(Bez)sens porównań
Jakby pracownicy PKN Orlen mniej zarabiali, to paliwo w Polsce byłoby
znacznie tańsze. A jakby pracownicy ZUS mieli mniejsze wynagrodzenia, to emeryci
mieliby większe emerytury. Wniosek: jeżeli ZUS i Orlen obniżą zarobki, to
wszyscy emeryci będą jeździć samochodami.
Piękne zestawienie i niezła kalkulacja. Można by rzec, że Nobel się należy.
Jak politycy i ekonomiści nie dostrzegli tych zależności? Przecież dwa tak
proste zabiegi wystarczą, by Polska stała się krajem ogólnej szczęśliwości.
Rzecz w tym, że przeprowadzony przeze mnie – tylko teoretycznie – zabieg nie
będzie miał żadnego wpływu na krajową gospodarkę. A już na pewno nie przyniesie
korzyści dla emerytów. Jednak zdaniem niektórych kolorowych gazet, pomysły te
stanowią bardzo racjonalne rozwiązanie realnych i wyimaginowanych problemów
polskiego systemu ubezpieczeń społecznych. Można by nawet pójść dalej.
Ograniczając ustawowo zarobki pracowników hipermarketów, obniżymy ceny artykułów
spożywczych.
Podaję pod rozwagę te dość irracjonalne pomysły, by każdy zdał
sobie sprawę z sensowności wszelkich tego typu pomysłów, które co dnia starają
się nam podsuwać pewne poczytne tytuły. Najprościej przecież zestawić zarobki
przeciętnego pracownika ZUS z emerytem. Z tego zestawienia wynika, że pracownik
ZUS to hiena, która żeruje na emerycie. Szkoda tylko, że zestawienie takie nie
uwzględnia źródeł finansowania wynagrodzeń w ZUS i świadczeń
emerytalno-rentowych. Równie dobrze można zestawić z emerytem egzaminatora z
Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego. Nieważne, że wielkość emerytury
uzależniona jest od wysokości osiąganych przez lata pracy wynagrodzeń. Ważne, że
dziś egzaminator na prawo jazdy zarabia więcej, niż otrzymuje przeciętny
emeryt.
A podwyżki? To już skandal. Nieważne, jak ciężko pracujesz. Ważne, że
pracujesz w instytucji publicznej. Z tego tylko tytułu podwyżka – choćby tylko o
wskaźnik inflacji – ci się nie należy. Przecież ogół środków, który pójdzie na
podwyżki, może posłużyć waloryzacji świadczeń. Czy to istotne, że obie kwestie
nie są ze sobą powiązane? Na podobnej zasadzie można by zestawić fundusze na
walkę z zimą ze zużyciem soli przez gospodarstwa domowe. Jeżeli każdy obywatel
naszego kraju zrezygnuje z indywidualnego zakupu soli kuchennej, a zaoszczędzone
pieniądze przekaże na zakup soli do posypywania dróg, to żadna zima nas już nie
zaskoczy.
Proszę więc – porównujmy, ale z sensem.
Przemysław Przybylski
