwa przy ul. Grunwaldzkiej 4 w Bolesławcu. Wczoraj otrzymałem ich wyniki. Jest to miejsce wyjątkowe. Myślę tutaj przede wszystkim o piwnicach, w których znajdował się areszt. W czasie wizji lokalnej odkryliśmy, że cele, w których przebywali więźniowie, posiadają jeszcze oryginalne drzwi i numerację. Na ścianach udało nam się odnaleźć napisy, które robili więźniowie w postaci kalendarzy, czasami rysunków, imion i nazwisk. Jest także widoczny orzeł w koronie, który powstał w latach 1946-1949. Z relacji właścicieli pobliskich ogródków działkowych wiemy też, że na ich terenie znajdowano czaszki, czasami przestrzelone, mundury i ubrania cywilne. A kilka miesięcy temu w miejscu, gdzie obecnie trwają prace budowlane, znaleziono niezidentyfikowane do dzisiaj szczątki kobiety i mężczyzny. Nie twierdzę, że w tych miejscach znajdziemy jeszcze kości ludzkie, wiem jednak, że nie możemy ich nie zbadać w postaci ekshumacji.
Dlatego cieszę się, że ekshumacja odbyła się wczoraj, we wtorek, 13 listopada br. Cenne jest również to, że sprawą tą interesują się bardzo nie tylko lokalne władze, ale i Niemcy – byli mieszkańcy Bolesławca. Niektórzy z nich byli aresztowani i w 1946 r. przebywali w tym budynku. Również na podstawie ich relacji mamy pewność, że piwnice, w których przebywali, są autentyczne. Dobrze się stało, że te piwnice przez tyle lat nie były nigdy malowane. A jest to niezwykle rzadki przypadek!
Na terenie Dolnego Śląska i Opolszczyzny przebadaliśmy dotychczas kilkadziesiąt siedzib byłych Urzędów Bezpieczeństwa (dzisiaj znajdują się w tych budynkach m.in. banki, przedszkola, urzędy administracji państwowej, policji), ale nigdzie nie było takiej sytuacji, jak właśnie w Bolesławcu.
Jakie są Wasze najbliższe zamierzenia w tym zakresie?
– Nie wiem, ile jeszcze przed nami takich, a nie innych działań. Mam jednak pełną świadomość, że tematyka tego wywiadu nie jest niestety powszechnie znana. Bo tak naprawdę wizerunek Instytutu Pamięci Narodowej jest dzisiaj kształtowany szczególnie poprzez medialne informacje o teczkach agentów UB i SB. Tymczasem jest to tylko jeden z wielu wycinków naszej działalności, który nie ma jakiegoś większego znaczenia. Bardzo ubolewam nad tym, że większość mediów interesuje się sensacjami, a ta nasza codzienna tego typu działalność nie jest prawie w ogóle dostrzegana. Nie należy do tych mediów „Nasz Dziennik”, któremu – korzystając z okazji – wyrażam wielką wdzięczność za szerokie i obiektywne podejmowanie tej tematyki na swoich łamach.
A my serdecznie dziękujemy za rozmowę.
