Bo wielkie rzeczy rodzą się z małych…
I znów zazgrzytało. Ręce opadają, kiedy nawet z ambony – w sytuacji gdy
ciągle trąbi się o korupcji i potrzebie walki z nią – pada pochwała rządcy,
który uciekając przed odpowiedzialnością za swoją nieuczciwość, tak
"zakombinował", że udało mu się umknąć karze. Uspokajam zgorszonych i tych,
którym na usta ciśnie się stwierdzenie, że nawet w Kościele nie ma
sprawiedliwości: nie o pochwałę nieuczciwości tu chodzi. O coś zupełnie innego.
Metafora ma swoje prawa. Nie ma na celu opisania rzeczywistości, ale uwypukla
wagę poruszanego problemu, jego aktualność. Przytoczona przez Jezusa historia
jest jedynie pretekstem do pokazania swoistego dysonansu: człowieka stać na
nieograniczoną wręcz pomysłowość, gdy chodzi o pomnażanie własnych majętności,
podnoszenie jakości życia, ale zarazem tak mało w nim woli, by zadbać o swoje
zbawienie.
Z podziwem patrzę na tych, którzy w sobotni poranek pakują do swoich toreb
książki, notatniki i jadą, czasem daleko, by kontynuować studia. Ktoś coś kiedyś
zaniedbał, może zabrakło pieniędzy na akademik, punktów na egzaminie. Kilka lat
bez wolnych sobót, niedziel – mimo umęczenia całym tygodniem pracy. Nie żal
czasu, pieniędzy, domowego zacisza. Przyświeca temu jasny cel: zdobycie
wykształcenia, szansa na lepszą pracę, wyższe wynagrodzenie – i to on uskrzydla.
Jest i druga strona medalu: ze smutkiem spoglądam na moich sąsiadów z bloku spod
kościoła. Mówią, że wierzą – przynajmniej takie deklaracje padają podczas
kolędy, spotkań w kancelarii parafialnej. Cała niedziela w domu. Bez Mszy św.,
chwili zatrzymania. Pogmatwane relacje rodzinne. Życie, jakby Boga nie było. Czy
tylko oni mają kłopot z wiernością? A ja?…
Do jakich wyrzeczeń jesteśmy zdolni, gdy chodzi o nas – a jak mało jest w nas
gotowości, by służyć Panu Bogu, by słowa i deklaracje zamieniać w czyn?
Podziękować Temu, który daje życie i sprawia, że ziarno wydaje plon, i który,
beż żadnej naszej zasługi, ogarnął nas łaską zbawienia? Prawda jest taka, że
człowiek w pogoni za bogactwem, obietnicą poprawy komfortu życia gotów jest do
największych poświęceń, czasem także nieuczciwości, kłamstwa i okrucieństwa.
Zapomina, że tu, na ziemi, może i uda się je ukryć, ale kiedyś przyjdzie moment,
że trzeba będzie zdać szczegółowy raport z całego życia. Co wtedy?
Deklaracje to za mało. Wielkie chwile się zdarzają, ale esencja życia to
codzienność. Pełna zwykłych, szarych spraw i drobnych wyborów. Nieprzypadkowo
dzisiejszą katechezę Jezus kończy bardzo znamiennym stwierdzeniem: "Kto w
drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej
rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie". Kiedy powstaje
wielkie dzieło malarza, trzeba tysięcy precyzyjnych pociągnięć pędzla. Rzeźbiarz
musi tysiąckroć uderzyć młotem w dłuto, by odsłonić ukryty w kamieniu kształt.
Tak samo jest w sporcie, w nauce, wszędzie tam, gdzie człowiek "czyni sobie
ziemię poddaną". Bo wielkie rzeczy rodzą się z małych. A świętość zostaje utkana
zwykłymi chwilami, codziennymi westchnieniami do Boga, wiernością i szarym
trudem każdego dnia. Nie inaczej…
ks. Paweł Siedlanowski
