Burza wokół greckiego referendum

Po tym jak grecki premier Jeorjos Papandreu zapowiedział referendum w
sprawie drugiego pakietu pomocy dla Aten, rozpętała się w Niemczech burza.
Niemieckie media, politycy oraz ekonomiści trzęsą się z oburzenia, zarzucając
greckiemu rządowi niewdzięczność i nieodpowiedzialność. Kanclerz Merkel
rozmawiała w tej sprawie z prezydentem Nicolasem Sarkozym.

Premier Jeorjos Papandreu całkowicie nieoczekiwanie oświadczył, że będzie
zorganizowane referendum, w którym Grecy wypowiedzą się w sprawie drugiego
pakietu pomocy dla Aten, uzgodnionego na ostatnim szczycie strefy euro w
Brukseli. Informacja ta natychmiast rozpętała burzę w Niemczech. Tutejsze media,
podobnie jak niemieccy politycy, bojąc się wyniku takiego referendum, z
oburzeniem i irytacją komentują grecką decyzję, twierdząc, że Ateny ponownie
spowodują zawieruchę w europejskiej gospodarce. Natychmiast zareagowała kanclerz
Angela Merkel, która w trybie natychmiastowym zaaranżowała rozmowę na temat
ewentualnego greckiego referendum z Nicolasem Sarkozym. Jednak oficjalnie
niemiecki rząd do tej pory nie wydał żadnego oświadczenia, twierdząc, że jest to
wewnętrzna sprawa Grecji.
Negatywnie na informacje o ewentualnym referendum zareagowały europejskie rynki
i niemiecka giełda. DAX, najważniejszy niemiecki indeks akcji, spadł wczoraj
okresowo nawet o 5 proc., papiery Deutsche Banku straciły 7,7 proc., akcje
towarzystwa ubezpieczeniowego Allianz straciły 7,3 procent. Niemieccy eksperci
do spraw gospodarki nie kryją oburzenia. Szef frakcji FDP w Bundestagu Rainer
Bruederle (były minister gospodarki) straszy grecki rząd, że w przypadku
przegrania referendum, czyli odrzucenia przez naród pakietu pomocowego, Grecja
po prostu będzie musiała ogłosić bankructwo. Europoseł z CSU Markus Faber także
ostro skrytykował zapowiedź referendum, twierdząc, iż jest to polityczna głupota
i ekonomiczna słabość. Sekretarz Zrzeszenia Niemieckich Banków Michael Kemmer,
krytykując decyzję o referendum, stwierdził, że jest ona nieodpowiedzialna i
doprowadzi do osłabienia europejskich rynków. – Nie mamy pojęcia, co teraz się
stanie – dodał Kemmer.
Niemiecka wściekłość jest tym większa, że media przypominają, iż kilkanaście dni
temu ten sam grecki premier Jeorjos Papandreu przyjechał do Niemiec prosić o
pomoc i zapewniał, że jego kraj przezwycięży obecny kryzys i wywiąże się ze
swoich zobowiązań w sferze reform i oszczędności.
Zdecydowana większość tytułów niemieckich gazet w związku z zapowiedzią
greckiego referendum jest jednoznaczna: "Już wkrótce ostatni akt greckiej
tragedii, czyli bankructwo" – wyrokuje hamburski "Abendblatt". "Plany Papandreu
niszczą europejskie giełdy" – z oburzeniem pisze tygodnik "Focus". "Upadek
Europy przez plany referendum" – oskarża niemiecki "Die Zeit", natomiast "Tagesschau"
na swoich stronach internetowych stwierdza, że Europa znalazła się pomiędzy
szokiem a bezradnością. Hamburski "Bild Zeitung" z oburzeniem informuje, że
demonstranci greccy w portowym mieście Watras ostentacyjnie spalili publicznie
niemiecką flagę, krzycząc, iż nie pozwolą, aby Niemcy wykupili Grecję. Ta sama
gazeta wielokrotnie zamieszczała prowokacyjne teksty, w których proponowała
Grekom sprzedaż swojego majątku państwowego, na przykład Akropolu.
Prezydent Europejskiej Ekonomicznej Szkoły Marketingu i technologii w Berlinie
Joerg Rocholl stwierdził, że co prawda jest to bardzo ryzykowna gra, to jednak
należy docenić odwagę greckiego premiera. Jednak i on straszy, że "jeżeli
referendum się nie uda, na co na razie wszystko wskazuje, to może się zdarzyć,
że inne kraje biorące udział w tworzeniu parasola ochronnego uznają, iż także
nie muszą dotrzymywać danego słowa i zaczną wycofywać się z finansowych
obietnic, a to z kolei będzie oznaczać, że Grecja znajdzie się poza eurolandem".
Papandreu wziął w obronę szef niemieckiej SPD Sigma Gabriel, który uznał decyzję
o referendum za bolesną, ale konieczną, "którą niemieccy socjaldemokraci
respektują i szanują".

 

Waldemar Maszewski, Hamburg

drukuj